Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2010

Zakazów kilka

Jak widać powyżej, zwiedzający Twierdzę Pietropawłowską muszą liczyć się z kilkoma zakazami. A bliżej, nie wolno im na przykład:


udawać Lenina,


ważyć,


wyprowadzać na spacery koniki na biegunach,


skakać z blanków,


grać na saksofonie,


chodzić w białych kąpielówkach i mieć dobrze rozwinięty mięsień piwny brzucha,


jeździć na nartach


oraz trzymać się latarni.

Winda Widmo, czyli antyklämrisk 2

Windzie w kamienicy, w której mieszkaliśmy w Petersburgu przypisałam motto zaczerpnięte z Pana Samochodzika: "Każdego dnia ryzykujesz życiem" (Pan Samochodzik tak nazywał w "Księdze strachów" swoją brzytwę). Ze względu na jeden z motywów przewodnich tego bloga po prostu nie mogę przemilczeć podróży tą niezwykłą maszyną. Szyb windowy dobudowany został na jakimś etapie historii kamienicy do (również mrożącej krew w żyłach, nie tylko tym, że liczba schodów zmieniała się od piętra do piętra) klatki schodowej, była to niewzbudzająca zaufania konstrukcja ze szkła i przerdzewiałego metalu (widoczna powyżej). Kabina zaś była wprawdzie wyposażona w wewnętrzne drzwi, a więc klämrisk sensu stricto raczej pasażerom nie groził, jednak zatrzaskiwały się one w sposób zupełnie niespodziewany. A w podłodze były szpary, przez które prześwitywało na wylot światło z zewnątrz - i w ogóle sprawiała wrażenie, jakby dowolna z jej części mogła w każdej chwili oddzielić się od res…

Bardzo słuszny zakaz

Zakaz emisji spalin. Bardzo by się w centrum Petersburga przydało jego przestrzeganie, oj bardzo. Może wtedy chodzenie po owym centrum byłoby przyjemniejszym (i zdrowszym) sposobem spędzania czasu.

W Sankt Petersburgu w białą noc

...jest dużo ładniej, niż w dzień. Po - późnym o tej porze roku - zachodzie słońca pastelowe kolory nieba odbijają się w wodzie Newy i z wolna zapada zmrok. A mosty i reprezentacyjne gmachy - Ermitażu, Admiralicji, twierdzy Pietropawłowskiej, różnych muzeów - są pięknie podświetlane i robią dużo większe wrażenie, nie są tak przytłaczające barokowym przepychem. Z nabrzeży lub łódek wypływających koło północy na Newę całymi flotyllami można oglądać niezwykły conocny spektakl: otwieranie zwodzonych mostów.



Carowi Piotrowi I, zapatrzonemu w potęgę morską Holandię zamarzyło się wielkie miasto portowe na ziemiach świeżo wydartych innej morskiej potędze - Szwecji, dla zaakcentowania zwycięstwa nad nią i uzyskania dostępu do Bałtyku. Czyli całkiem podobnie, jak kilkadziesiąt lat wcześniej Karlskrona i dwieście lat później Gdynia. Petersburg jednak nie ma otwartego, morskiego charakteru żadnego z nich. Pasja jednego człowieka, nawet gdy jest on rosyjskim carem, to widocznie za ma…

Klämrisk 5

Kultura Finlandii przez długie wieki pozostawała pod bardzo silnym szwedzkim wpływem. Co widać na przykład w helsińskiej windzie.

Wygrzebane z archiwum 2

Pozostając we włoskich klimatach: wygrzebałam w archiwum taki oto znak zakazu z Piazza del Comune w Asyżu. Wisiał on nad schodkami, na których tłumnie rozsiedli się turyści oraz miejscowi i zajęli się konsumpcją. Zauważam tu bliskie pokrewieństwo z pewną tabliczką w brugijskiej wieży... Wrzucam do dogłębnej kontemplacji, zanim na jakiś czas zamilknę, bo wyjeżdżam na wakacje.

Bezpieczne ręce

Instrukcja prawidłowego mycia rąk wypatrzona przeze nie swego czasu w pewnym gdańskim centrum handlowym to nic w porównaniu z tą, w którą wczytać się można we florenckim Palazzo Vecchio! Ta jest długa, szczegółowa (zaleca np. zakręcanie kranu ręcznikiem, żeby go nie dotykać bezpośrednio), ilustrowana i zakończona zapewnieniem, że po zastosowaniu się do instrukcji nasze ręce są "bezpieczniejsze".

Człowiek-wiatr

...ostrzega, żeby nie wleźć w szybę.

