Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2009

Drapiąc chmury

Szczyty gdyńskich Sea Towers giną w chmurach. Choć na co dzień widok z najwyższych pięter musi należeć do najpiękniejszych w Polsce, czasem, jak widać, bywa jednak dość ograniczony.


Na pierwszym planie maszty "Daru Pomorza".

Miłość i krew. I Paris Hilton

Kilka dni temu na ekrany polskich kin wszedł pierwszy z dwóch filmów na podstawie powieści autorstwa Jana Guillou o Arnie Magnussonie, o których wspominałam jakiś czas temu. No i po prostu nie mogę przemilczeć tego, jaki tytuł polscy dystrybutorzy zdecydowali się nadać temu filmowi: "Templariusze. Miłość i krew". Cóż powiedzieć: drrramat. Dla porównania, w oryginale film ten nazywał się "Arn - Tempelriddaren" (Arn - Templariusz), a powieści, na podstawie których go nakręcono "Vägen till Jerusalem" (Droga do Jerozolimy) i "Tempelriddaren" (Templariusz); polskie tłumaczenia książek też idą raczej w tym kierunku, rezygnując z drrramatu na rzecz wierności oryginałowi. Druga część filmu i zarazem trzecia powieść cyklu nosi tytuł "Riket vid vägens slut" (Królestwo na końcu drogi) - już widzę to tłumaczenie na coś w rodzaju: "Templariusze - ostatnie starcie" czy też "Templariusze - zagłada".

Nawiasem mówiąc, mimo że fil…

Piaskowa szopka

Z powodu nagłego ataku plusowych temperatur część ekipy Trzech Króli straciła twarze.


Jak widać w prawym górnym rogu powyższego zdjęcia, całość stoi na tle blue-boksu. Czyżby planowano tu jakiś film z rozbudowanymi efektami specjalnymi...?

Znów są Święta

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę Czytaczom wszystkiego najlepszego, a także dedykuję szwedzką kolędę, stanowiącą przykład niezwykle wyrafinowanej twórczości mieszkańców tego kraju. Od czasu, gdy zetknęłam się z nią pierwszy raz, jej niesamowity kunszt poetycki nie przestaje mnie zachwycać, a zawarta w tekście głębia skłania do refleksji nad mądrością ludową... A idzie ona tak:

Nu är det jul igen
Och nu är det jul igen
Och julen varar än till påska
Och det var inte sant
Och det var inte sant
För däremellan kommer fasta.

Czyli na nasze:

Znów są Święta
Znów są Święta
A Święta potrwają aż do Wielkanocy
A to nieprawda
A to nieprawda
Bo w międzyczasie jest post.

Śpiewa się to tańcząc w kółko wokół choinki, co można zaobserwować, o ile mnie pamięć nie myli, w filmie "Fanny i Aleksander".

No dobrze, dosyć już tego sarkazmu, szczególnie, że są Święta. Tak więc aby być sprawiedliwym: są w Szwecji także ładne kolędy. I jeszcze raz wszystkiego najlepszego!

Zima na Bałtyku

Znów muszę się usprawiedliwiać z jakości fotografii. Gdybym się do nich przyłożyła, być może lepiej by mi się udało oddać mroźne piękno tego widoku, różne odcienie bladego błękitu, złote odblaski słońca w chmurach i na falach, mgłę unoszącą się nad wodą niczym dym... Ale "prawdziwy" aparat zakopany był głęboko w walizce i było tak strasznie zimno, że wołami by mnie nie wyciągnięto na zewnętrzny pokład. Zresztą, robi się zimno już od samego patrzenia na szybę tak oblodzoną, jak na zdjęciu poniżej. Której zresztą też nie udałoby mi się uchwycić, gdybym wyszła na zewnątrz.


Ech, wymówki...:)

Pomysł na prezent

Zobaczyłam ją parę dni temu w sklepie z gadżetami Design Torget: gra planszowa pod tytułem "Sthlm Maffia". Według opisu chodzi w niej o to, aby "wspiąć się na szczyt sztokholmskiego podziemia (dla mnie to sprzeczność, ale co ja tam wiem o podziemiu Sztokholmu!) za pomocą rozbojów, przemytu i morderstw." Bardzo przepraszam za jakość zdjęcia, ale jak podziemie, to podziemie - warunki do fotografowania i sprzęt były dalekie od profesjonalnych. Lepszej jakości zdjęcia, a także opis gry, można znaleźć tu.

A jakby kogoś temat szwedzkiej przestępczości zorganizowanej interesował całkiem na serio, również służę linkiem.

Znów zaskoczyła

"Niebezpieczeństwo obsunięcia się śniegu i spadających sopli."

Śnieg padał tu właściwie bez przerwy przez dwie doby, wobec czego chodniki na moim osiedlu zamieniły się w półmetrowe zaspy, a samochody jeżdżą wydrążonymi rowami. Wczoraj panował w Sztokholmie chaos, autobusy utknęły w zaspach, kolejki jeździły ze sporymi opóźnieniami. Po południu strona internetowa komunikacji miejskiej przeciążyła się od zbyt wielkiej liczby internautów, próbujących sprawdzić aktualną sytuację.

Trzy lata temu w listopadzie było podobnie: samochody utknęły w śniegu na kilku ważnych drogach, kompletnie je blokując. Przez parę godzin miasto stało; najbardziej zdesperowani szli przez śniegi na piechotę. Dwa lata temu na drodze krajowej 73 między Sztokholmem a Nynäshamn ponad tysiąc osób utknęło na kilka godzin, niektórzy na prawie pół doby.

Zima co roku zaskakuje!

13 grudnia, część 2

Na moich studiach istniała tradycja, zgodnie z którą studenci pierwszego roku byli zawsze odpowiedzialni za przygotowanie obchodów dnia Świętej Łucji.

Zaczynało się od wypieku pepparkakor - szwedzkich pierniczków - i wyrobu dekoracji w domu pastora w Szwedzkim Kościele Marynarza w Gdyni. Następnie uczyło się mniej lub bardziej na pamięć szwedzkich kolęd (częściej jednak pisało ściągi na podkładkach pod świece), wypożyczało stroje od pastora i wybierało Łucję spośród studentek (biedaczka - korona była strasznie ciężka, a poza tym co chwila musieliśmy jej wyczesywać z włosów wosk, który kapał ze świec - niełatwe zadanie. Mimo to nie miała wcale ochoty zrzec się zaszczytu i dzielnie szła na czele pochodu!). A następnie ruszało się w tournée! Najpierw po wydziale - studenci innych kierunków, jeszcze mniej niż nobliści zorientowani w szwedzkich zwyczajach, byli niezwykle zdziwieni, gdy grupa dziwnie ubranych ludzi wpadała nagle na zajęcia, śpiewając w jakimś egzotycznym języku. Następnie…

13 grudnia

Dzień ten ma w Szwecji zupełnie inne konotacje, niż w Polsce - jak najbardziej pozytywne. To dzień Świętej Łucji, jedno z najważniejszych szwedzkich świąt, dzień światła i nadziei.

Święta Łucja żyła na przełomie III i IV wieku na Sycylii, zginęła śmiercią męczeńską. W którym to procesie, oprócz innych nieprzyjemności, zostały jej wydłubane oczy (według niektórych wersji zrobiła to sobie sama, żeby się oszpecić i uniknąć tym samym oddania do domu publicznego, według jeszcze innych - wysłała je młodzieńcowi, który wcześniej pochwalił ich urodę, żeby dał jej spokój i przestał się starać o jej rękę), dlatego też jest patronką między innymi ociemniałych, a na wizerunkach przedstawia się ją z oczami na tacy, jak na fresku z kościółka Santa Maria Impensole w Narni. Swoją drogą, żywoty średniowiecznych świętych mogłyby być niezłym materiałem na niejeden horror; ich twórcy chyba grali za dużo w gry komputerowe...

Łucja jest także patronką światła, o czym świadczy już jej imię, mające to samo źró…

Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez wzgląd na ekologię

Takie plakaty, jak powyższy, rozwiesili ostatnio w stołówce u mnie w pracy. W wolnym tłumaczeniu: "Niewyrzucanie jedzenia jest dobre dla klimatu!"* Osobiście zgadzam się z postulatem - takie już otrzymałam wychowanie - ale jego umotywowanie... może jestem dziwna, ale tu po prostu coś jest nie tak.

Zasadniczo, w Szwecji istnieją dwie główne motywacje dla robienia czegokolwiek: bezpieczeństwo i ekologia. Trudno powiedzieć, na temat którego kosmiczny naród ma większego fioła. Ekologiczne produkty (np. ekologiczne pomidory), ekologiczna komunikacja miejska, ekologiczna energia... Jednocześnie zauważyłam, że nie przekłada to się na taką "codzienną ekologię", wyrażającą się na przykład w gaszeniu po sobie światła, wyłączaniu na noc służbowego komputera czy zabieraniu własnych siatek na zakupy. A w całym kraju wyrzuca się podobno rocznie 100 kilogramów nadającego się do spożycia jedzenia na osobę.

