Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2011

Nikt nie uniknie swojego przeznaczenia

To tylko jedna z wielu informacji, jakie udzielone mi zostały dzisiaj w ramach szkolenia BHP. Stali Czytacze być może przypominają sobie, że podobne szkolenie przechodziłam nie dalej jak rok temu, ale jeżeli czegoś mnie nauczyło doświadczenie pracy w mojej obecnej instytucji, to tego, że nikt nie uniknie również okresowego szkolenia BHP.

Tym razem oszczędzono mi oglądania seksistowskiego filmiku, za to nasłuchać się mogłam historii o: palcach odrywanych za pomocą kombinacji haków i pierścionków zaręczynowych, nożach wbijanych w klatki piersiowe, skórze dłoni przymarzającej na amen do przewodu gaśnicy śniegowej, psotnych studentach przestawiających gaśnice oraz uruchamiających celowo alarmy za pomocą papierosów przystawianych do czujek przeciwpożarowych, operatorach kamer uruchamiających podobne alarmy nienaumyślnie, za pomocą przegrzewającej się kamery na wysięgniku, zraszanych w skutek tego wodą ze sprinklerów, samozapłonach na stacjach benzynowych oraz że kobiety są bardziej łatwopal…

Pozor vlak 2

Czytaczka Karolina donosi z dalekiej Kanady. Donosi o zagrożeniach ze strony pociągów, mianowicie. Muszą to być pociągi przemierzające nie tylko przestrzeń, ale i czas, ponieważ współcześnie ich już w miejscu zamieszczenia tabliczki ostrzegającej o ich obecności nie uświadczysz. A miejscem tym jest wejście do tunelu w Brockville, Ontario, który był pierwszym tunelem kolejowym w Kanadzie. Cytując Czytaczkę Karolinę: "Teraz można wejść do niego na tyle, żeby powiało chłodem z części zagrodzonej, do której już wejść nie można." Wraz z chłodem, jak się domyślam, wieje zapewne również grozą...

Gołębie w metrze

...prawie jak węże w samolocie.

Sztokholmskie gołębie, jak przystało na mieszkańców Szwecji, są ekologicznie uświadomione i wiedzą, że należy korzystać z komunikacji publicznej. Jak donosi dziennik Dagens Nyheter oraz Sveriges Radio, w ostatnim czasie zaobserwowano, że bardzo wielu przedstawicieli tego gatunku jeździ metrem między stacjami Farsta i Farsta Strand, na południowych przedmieściach Sztokholmu. Ani pracownicy metra, ani ornitolodzy nie potrafią wyjaśnić, dlaczego gołębie wybierają ten właśnie sposób przemieszczania się. Jedyna teoria, którą udało im się przedstawić, mówi, że ptaki mieszkają w Farsta Strand, a do Farsty wybierają się ze względu na większe zagęszczenie tam kawiarni i cukierni, choć nie wyjaśnia, dlaczego nie używają po prostu własnych skrzydeł. Jako była mieszkanka Farsta Strand jestem tą sprawą szczególnie zaintrygowana.

Trudno mi jest powiedzieć, jak się ta sprawa ma do kur podróżujących metrem bukaresztańskim.

Drabinka

Jeszcze pięknie świeci słońce, ale zrobiło już się zimno. W związku z czym niżej podpisaną opuściły już resztki dobrego humoru. Jego powrotu nie należy się spodziewać przed kwietniem.

Superman says

"Każdy człowiek ma prawo do życia, wolności i bezpieczeństwa swojej osoby. Art. 3" - powiada Superman z gdańskiego przedmieścia.

Bociek!

Dwie rzeczy dominują na niebie nad portugalskim miastem Faro. Po pierwsze, lądujące średnio raz na dziesięć minut samoloty, podchodzące do lądowania ponad rozlewiskiem Formosy i zniżające się na tyle, że z uliczek starego miasta - nieco bardziej przypominającego marokańskie medyny niż starówki północnej Europy - bez trudu można rozpoznać linię lotniczą. Po drugie, bociany. Ich gniazda balansują na dachach, gzymsach i słupach, na zabytkowych bramach i kościołach; chyba więcej ich tu, niż na żuławskich wsiach.







