wtorek, 27 kwietnia 2010

Zrobiliśmy to całkiem sami


Władze Sztokholmu nigdy nie były zbyt sentymentalne. Nad historyczną i kulturową wartość zabudowy przedkładały zawsze jej funkcjonalność i nowoczesność. Tuż po wojnie, kiedy duża część Europy zajęta była ratowaniem resztek swojej zabytkowej architektury i odbudowywaniem tego, czemu nie udało się przetrwać, w Sztokholmie zaczęto wielki plan przebudowy centrum, w porównaniu z którym planowane dzisiaj zmiany na Slussen wydają się ledwie kosmetycznymi. Wychodząc z założenia, że stare domy centralnej części Sztokholmu, dzielnicy wokół kościoła św. Klary (to może i zsekularyzowany kraj, ale szczególnie w starych miastach dzielnice czasem jeszcze biorą swoje nazwy od kościołów, wokół których leżą) są w złym stanie i stanowią siedlisko biedoty, prawie wszystkie, jak leci, zrównano z ziemią. Na ich miejscu powstały sklepy i biurowce ze szkła i betonu: między innymi plac Sergels torg z wielką fontanną, przy nim nowy Kulturhuset, a na dodatek pięć szkaradnych wieżowców wzdłuż Sveavägen (fontannę i pierwszy z wieżowców widać na zdjęciu powyżej. Pozostałe cztery, bardzo słusznie, kryją się za nim). Nie wiem, jak wyglądała ta część miasta przed przebudową, ale wątpię, żeby to, co jest dzisiaj, estetycznie przewyższało starą zabudowę pod jakimkolwiek względem.

Społeczne protesty przeciwko tym poczynaniom były na ogół dość słabe, jeżeli już, to skierowane przeciwko pojedynczym okolicom o jakimś szczególnym znaczeniu. Jednak pod koniec lat 60tych entuzjazm do przebudów (jak i zasoby finansowe) stopniowo się wyczerpywał, a jednocześnie przybierał na sile sprzeciw. Kulminacją była wspomniana w poprzedniej dygresji almstriden: walka o wiązy, które chciano wyciąć przy okazji budowania stacji metra Kungsträdgården (swoją drogą, to takie szwedzkie, że dopóki się burzy stare budynki, jest w miarę spokojnie, ale spróbujcie ruszyć drzewa!). W 1975 roku władze Sztokholmu postanowiły przerzucić się na remontowanie starych dzielnic, zamiast zrównywać je z ziemią.

Na razie. Bo, jako się rzekło, idee gruntownych przebudów wracają w Sztokholmie regularnie co kilkadziesiąt lat. W XIX wieku, z równie małym szacunkiem dla starszej, XVII-wiecznej zabudowy, za to zapatrzywszy się w aleje Paryża, wybudowano szerokie, reprezentacyjne ulice: Birger Jarlsgatan, Valhallavägen, Karlaplan, Ringvägen, no i Strandvägen, do dziś najlepszy, najbardziej snobistyczny adres w Sztokholmie (poniżej). Celem było upodobnienie miasta do europejskich metropolii, wpuszczenie "powietrza i światła", jak to ujął żyjący tu w tym czasie August Strindberg. Planowano też między innymi wyburzenie Starego Miasta, aby i tu stworzyć szerokie aleje, ale na szczęście do tego nie doszło. Wcześniej gruntowne przebudowy miały miejsce na przykład pod koniec XVIII wieku, za króla Gustawa III oraz w XVII wieku, za Gustawa Adolfa, kiedy to pod przewodnictwem admirała Klasa Fleminga wytyczono w centrum siatkę ulic, która w wielu przypadkach przetrwała do dzisiaj.


W 1974 roku, kiedy ostatni szał przebudów właśnie się kończył, dziennikarz Jan Olof Olsson skomentował go w swojej książce następującym wierszykiem:

En okunnig amerikansk turist
lär i sommar ha frågat

om det var ryssar eller tyskar
som haft sönder Stockholm.
Han bör ha kunnat få det stolta svaret

att det har vi gjort alldeles själva.

Nieświadomy amerykański turysta

podobno latem zapytał
czy to Rosjanie, czy Niemcy

zburzyli Sztokholm.

