Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2011

Rzeczy, których mi brakuje w Polsce, gdy wracam ze Sztokholmu

1. Dobrze zorganizowanej (choć drogiej i czasem zawodnej) komunikacji publicznej, która czyni posiadanie samochodu niemal zupełnie zbędnym. 2. Wyczerpującego informowania, dzięki któremu obywatel czy pasażer zawsze wie, co się dzieje, dlaczego jesteśmy spóźnieni i kiedy dotrzemy do celu. 3. Braku opłat za wypłacanie gotówki z bankomatu nieswojego banku (i w ogóle znikomej ilości opłat bankowych). 4. Możliwości płacenia niemal wszędzie kartą. 5. Nieoszpecania krajobrazu setkami billboardów, reklam i szyldów. 6. Estetycznej, nieostentacyjnej i oszczędnej w formie architektury oraz wzornictwa. 7. Sklepów z niekoniecznie potrzebnymi, ale fajnymi i pomysłowymi rzeczami. 8. Wszechobecności ludzi z książkami - tam się naprawdę czyta! 9. I w związku z tym - bibliotek, które sprawiają wrażenie miejsc budowanych dla ludzi, w których przyjemnie jest przebywać i można czuć się swobodnie (w tym, na przykład, zjeść obiad). 10. Filmów z napisami w telewizji (co, jestem o tym głęboko przekonana, ma…

Trzeci świat

Będąc w Szwecji mogłam również się po raz kolejny przekonać, jak szlachetni i altruistyczni są mieszkańcy tego kraju. A to czytając plakat na boku pojemnika na używaną odzież - plakatu jednocześnie informującego, co się z taką używaną odzieżą dzieje i zachęcającego do jej oddawania do podobnych pojemników lub second handów (w przeciwieństwie do zwykłego wyrzucania, które generuje koszty - trzeba wtedy ją zutylizować). I co się mianowicie z tą odzieżą dzieje? Otóż po przesortowaniu może ona trafić na przykład do organizacji charytatywnych, które prześlą ją do krajów potrzebujących. Mianowicie do Afryki i Europy Wschodniej. Tak jest, drodzy Czytacze, do nas. No czy już nie czujecie się lepiej ze świadomością, że sąsiedzi zza wody o nas pamiętają? Wiem, że na pewno oni się czują - serca ich rozgrzewa podnoszące na duchu poczucie, że przez swoją pomoc stają się lepszymi istotami ludzkimi!


Jejku, jaka ja się na starość robię cyniczna...

Sama mądrość

W czasie wizyty w Sztokholmie odwiedziłam miejsce, w którym swego czasu spędzałam długie, długie godziny: Bibliotekę Królewską, zwaną też Biblioteką Narodową. Jak na bibliotekę przystało, mądrość wylewa się tam na człowieka z każdej półki, biurka, kąta czy fugi między kafelkami w toalecie. No dobrze, może to ostatnie miejsce nie jest tak oczywiste - nawet, a może szczególnie, jak na bibliotekę. Ale akurat w sztokholmskiej Bibliotece Królewskiej, w jednej z damskich toalet (gdyby któraś z Czytaczek miała okazję i ochotę sprawdzić: tej najbardziej po lewej) już od długiego czasu trwa specyficzna wymiana zdań: odwiedzające ten przybytek panie wypisują swoje refleksje, odczucia i żale, a czasem nawet wdają się w złożone dyskusje nad życiem i związkami międzyludzkimi, w fugach między kafelkami i na drewnianej framudze drzwi. A raczej tak było jeszcze jakiś czas temu, bo podczas mojej ostatniej wizyty zauważyłam, że fugi umyto! Została zatem już tylko framuga.


"Kobieto - pamiętaj o sw…

Szwedzka pracowitość

W piątek rano Moja Sista zbiera się do pracy. Pracuje w bardzo małej firmie, składającej się z zaledwie kilku osób (z czego większość to szefowie). A wygląda na to, że dziś będzie ich w biurze jeszcze mniej, bo pogoda jest ładna, więc kilku szefów wybrało się na wodę, żeglować i łowić raki, bo właśnie zaczął się na nie sezon. Przed wyjściem Moja Sista dostaje właśnie wiadomość od jednego z szefów, że rano popracuje w domu, a po południu idzie na żaglówkę, więc nie należy się go spodziewać dziś w biurze. Chwilę potem nadchodzi wiadomość od współpracownika, który stwierdził, że wobec tego też popracuje w domu. Wygląda więc na to, że w biurze pojawi się jedynie Moja Sista i ewentualnie jeden z jej szefów, który jest dziedzicem wielkiej amerykańskiej fortuny, w związku z czym prawdopodobnie nigdy w życiu nie musiał robić niczego, na co nie miał ochoty i w "pracy" zwykle zajmuje się kupowaniem gadżetów, rozpraszaniem współpracowników oraz wyciąganiem ich na lunche w drogich resta…