Czasem udaje się nawet złapać gniazdo, bociana w locie i bociana w stanie spoczynku w jednym kadrze!

Skrzydła

Tematyka lotnicza jest ostatnio wyjątkowo aktualna, więc i ja się przyłączę, przypominając Czytaczom, czego nie powinno się robić w czasie podróży samolotem. Jeżeli o mnie chodzi, to nie zdarzyło mi się jak dotąd, żeby kusiło mnie złamać ten zakaz.


Disclaimer: Bynajmniej nie wyśmiewam się z lotniczych reguł bezpieczeństwa i wiem, czemu służy powyższy zakaz. Po prostu jak człowiek siada w samolocie, wygląda przez okno i widzi coś takiego na skrzydle, to pierwszą reakcją jest pewne zaskoczenie:)

Multi-kulti

A jednak

Wbrew moim niedawnym narzekaniom, Czytaczce Monice udało się dostrzec mały ślad tego, że jednak poznaniacy przyznają się do związków ze swoją najsławniejszą pisarką. No, jest to przynajmniej jakiś początek!

Intryguje mnie dodatkowo coś innego, czego można się dowiedzieć z powyższego znaku: że jak się pójdzie 930 metry w lewo, natknie się na Prezydenta Miasta. Biedakowi musi być ciężko tak tkwić wciąż w tym punkcie!

Sztuka

W Turku, jako się rzekło, nie ma zbyt wielu klämrisków. Za to jest pełno sztuki! Czyha ona na niczego się niespodziewającego turystę wszędzie: wynurza się z rzeki Aurajoki, stoi na chodnikach i trawnikach, oplata poręcze oraz okupuje chyba wszystkie skrzynki elektryczne w mieście.






Niewidzialna ręka

Zeszły tydzień spędziłam w fińskim Turku. Jadąc do kraju nordyckiego miałam nadzieję przywieźć stamtąd pokaźną dawkę nowych klämrisków - niestety, zawiodłam się. Udało mi się znaleźć jedynie taki tajemniczy znak:


Potknięcie

Chodzenie po torowisku grozi rypnięciem na dziób. O czym donosi Czytaczka Ewa.

Jeszcze coś z ziem odzyskanych

Na kilka dni przed początkiem astronomicznej jesieni -- wspomnienie nieuchronnie odchodzącego lata. Z nabrzeża w Wolinie.

Dialogi

Nie tak dawno temu pisałam tu o dialogach, jakie prowadzą bywalczynie sztokholmskiej biblioteki na ścianach tamtejszej toalety. Okazuje się, że i w Polsce można się na coś podobnego natknąć. Temat tutejszych dialogów jest może bardziej prozaiczny, ale też to nie biblioteka, tylko szpital, więc i rozważania mniej intelektualno-egzystencjalne, a bardziej przyziemne.


A to wprawdzie nie jest dialog, ale za to przesłanie o dużej sile perswazji. Przypomina mi się pewien znajomy, który pociągnął za podobny sznurek w łazience w pizzerii w Mariehamn, po prostu dlatego, bo był ciekawy, co się stanie. Gdyby tam była podobna wywieszka, na pewno by tego nie zrobił! (A może i tak by zrobił, bo zapewne byłaby po szwedzku, a on tego języka nie zna...)

Ruda

Podobno na Wyspach Brytyjskich rude wiewiórki zostały już prawie całkowicie wyparte przez zaimportowane z Ameryki wiewiórki szare. Na szczęście przynajmniej u nas w ogrodzie co najmniej jedna wiewiórka ruda ma się bardzo dobrze!

Baczność!

No i ostatnia dygresja z Wielkopolski. Prawdziwie jeżąca włosy na głowie! Choć trudno powiedzieć, czy bardziej z powodu napięcia, opóźnienia pociągu do Szczecina czy stanu farby... Przynajmniej ptaki wydają się stoicko niewzruszone.