Mógł dostać dumną odpowiedź,

że zrobiliśmy to całkiem sami.

niedziela, 25 kwietnia 2010

Protest


Poszłam sobie wczoraj obejrzeć demonstrację. Zorganizowano ją w ramach protestu przeciwko planom przebudowy Slussen - części Sztokholmu nad cieśniną oddzielającą Stare Miasto od Södermalm (slussen znaczy "śluza" i takowa właśnie się w tej cieśninie znajduje), wyglądającej tak, jak to widać na pierwszym zdjęciu w tej dygresji. Jeżeli ktoś oglądał "Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet" - to właśnie to miejsce, w którym Lisbeth Salander zostaje napadnięta przez chuliganów, którzy niszczą jej komputer (i po którym przechadza się jeszcze wielokrotnie w czasie filmu, bo całkiem niedaleko mieszka).


Trudno mi powiedzieć, o co chodzi dokładnie w tym proteście, bo po kilku próbach zgłębienia argumentów obydwu stron - to znaczy miasta, które chce tę część przebudować i protestujących, którzy chcą ją zachować, ewentualnie tylko odnowić - doszłam do wniosku, że obydwie używają tych samych argumentów, to znaczy, że chcą, żeby Slussen nie była zdominowana przez samochody, a za to zwrócona w stronę wody. Istotą problemu jest chyba, o ile udało mi się zorientować, zanim się zniechęciłam, że miasto planuje wybudować tam kilka nowych budynków, które zasłonią widok na cieśninę i Stare Miasto. W każdym razie w ramach demonstracji, która odbyła się na placu Södermalmstorg rozstawiono tam widoczną powyżej miniekspozycję - składającą się głównie z wycinków z gazet krytykujących plan przebudowy. Można było wysłuchać nie tylko płomiennych przemów,


ale także zespołu muzycznego, który zaprezentował trochę sztokholmskiego folkloru.


Nie zabrakło również prasy i telewizji.


Z jednej strony rozumiem, że jest to miejsce o pewnym szczególnym znaczeniu kulturowym, estetycznym i - dla wielu - sentymentalnym. Z drugiej - prawda jest taka, że władze Sztokholmu już od bardzo dawna mają w zwyczaju co kilkadziesiąt lat wyburzać jakąś część miasta i budować ją od nowa (czasem dziwię się, że Staremu Miastu udało się dotrwać do naszych czasów). Pojawiły się zresztą porównania nazywające dzisiejsze protesty den nya almstriden, nową walką o wiązy, w nawiązaniu do fali wielkich protestów, jakie przetoczyły się przez Sztokholm przy okazji ostatniej wielkiej przebudowy. O co chodziło w pierwszej almstriden - wyjaśnię w następnym odcinku:)

piątek, 23 kwietnia 2010

Imiona


W Sztokholmie każdy wagon metra ma imię i jest tym imieniem podpisany. Oto kilka przykładów.



środa, 21 kwietnia 2010

Permanentna inwigilacja

Drodzy Czytacze, jesteście obserwowani! Przeze mnie. Stosując tajemne formuły i sekretne sposoby weszłam w posiadanie takich informacji, jak liczba odsłon niniejszej strony, czas na niej spędzony, miejsca, z których tutaj przybyliście (zarówno geograficznie, jak i internetowo - to znaczy w co kliknęliście, żeby tu wylądować) itp. Interesująca to lektura, a jedna jej część szczególnie służy mi dodatkowo jako niewyczerpane źródło rozrywki. Ta mianowicie, która informuje, jakie słowa kluczowe wpisaliście do wyszukiwarek, aby tu dotrzeć.

Zaczynając od spraw dość oczywistych i mało zaskakujących, sporo jest zapytań o dygresje w różnych konfiguracjach (w filmie, w literaturze, przykłady dygresji, ale także nieco bardziej zaskakujące zestawienia, na przykład "dygresje a tak przy okazji literatura" oraz "titanic z dygresja"). Śledzenie tego rodzaju haseł ma dla mnie walory poznawcze, sama bowiem nigdy nie wpadłabym na to, że przykładów na dygresje można szukać w internecie, zamiast po prostu sięgnąć na półkę z książkami, o własnej pamięci już nie wspominając. Ale cóż, już taka staroświecka jestem.

