sobota, 25 grudnia 2010

Hej, kolęda

Chciałabym niniejszym zrehabilitować się za zeszłoroczne naśmiewanie się ze szwedzkich kolęd. Tak naprawdę uważam, że szwedzkie kolędy są jednymi z najładniejszych, jakie znam, bardziej liryczne niż polskie czy anglosaskie. A że czas teraz jak najbardziej odpowiedni na słuchanie kolęd, proponuję mały subiektywny wybór.

Już zresztą w zeszłym roku przytaczałam "Nu tändas tusen julejlus" (która jest oryginalnie kolędą norweską, ale przetłumaczono ją na inne języki skandynawskie), nawet też w Caroli Häggkvist, choć w innej aranżacji:



A tu coś w wykonaniu Sofii Karlsson, piosenkarki folkowej: "Frid på jord", czyli "Pokój na ziemi":



Tej samej pani można posłuchać na przykład w czasie dorocznych koncertów Jul i Folkton (czyli w wolnym tłumaczeniu Boże Narodzenie w ludowym brzmieniu), tu w pieśni z tekstem autorstwa Viktora Rydberga, narodowego szwedzkiego poety:



Gdyby polscy narodowi poeci też od czasu do czasu napisali jakąś kolędę, zamiast jęczeć nad męczeństwem i pielgrzymstwem narodu, to być może też mielibyśmy okazję słuchać takich pięknych rzeczy w Boże Narodzenie... Nawiasem mówiąc, jakby ktoś miał ochotę wysłuchać tegorocznego koncertu, nadadzą go w programie drugim szwedzkiego radia jutro, czyli w drugi dzień Świąt, od 19.00 do 21.30. Wystarczy wejść na stronę radia i kliknąć w "Just nu".

Inna piosenka z tego samego koncertu, w wykonaniu wielkiej damy szwedzkiego folku, Leny Willemark, jest przykładem specyficznej podkategorii szwedzkich kolęd: pieśni z okazji dnia św. Łucji.



Inna pieśń z tej samej kategorii i ponownie Sofia Karlsson:



A na koniec dam jeszcze coś anglosaskiego, czyli zupełnie nie na temat - ale za to jakie piękne!


środa, 22 grudnia 2010

Zaczarowany ogród


W myśl sformułowanej przeze mnie pod ostatnią dygresją maksymy "piękno jest optymistyczne", wybrałam się dziś z aparatem, aby uwiecznić trochę szronowo-szadziowych widoków z bezpośrednich okolic.



Co ciekawe, szadź pokryła nie tylko okoliczne płoty, kwiaty i liście, ale także na przykład pajęczyny:

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Trochę zimowego zrzędzenia z dobrze zamaskowanym akcentem świątecznym

No i zapadłam się, drodzy Czytacze. Zapadłam i przestałam odzywać, chociażby dlatego, że w wyniku splotu różnych dołujących okoliczności, z zimą i jej rozmaitymi przykrymi konsekwencjami na czele, obawiam się, że jedyne, co byłabym w stanie z siebie wyrzucić, to zrzędzenie na wszystkich i wszystko. Ci, co mieli okazję ze mną w ciągu ostatnich tygodni rozmawiać, wiedzą, że jest to doświadczenie, dzięki któremu łatwym staje się wyobrażenie sobie, jak by to było, gdyby takie literackie postacie jak Kłapouchy czy Błotosmętek nagle wyskoczyły z kart powieści do realu. Usiłuję jakoś się ratować uprawiając radosny filmowy eskapizm, ale to niestety działa krótko, a potem jest jeszcze gorzej. [Zresztą, filmy mi się kończą. Jakby ktoś z Czytaczy mógł mi polecić coś w kategorii filmów o pięknych ludziach w pięknych kostiumach ganiających mniej lub bardziej sensownie (im mniej, tym lepiej - lepiej spełni swoje zadanie) po pięknych dekoracjach i plenerach, najlepiej położonych w ciepłych krajach, byłabym wdzięczna:)]

W każdym razie, stwierdziłam, że zanim już całkiem wpadnę w czarną otchłań, wychynę jeszcze choć na chwilę, póki nie jest za późno, i pożyczę wszystkim Czytaczom wszystkiego najlepszego z okazji zbliżających się Świąt i na nowy rok. Na przykład bardziej optymistycznie nastawionych bloggerek. Jakie to nieładne słowo, swoją drogą: "bloggerka"... O, już zaczynam! To może już zapadnę się z powrotem.

P.S. Postanowiłam zmienić trochę wygląd bloga i wprowadzić więcej kolorów. Może to coś pomoże...;]

środa, 8 grudnia 2010

Lapoński terroryzm

Człowiek się całe życie uczy. Na przykład przygotowując się do prowadzenia wykładów... Ostatnio chociażby zagłębiłam się nieco w temat skandynawskich organizacji terrorystycznych. Jak się Czytacze zapewne domyślają, nie było ich w historii za wiele - kilka jednak da się znaleźć.

Moją szczególną uwagę zwrócił zamach przeprowadzony w sierpniu 2008 roku przez grupę o nazwie "Aktionsgruppen mot fria fjälljakten", w wolnym tłumaczeniu: grupa przeciwko swobodnemu prawu do polowań. W proteście przeciwko wprowadzeniu ustawy umożliwiającej ogółowi społeczeństwa polowanie na terenach tradycyjnie zarezerwowanych dla Samów (Lapończyków), grupa wywodząca się z tej właśnie grupy etnicznej przeprowadziła atak bombowy na instalację elektryczną w regionie Jämtland, niemal pozbawiając prądu całą południową Szwecję.

Grupa nie zaniedbała oczywiście ogłoszenia publicznie swoich postulatów: wysłała mejle do gazet Aftonbladet i Dagens Nyheter, w których żąda, aby wyżej wspomniane prawo zostało zniesione i w ogóle wyzysk Samów, rdzennych mieszkańców kraju, przez państwo szwedzkie, musi się skończyć! A jak nie, to następnym razem sparaliżują całą Szwecję!! [diabolical laughter]

Najbardziej jednak ujęło mnie zakończenie tego grrroźnego mejla, samo nie tak już bardzo groźne, a wręcz przeciwnie - niezwykle, jak na terrorystów, uprzejme: "Zarządcy sieci energetycznej muszą nam wybaczyć, nie mamy nic przeciwko nim; symbolizują oni wyzysk ziemi Samów."