Logika

Naklejka zakazująca naklejania. Jest w tym jakiś surrealistyczny urok...

Przykład

U nas na Pomorzu nie dajemy takich przykładów!

Wykopki

Poznań jest straszliwie rozkopany. Ulice, dworzec, tory tramwajowe i kolejowe są zryte, wymuszając objazdy oraz powodując konfuzję. Ale tak już chyba jest ostatnimi czasy w całym naszym pięknym kraju. W sumie tylko się cieszyć, choć trochę szkoda, że trzeba było aż jakichś zawodów, żeby wreszcie ruszyć tyłki i zacząć coś robić.

Tak czy inaczej, znak ze spadającym w głębię panem jest bardzo sugestywny!

Literackimi śladami

Odkąd pół Europy oszalało na punkcie trylogii "Millenium", na zwiedzanie Sztokholmu można wybrać się śladami jej bohaterów. Za opłatą 120 koron szwedzkich można obejść z przewodnikiem punkty miasta, w których bywali bohaterowie i rozgrywały się najważniejsze wydarzenia powieści.



Podczas drugiej w moim życiu wizyty w Poznaniu Czytaczka Kolleander zabrała Czytaczkę Patysio i mnie na tour po Jeżycach, śladami miejsc z jednego z najpopularniejszych cykli powieściowych polskiej literatury: koło kamienicy Borejków przy Roosevelta 5, żółtego domu z wieżyczką przy ulicy Słowackiego (wieżyczka, jak i cała kamienica, dawno już nie jest żółta, tylko szarobura) i innych secesyjnych, pięknych, ale dość zaniedbanych kamienic Jeżyc. I cały czas zastanawiało mnie: Jeżycjada istnieje i zyskuje wielbicieli kilkadziesiąt lat dłużej, niż "Millenium" (kwestii wartości literackich obydwu cykli nie będę tu poruszać, a zresztą nie o nią tu chodzi). Dlaczego więc nie ma wycieczek śladami J…

Babie lato w Ikei

Koniec lata to, zgodnie z prastarą tradycją, czas w którym do domostw Europy trafia nowy katalog Ikei. Wydarzenie to tak doniosłe, że wspomina się o nim nawet w recenzjach w dodatku kulturalnym do dziennika Svenska Dagbladet. Natomiast u naszych zachodnich sąsiadów postanowiono z troską zadbać o to, aby nikt nie został pominięty, również osoby, na których skrzynkach pocztowych widnieją naklejki informujące o tym, że nie życzą sobie reklam i ulotek. Dostarczono im mianowicie zestaw dodatkowych naklejek, dopowiadających, że katalog Ikei to zupełnie co innego i jak najbardziej pragną go znaleźć w swoich skrzynkach.



O czym donosi Czytaczka Monika.

Rzeczy, których mi brakuje w Polsce, gdy wracam ze Sztokholmu

1. Dobrze zorganizowanej (choć drogiej i czasem zawodnej) komunikacji publicznej, która czyni posiadanie samochodu niemal zupełnie zbędnym. 2. Wyczerpującego informowania, dzięki któremu obywatel czy pasażer zawsze wie, co się dzieje, dlaczego jesteśmy spóźnieni i kiedy dotrzemy do celu. 3. Braku opłat za wypłacanie gotówki z bankomatu nieswojego banku (i w ogóle znikomej ilości opłat bankowych). 4. Możliwości płacenia niemal wszędzie kartą. 5. Nieoszpecania krajobrazu setkami billboardów, reklam i szyldów. 6. Estetycznej, nieostentacyjnej i oszczędnej w formie architektury oraz wzornictwa. 7. Sklepów z niekoniecznie potrzebnymi, ale fajnymi i pomysłowymi rzeczami. 8. Wszechobecności ludzi z książkami - tam się naprawdę czyta! 9. I w związku z tym - bibliotek, które sprawiają wrażenie miejsc budowanych dla ludzi, w których przyjemnie jest przebywać i można czuć się swobodnie (w tym, na przykład, zjeść obiad). 10. Filmów z napisami w telewizji (co, jestem o tym głęboko przekonana, ma…