Również mało zaskakujące jest to, że wielu Czytaczy trafia tu wpisawszy zapytanie o Szwedów, szwedzką mentalność, osobowość, model państwa i rodziny itp., ale czasem też "szwecka" mentalność. I tu dochodzimy do wielkiego tematu internetowych poszukiwań: tematu ortograficznego. Zaliczam do niego nie tylko wspomniane przed chwilą hasło, ale także takie jak "reka opacznosci", "templarjusze" czy bardziej wprost przyznając się do własnej niewiedzy: "jak sie pisze czyzbys", tudzież "ultraprzenośny pisownia" - to ostatnie, jak zauważyłam, wielokrotnie wraca i to wpisywane przez tę samą osobę, dlatego jeżeli osoba ta nadal tu zagląda chciałabym z tego miejsca wystosować prośbę o odezwanie się w komentarzach i odpowiedzenie na pytanie: dlaczego??

Z kolei do grupy zapytań związanych ze Szwecją zaliczyć należy, oprócz wspomnianych powyżej, "etykieta w szwecji" - i tu od razu odpowiem: nie ma czegoś takiego! Może z wyjątkiem dworu królewskiego, a i co do tego nie jestem pewna. À propos dworu królewskiego, często powtarza się zapytanie o księcia Karola Filipa. To mnie akurat nie dziwi samo w sobie, a przez to, czego przy okazji brak: zapytań o resztę królewskiej rodziny. Dlaczego obiektem zainteresowania polskich internautów jest jedynie (przystojny i wciąż wolny) książę...?

Kolejnym obszernym tematem powtarzającym się wśród haseł w wyszukiwarkach jest temat odchudzania. Gdy pierwszy raz zobaczyłam na liście hasło "piosenki o odchudzaniu" ogarnęło mnie niemałe zdziwienie, po kilkunastym razie zdziwienie jest już nieco mniejsze, jednak mimo wszystko chciałam i w tym przypadku poprosić, żeby ktoś, w miarę możliwości, mi biednej i nieświadomej wyjaśnił, o co, u licha, chodzi z tymi piosenkami? Do tego samego tematu zaliczam hasła "znowu pora zacząć odchudzanie" oraz "jak zacząć się odchudzać od teraz?" - nie mam pojęcia, ale przypuszczam, że grzebanie w internecie tu nie pomoże. Może już bardziej piosenki?

Internauci zaglądają tu także w poszukiwaniu rad i rozwiązań innego rodzaju problemów, na przykład jak "odinstalować imovie". Do tej samej, komputerowej, dziedziny należy "potęgowanie potęgi na komputerze" - ale co to może znaczyć, nie mam pojęcia. Może to jakaś metafora? Zresztą, na naszej liście nie brak też wielbicieli poezji, zajmujących się głównie zarzynaniem i przekręcaniem na różne sposoby Norwida ("Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba..." w różnych, mniej lub bardziej odległych od oryginału konfiguracjach). Poezja bardziej współczesna zaznacza swoją obecność cytatem (niestety, nie wiem, z czego): "wychodzisz w bieli z samolotu". Z kolei sztuki plastyczne reprezentują hasła: "kalafior plakat" i "kicz na cmentarzu", a także jakiś anonimowy fan stałej Czytaczki Kolleander, który dostał się tu wpisawszy w wyszukiwarkę właśnie jej pseudonim.

Na koniec coś dla wielbicieli infrastruktury i urbanistyki: "głęboka" bądź "wielka dziura w środku miasta" (pojawiają się obie opcje) oraz mój osobisty faworyt: "pracownik psychopata".

P.S. Ledwo zdążyłam się trochę nacieszyć wiosną, a tu przywlekła się chmura wulkanicznego pyłu i znów się zrobiło zimno. Dzisiaj pada śnieg z deszczem. Czy to się kiedyś skończy??

niedziela, 18 kwietnia 2010

Polska ambasada w Sztokholmie

("Do bliskich ofiar i wszystkich Polaków moje najgłębsze i najserdeczniejsze kondolencje! Serce Chopina krwawi w Warszawie - Svante Leijonblom, Huddinge")

środa, 14 kwietnia 2010

Wiosna


To widok z wiaduktu, po którym metro wyjeżdża z wyspy Södermalm, zmierzając do południowych dzielnic Sztokholmu. Jeszcze przedwczoraj unosiły się tu na wodzie lodowe kry, miałam nadzieję je sfotografować, ale już nie zdążyłam. Niestety, zdjęcie zrobione jest z wnętrza jadącego wagonu, co odbija się na jego jakości ("odbija się" jest tu słowem-kluczem:)), ale to jedyna możliwość uchwycenia tego widoku, bo z tej strony wiaduktu nie ma kładki dla pieszych.