Festa di San Giovanni

Dwa tygodnie temu, w czasie gdy Szwedzi świętowali midsommar tańcząc wokół słupa i śpiewając o tym, że są małymi żabkami, florentczycy obchodzili święto swojego patrona, świętego Jana. Na placu przed kościołem Santa Croce odbywa się zwykle tego dnia finał rozgrywek Calcio Storico. Dosłownie znaczy to historyczna piłka nożna, jednak w rzeczywistości bardziej przypomina mało eleganckie nawalanie się grupki facetów reprezentujących cztery historyczne dzielnice Florencji (Niebiescy z Santa Croce, Czerwoni z Santa Maria Novella, Biali z Santo Spirito i Zieloni z San Giovanni), ubranych w stroje (właściwie głównie portki) inspirowane renesansowymi. W tym roku jednak rozgrywki odwołano, w dzień św. Jana tylko odbył się mecz towarzyski między Azzuri a Bianchi (Niebieskimi a Białymi). Poniżej - "boisko", czyli Piazza Santa Croce w czasie demontowania trybun, parę dni po.

Dla spragnionych innego rodzaju rozrywek zaś miasto funduje pokaz fajerwerków. Wystrzelane z Piazzale Mi…

Podstępne korzenie

Wśród niebezpieczeństw, na jakie narażony jest pieszy we Florencji wymienia się obecność korzeni (które najwyraźniej, jak sugeruje obrazek, powinno się kopnąć). Zaiste, może to człowieka wziąć znienacka, biorąc pod uwagę jak bardzo pozbawione zieleni jest to miasto.

Dobry komar to martwy komar

Jednym z pierwszych słów w miejscowym języku, jakich uczy się przybysz do Florencji, jest zanzara. Słowo to określa najbardziej krwiożerczego, podstępnego i znienawidzonego tak przez ludność tubylczą, jak i przez przyjezdnych przedstawiciela miejscowej fauny: komara. Myślicie, drodzy Czytacze, bywalcy mazurskich czy kaszubskich jezior i innych okoliczności natury, że znany jest Wam ten drapieżnik i związane z nim ryzyko. Otóż nie do końca. Komar florencki ma wiele wspólnego ze swoim polskim kuzynem: czai się na swoją ofiarę o zmierzchu i niczym wampir wysysa jego krew, wpuszczając w zamian złowieszczy jad. Jego ukąszenia są jednak bardziej od ukąszeń polskiego komara uciążliwe (nie mówiąc już o ukąszeniach wampira, które, jeżeli wierzyć najnowszym trendom w literaturze i filmie, nie pociągają za sobą konsekwencji bardziej przykrych niż nieśmiertelność oraz zwiększona atrakcyjność fizyczna), ponieważ nie powodują zwykłego swędzenia tylko dość przenikliwy ból. Na dodatek są to wyjątkow…

O samochodach, kawie, śródziemnomorskiej propagandzie i stresie

A więc ze Szwecją, jako się rzekło, na razie koniec. Co więcej, wpadłam na niezbyt może mądry pomysł, żeby wyprowadzić się ze Szwecji akurat w tę porę roku, kiedy jest ona najpiękniejsza i pojechać do Włoch akurat wtedy, kiedy jest tam najnieznioślej, kiedy powietrze robi się gęste i ciężkie, że niemal wbija człowieka w ziemię. Choć oczywiście, nie do końca ja wybrałam ten termin i to miejsce... Znów ogarnia mnie zdumienie, jak te tak różne kraje mogą mieścić się na jednym tak małym kontynencie. I wprawia mnie to w nastrój refleksyjny, który z kolei skłania do podzielenia się z Czytaczami mniej lub bardziej pretensjonalnymi wynurzeniami, a tym samym do wyprodukowania wpisu tego rodzaju, za którymi nie całkiem przepadam na innych blogach... Winne jest słońce, drodzy Czytacze: słońce, upał i stres!


Przyzwyczajona do wręcz sterylnego powietrza Sztokholmu natychmiast po przyjeździe do Florencji niemal czuję, jak płuca wypełniają mi spaliny, a smog zatyka każdy por skóry. Ale zauważam też p…

Lektura uzupełniająca

Jakiś czas temu nastąpił wiekopomny (dla mnie przynajmniej - i dla tego bloga w sumie też) dzień, ale przemknął na niniejszych łamach niepostrzeżenie, bo miałam tak dużo zaległości i spraw na głowie, że nie zdążyłam poświęcić mu czasu. Ale w końcu nadszedł czas, żeby obwieścić, że wyprowadziłam się ze Szwecji. Nie będzie więc tu więcej dygresji o cieniach i blaskach życia w tym kraju - a przynajmniej nie za dużo i nie w najbliższym czasie, bo jednak najprawdopodobniej będę Szwecję odwiedzać i nie wykluczam, kiedyś, powrotu. Tylko o czym będę pisać w międzyczasie, wszak życia w Polsce nikomu z Czytaczy objaśniać nie trzeba (?), a jego niedorzeczności każdy z Was zna...

W każdym razie, jakby komuś było mało i odczuwał niedosyt, polecam lekturę uzupełniającą: "Polski hydraulik i inne opowieści ze Szwecji" Macieja Zaremby. Hmmm, wyszło trochę tak, jakbym siebie i swoją pisaninę porównywała z panem Zarembą, a przecież o czymś takim nie może być mowy: to wszak nie są wynurzeni…