Trzeci świat

Będąc w Szwecji mogłam również się po raz kolejny przekonać, jak szlachetni i altruistyczni są mieszkańcy tego kraju. A to czytając plakat na boku pojemnika na używaną odzież - plakatu jednocześnie informującego, co się z taką używaną odzieżą dzieje i zachęcającego do jej oddawania do podobnych pojemników lub second handów (w przeciwieństwie do zwykłego wyrzucania, które generuje koszty - trzeba wtedy ją zutylizować). I co się mianowicie z tą odzieżą dzieje? Otóż po przesortowaniu może ona trafić na przykład do organizacji charytatywnych, które prześlą ją do krajów potrzebujących. Mianowicie do Afryki i Europy Wschodniej. Tak jest, drodzy Czytacze, do nas. No czy już nie czujecie się lepiej ze świadomością, że sąsiedzi zza wody o nas pamiętają? Wiem, że na pewno oni się czują - serca ich rozgrzewa podnoszące na duchu poczucie, że przez swoją pomoc stają się lepszymi istotami ludzkimi!


Jejku, jaka ja się na starość robię cyniczna...

Sama mądrość

W czasie wizyty w Sztokholmie odwiedziłam miejsce, w którym swego czasu spędzałam długie, długie godziny: Bibliotekę Królewską, zwaną też Biblioteką Narodową. Jak na bibliotekę przystało, mądrość wylewa się tam na człowieka z każdej półki, biurka, kąta czy fugi między kafelkami w toalecie. No dobrze, może to ostatnie miejsce nie jest tak oczywiste - nawet, a może szczególnie, jak na bibliotekę. Ale akurat w sztokholmskiej Bibliotece Królewskiej, w jednej z damskich toalet (gdyby któraś z Czytaczek miała okazję i ochotę sprawdzić: tej najbardziej po lewej) już od długiego czasu trwa specyficzna wymiana zdań: odwiedzające ten przybytek panie wypisują swoje refleksje, odczucia i żale, a czasem nawet wdają się w złożone dyskusje nad życiem i związkami międzyludzkimi, w fugach między kafelkami i na drewnianej framudze drzwi. A raczej tak było jeszcze jakiś czas temu, bo podczas mojej ostatniej wizyty zauważyłam, że fugi umyto! Została zatem już tylko framuga.


"Kobieto - pamiętaj o sw…

Szwedzka pracowitość

W piątek rano Moja Sista zbiera się do pracy. Pracuje w bardzo małej firmie, składającej się z zaledwie kilku osób (z czego większość to szefowie). A wygląda na to, że dziś będzie ich w biurze jeszcze mniej, bo pogoda jest ładna, więc kilku szefów wybrało się na wodę, żeglować i łowić raki, bo właśnie zaczął się na nie sezon. Przed wyjściem Moja Sista dostaje właśnie wiadomość od jednego z szefów, że rano popracuje w domu, a po południu idzie na żaglówkę, więc nie należy się go spodziewać dziś w biurze. Chwilę potem nadchodzi wiadomość od współpracownika, który stwierdził, że wobec tego też popracuje w domu. Wygląda więc na to, że w biurze pojawi się jedynie Moja Sista i ewentualnie jeden z jej szefów, który jest dziedzicem wielkiej amerykańskiej fortuny, w związku z czym prawdopodobnie nigdy w życiu nie musiał robić niczego, na co nie miał ochoty i w "pracy" zwykle zajmuje się kupowaniem gadżetów, rozpraszaniem współpracowników oraz wyciąganiem ich na lunche w drogich resta…

Stieg inspiruje

W opozycji dla Larssonowskich män som hatar kvinnor - mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet - oto breloczek dla mannen som kunde tala med kvinnor - mężczyzny, który potrafił rozmawiać z kobietami.