Po tej długiej, długiej zimie nadejście wiosny jest jak haust świeżego powietrza, jak odetchnięcie wreszcie pełną piersią. Ulgą, po prostu i przede wszystkim.

środa, 7 kwietnia 2010

Spokojnie, to tylko awaria


Wbrew stereotypom o idealnie uporządkowanej i odpucowanej Szwecji, zdarzają się tutaj, jak wszędzie, rzeczy zepsute czy rozbite. A wtedy, również jak wszędzie, pojawia się na nich informująca o awarii wywieszka. A właściwie nie jak wszędzie, bo tak naprawdę informacja ta nie mówi o wystąpieniu awarii, a wybiega o krok wprzód i donosi że - i kiedy - awaria została już zgłoszona odpowiednim służbom oraz zapewnia, że trwają prace nad naprawieniem jej tak szybko, jak to możliwe. Dzięki temu obywatele mogą zachować swoje bezpieczne poczucie, że wszystko jest pod kontrolą, a Wielki Brat się nimi opiekuje.

Stopniowo człowiek się do tego przyzwyczaja i brakuje mu po przyjeździe do Polski: przede wszystkim tego, że gdy tylko jest jakiś przestój, choćby pięciominutowy, w kolejce czy metrze, zaraz przez głośniki odzywa się maszynista, żeby powiedzieć, co się dzieje i jak szybko można liczyć na załatwienie problemu. W Polsce można stać pół godziny i nie mieć pojęcia, co jest grane, bo nikt nie uzna za stosowne poinformować o czymkolwiek pasażerów. Nie tylko w kolejce czy pociągu, ale nawet na lotnisku! W tej akurat kwestii popieram szwedzki model stuprocentowo.

Choć czasem i z tym przeginają: kiedyś, gdy czekałam w Sztokholmie na autobus na lotnisko, do kolejki podszedł pracownik linii autobusowych, żeby poinformować, że autobus będzie spóźniony o... dwie minuty. Człowieku, pomyślałam, po co w ogóle zawracasz nam tym głowy?

sobota, 3 kwietnia 2010

Wielkanocny sabat czarownic

Dla początkującego badacza szwedzkich zwyczajów związanych z obchodami Świąt Wielkanocy zapewne jednym z najbardziej osobliwych wyda się, opisana chociażby w tak klasycznych pozycjach jak "Dzieci z Bullerbyn", tradycja påskkärringar, czyli... wielkanocnych czarownic. W Wielki Czwartek bądź Wielką Sobotę (w zależności od regionu) dziewczynki, a często i chłopcy, przebierają się za czarownice i chodzą od domu do domu, rozdając własnoręcznie zrobione kartki i zbierając w zamian słodycze.


Zwyczaj ten może się wydać niewinny i zabawny (nie mówiąc już o tym, że nieco dziwaczny), ale jego źródła są bardziej ponure, bo sięgają procesów czarownic, które przetoczyły się przez Szwecję w XVII wieku - a szczególnie w czasach masowej histerii lat 1668-1676, kiedy stracono z tego powodu koło trzystu osób (w porównaniu z czterystoma, którzy stracili w ten sposób w Szwecji życie w całym okresie od 1492 do 1704 roku). Oskarżano je o uczestnictwo w diabelskich ucztach w miejscu zwanym Blåkulla - odpowiedniku polskiej Łysej Góry - a także porywanie tam dzieci. Dlatego też właśnie wyroki w tych procesach zapadały często na podstawie zeznań dzieci - i tylko ich. Uczty te miały się odbywać właśnie w czasie Wielkanocy (a także Nocy Walpurgi).

Sposób, w jaki z takiego punktu wyjścia nastąpiła ewolucja do dziecięcych przebieranek pozostaje jednak dla mnie zagadką. I nie tylko dla mnie, zresztą; ścieżki, jakimi podążają ludowe wierzenia i tradycje bywają często bardzo pokrętne. W każdym razie, z okazji Wielkanocy życzę wszystkim Czytaczom, którzy ją obchodzą, wszystkiego najlepszego - a tym, którzy tego nie robią, życzę tego samego bez okazji:)

czwartek, 1 kwietnia 2010

Po kolei

Gdy na dachu sztokholmskiego wagonu metra zauważyłam taki zakaz:



...zrobiło mi się trochę smutno, bo zdałam sobie sprawę, jak małe są szanse, żebym w Sztokholmie stała się świadkiem scen takich:


...bądź takich: