poniedziałek, 30 stycznia 2012

Szwajcarskie poczucie humoru


"Nie chcielibyśmy obklejać całego wagonu tabliczkami z zakazami, więc tylko krótko tutaj wymienimy najważniejsze zasady." A zasady są takie, jak widać na obrazkach. Nadesłane z kraju zegarków i czekolady przez Czytaczkę Monikę.

niedziela, 22 stycznia 2012

O siłowniach i kościołach


Z pewnością tęsknicie, Drodzy Czytacze, za doniesieniami o najnowszych wymysłach kosmicznego narodu. Na szczęście, dzięki czujności Mojej Sista, mogę Wam od czasu do czasu takowych dostarczyć! Dziś dwa rezultaty jej obserwacji Sztokholmu, obrazujące zarazem typowo szwedzkie tendencje. Powyższy plakat reklamowy nawiązuje do, opisywanego już na tym blogu kilkakrotnie, zamiłowania Szwedów do trenowania i sprawności fizycznej. Widoczna na nim uśmiechnięta pani, 33-letnia matka dzieciom reklamująca sieć siłowni SATS, twierdzi, że "trenowanie jest równie oczywiste, jak zmienianie pieluch". Ciekawam, czy pozostałe osoby na plakacie mają na ten temat podobne zdanie - niestety, ich nie zacytowano.


Natomiast zobaczywszy powyższy plakat spróbowałam wyobrazić sobie analogiczną sytuację w Polsce - i mało co mózg mi się nie zawiesił. Otóż Kościół Szwedzki ogłasza na nim, że w co drugi wtorek w kościele św. Jakuba odbywają się queerowe msze święte. A po nich pastor zaprasza na kawę/herbatę i kanapki. Polski Kościół biorący przykład z północnego sąsiada...? Does not compute.

piątek, 6 stycznia 2012

Misyjny Kościół Kopimistów

Jako że dziś dzień świąteczny, zajmijmy się na chwilę życiem religijnym kosmicznego narodu. Tuż przed Bożym Narodzeniem udało się - za trzecim podejściem - zarejestrować w Szwecji oficjalnie nowy związek wyznaniowy: Misyjny Kościół Kopimistów. Założenia tej nowej religii są proste: informacja jest święta, a jej kopiowanie i rozprzestrzenianie jest aktem religijnym. Nazwa religii pochodzi od słów "copy me", a świętymi symbolami kopimistów są skróty Ctrl+C Ctrl+V (kopiuj - wklej). Mają oni nadzieję, że dzięki oficjalnemu zarejestrowaniu religii będą mogli walczyć z prześladowaniem ich przekonań, a także szerzyć swoją wiarę (kościół jest wszak misyjny). Oficjalnie nie poruszają wprawdzie (jak na razie) kwestii ściągania plików chronionych prawem autorskim z internetu, ale to, że wielu członków* nowej religii wywodzi się z młodzieżówki Partii Piratów nie jest zapewne kwestią przypadkową. Przedsięwzięcie ma trochę z atmosfery studenckiego wygłupu - i nieprzypadkowo, działacze związku są uppsalskimi studentami; najwyższy kapłan, dziewiętnastoletni Isak Gerson, studiuje tam filozofię.

Po podaniu tej wiadomości w szwedzkich mediach oficjalna strona internetowa Kościoła Kopimistów się przeciążyła i jak dotąd nie działa jeszcze normalnie. Czyżby za dużo świętości? Wszak przeciążenie nastąpiło na skutek rozszerzenia informacji o kopimistach, a więc aktu świętego**. Czy to znak...?

* Według ich własnych informacji jest ich około 3000 w różnych krajach.

** Którego to aktu - jestem tego świadoma - i ja się niniejszym dopuszczam. Czy jeżeli przy tym nie uznaję jego świętości, to urażam uczucia religijne kopimistów...? Ciekawe, co na to ich teologowie!

środa, 4 stycznia 2012

Król Estonii

Książę Karol Filip, drugie dziecko i jedyny syn króla Szwecji, ma swoich fanów wśród Czytaczy niniejszego bloga, a i ja, przyznam, mam do niego pewną słabość. Dlatego nie mogłam przemilczeć informacji, na którą całkiem znienacka się dzisiaj natknęłam.

Informacja dotyczy właściwie bardziej Estonii niż Szwecji, ale nasz piękny Prince Charming ma w niej swój udział. Otóż w 1992 roku, w czasie pierwszych w Estonii demokratycznych wyborów po wyrwaniu się spod bratniej opieki Związku Radzieckiego, szóste miejsce w tym kraju zajęła... Partia Rojalistyczna. Wynik ten był niespodziewany nawet dla samych członków tej partii, całe przedsięwzięcie bowiem nie miało w założeniu być na poważnie - program partii sprowadzał się głównie do ośmieszania absurdów estońskiego życia politycznego. Oraz do postulatu wprowadzenia w kraju monarchii absolutnej.

I tu pojawił się jeden mały problem: Estonia nigdy nie miała własnej dynastii panującej, skąd więc wziąć odpowiedniego kandydata na objęcie tronu? Zaradni rojaliści byli jednak przygotowani: mieli w zanadrzu aż dwie kandydatury. Jedną z nich był syn brytyjskiej królowej Elżbiety, książę Edward - ale podobno nie odpowiedział nawet na list z kuszącą propozycją. Drugiego kandydata poszukano bliżej: był nim właśnie Karol Filip. Może chciano mu zrekompensować to, że zaledwie kilka miesięcy po narodzinach został pozbawiony bezpośredniego następstwa szwedzkiego tronu przez zmianę konstytucji...? Ech, i taka piękna okazja połączenia przeciwległych brzegów Bałtyku została zaprzepaszczona!

Przy okazji, już zupełnie bez związku z estońską Partią Rojalistyczną, ale za to jak najbardziej w związku z Karolem Filipem, wyczytałam, że książę miał parę lat temu wątpliwą przyjemność spędzić noc we florydzkim areszcie. Zapytany przez celnika w Miami o tożsamość odpowiedział, zgodnie z prawdą, że jest szwedzkim księciem. Niestety mu nie uwierzono - zapewne celników zmyliło to, że grzecznie ustawił się w kolejce do odprawy. Szczęście, że Szwecja to wyjątkowo ugodowy kraj, bo mógłby być z tego niezły skandal dyplomatyczny! A tak - rzeczniczka dworu zaprzeczyła, że cokolwiek się stało, a książę ponoć stwierdził, że całe zdarzenie było dość ekscytujące.