* Wolnym, bo klimatsmart to przykład szwedzkiej nowomowy, wobec której polszc…

Uległam panice

Dałam się zaszczepić na świńską grypę. Na moje usprawiedliwienie mam to, że przyjechali ze szczepionkami do mnie do pracy i szczepili wszystkich jak leci, więc nie wymagało to z mojej strony żadnego wysiłku ani nakładów finansowych. No, może z wyjątkiem konieczności wstania o siódmej rano, co, szczególnie o tej porze roku, jest dla mnie przeżyciem traumatycznym. Aby wyrazić stan mojego umysłu o tej porze, posłużę się cytatem:


Jeżeli nie pojawi się już tu więcej dygresji, będzie to znaczyło, że sprawdziły się apokaliptyczne wizje szwedzkich brukowców, to znaczy dopadły mnie skutki uboczne, jak na przykład śpiączka bądź śmierć.

Prawa obywatelskie dla rodziny Bernadotte!

Postscriptum do mojej niedawnej dygresji o rodzinie królewskiej dostarczyło mi Stowarzyszenie Republikańskie, na którego stoisko natknęłam się w weekend w centrum Sztokholmu. Stali biedacy w deszczu, rozdawali ulotki i częstowali glöggiem oraz pierniczkami. Wypada zrekompensować się za obdarowanie tym wszystkim, pisząc parę słów o ich poglądach. A właściwie to wcale nie wypada, ale każdy pretekst jest dobry do dygresji na temat mniej lub bardziej dziwnych poczynań kosmicznego narodu.

Stowarzyszenie Republikańskie, czyli Republikanska Föreningen, jak nietrudno się domyślić, chce zniesienia monarchii. Bo to niedemokratyczne, stwarza kult jednostki (nie wiem, w stosunku do kogo, bo na pewno nie do biednego Karola Gustawa), wysyła w świat sygnał, że Szwecja jest krajem nienowoczesnym i zacofanym (bo oczywiście wszyscy za granicą ignorują całą resztę szwedzkich dokonań w tej kwestii i, patrząc przez pryzmat monarchii, stawiają Szwecję w jednym rzędzie z innymi tak zacofanymi państwami jak W…

W kwestii św. Mikołaja

...jako że dziś Mikołajki. Nie będzie chyba dla Czytaczy niespodzianką, jeżeli napiszę, że Szwedzi nie znają tradycji obdarowywania się prezentami z okazji 6 grudnia*. Jednak, co więcej, ten pogański naród nie zna nawet samego Świętego Mikołaja! Prezenty bożonarodzeniowe przynosi, w wigilijny wieczór, po tym, jak w telewizji wyemitowano "Kaczora Donalda" (jego emisja to tutejsza wigilijna tradycja. Naprawdę!), jultomte, czyli bożonarodzeniowy skrzat. A właściwie nie całkiem bożonarodzeniowy, bo słowo jul, którym po szwedzku oznacza się Święta Bożego Narodzenia, pochodzi od jōl - przedchrześcijańskiego, nordyckiego święta zimowego przesilenia. To już chyba Santa Claus z reklamy Coca-Coli jest bardziej bożonarodzeniowy...

* Chociaż ja wykorzystałam pretekst dzisiejszego dnia, żeby wypastować wszystkie buty.

Tajemnicze zniknięcie domku

Idąc dziś do pracy zauważyłam, że domek z Globen zniknął! Szkoda, bo to był przyjemnie zakręcony projekt. Mam nadzieję, że nie wpłynie to w negatywny sposób na plany wybudowania domu na Księżycu ani na edukację kosmicznego narodu w dziedzinie nauk ścisłych.

Za to już za kilka miesięcy Glob wzbogaci się o windę, którą będzie można wjechać na jego szczyt. Pierwsze wjazdy - 5 lutego.

Prosto w słońce

Takiego obrazka nam trzeba na grudzień! Dzisiaj akurat był tu słoneczny dzień, ale to nie do końca poprawiło mi nastrój, bo pozwoliło stwierdzić naocznie co następuje:
- pomimo wstania po ósmej, nie musiałam się specjalnie spieszyć, żeby być w stanie obejrzeć wschód słońca;
- zachód tegoż zaobserwowałam zaś z okna mojego biura o godzinie za dziesięć trzecia po południu.
Toż to wziąć i się pociąć! Ale cóż, taka jest cena tego, żeby na przeciwnym końcu roku można było być świadkiem zjawisk pięknych i wprawiających w dobry nastrój.