Stieg inspiruje

W opozycji dla Larssonowskich män som hatar kvinnor - mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet - oto breloczek dla mannen som kunde tala med kvinnor - mężczyzny, który potrafił rozmawiać z kobietami.

Aktualności

No więc przyjechałam do Szwecji* - i cóż tam słychać? Nie zdążyłam pobyć tam nawet jednego dnia, kiedy gruchnęła wiadomość, że następczyni tronu księżniczka Wiktoria i jej mąż książę Daniel (bo tak należy go teraz tytułować), spodziewają się pierwszego potomka. Ufff, co za ulga: następstwo tronu zapewnione!


A poza tym: Kościół Szwedzki ma nową, letnią kampanię reklamową ("Kościół nie ma wakacji. Parafie zapraszają latem na programy muzyczne, kawę, prelekcje, prezentacje i wiele więcej."),


w Globen zobaczyć będzie można w październiku sceniczną wersję "Batmana" ("To jedyna okazja, żeby doświadczyć Batmana na żywo na scenie. Oryginalna fabuła z akrobacjami, iluzjami, sportami walki, artystami na trapezie i zupełnie nowym Batmobilem. Szwedzki narrator! Dialogi po angielsku."), zamknięto kolejne odcinki metra do remontu (tymczasem remont dworca centralnego trwa nadal), a jednego dnia tajemnicza awaria systemu komputerowego w SL sprawiła, że nie wyświetlały si…

Z powrotem w Szwecji

Przyjechałam na tydzień do Szwecji - i oto co moje piękne oczy zobaczyły zaraz po opuszczeniu terminalu lotniska!

Na własne ryzyko

W czasie naszego pobytu na zachodzie odważyłyśmy się też na przekroczenie granicy i odwiedzenie sąsiada. Ba, odważyłyśmy się nawet przejść po prywatnych schodach oznaczonych powyższą tabliczką, choć zastanawiałyśmy się, jakie to ryzyko wiąże się z ich używaniem: czy na przykład właściciel może w każdej chwili wyskoczyć i nas z nich zepchnąć...?

Żółta łódź podwodna

Na Dziwnie w Wolinie pływać nie wolno, ze względu na obecność żółtych łodzi podwodnych. Zaraz obok zabraniają też utonięć. Trudno powiedzieć, czy z tego samego powodu.

Wystarczy jednak przejść się kawałek dalej, by natrafić na znaki, które nie skąpią żadnego rodzaju informacji:

Ziemie odzyskane

Tym razem postanowiłam wybrać się - wraz z Czytaczką Moniką - w bliższe strony i zobaczyć kawałek Polski. A konkretnie, jej północno-zachodni kawałek. Wstyd powiedzieć, ale nigdy wcześniej tam nie byłam!


Pierwszą rzeczą, jaka powitała nas po przyjeździe do Wolina, była wygrywana na carillonie na wieży ratuszowej "Rota". W szkole imienia Bolesława Krzywoustego - tego właśnie, który walczył, i to skutecznie, o podporządkowanie Piastowskiej Polsce Pomorza - w której w czasie wakacji funkcjonuje schronisko, na gazetce ściennej poczytać sobie można uczniowskie wierszyki o tym królu ("Pod Psim Polem Krzywousty zapędził armię niemiecką w pola kapusty", "Jak napisał Gal Anonim Bolesław Krzywousty to idealnej władzy synonim"), a klatkę schodową zdobi rząd białych orłów, całe tysiąc lat ewolucji, od denara Bolesława Chrobrego po godło Trzeciej Rzeczypospolitej. Ulice w tej części świata noszą takie nazwy jak: Słowiańska, Piastowska, czy - moja ulubiona - Tysiącleci…

Trzecia wieża

Stawa Młyny w Świnoujściu. Też nad morzem.

Dwie wieże

Jedna z Sea Towers i latarnia morska na Helu. Nie ma między nimi żadnego związku, oprócz tego, że obie stoją blisko morza i zrobiłam im zdjęcia tego samego dnia.

Okna