Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2011

Oaza spokoju

Każdy prawdziwy i oddany fan jedynego w swoim rodzaju serialu "Black Books" kojarzy na pewno pojawiającą się w pierwszym odcinku książeczkę "The Little Book of Calm". Mimo to - przypomnę (wszak jeżeli chodzi o "Black Books", każdy pretekst jest dobry, żeby obejrzeć całość bądź fragmenty tego serialu):


Być może niektórych Czytaczy to zdziwi, ale nieoceniona ta książeczka, źródło błyskotliwych złotych myśli i rad mogących uczynić lepszym, a przede wszystkim bardziej pełnym spokoju, życie każdego z nas, istnieje w realu. Co więcej, Moja Sista weszła ostatnio w jej posiadanie drogą kupna. Spieszę więc zapewnić Czytaczy, że rzeczywistość odpowiada sztuce, a złote myśli w istocie powalają i zmieniają diametralnie pogląd na życie, wszechświat i całą resztę. Jako i musiały zmienić to wszystko twórcom "Black Books", tak że po prostu musieli oni dać temu wyraz i podzielić się tym faktem z bliźnimi w swoim serialu. Oto kilka przykładów, wybranyc…

Nauka dobrych manier

Brytyjczycy to również naród słynący z dobrych manier. Co więcej, nie ustają w ich polepszaniu: na przykład w środkach komunikacji publicznej można znaleźć plakaty nawołujące do zachowań mających ograniczyć uprzykrzanie życia współpasażerom.

Dawno już nic tu nie było...

...o schodach ruchomych! Najwyższy czas to nadrobić.

Przechowywanie bomb

Oto jakich pożytecznych rzeczy można dowiedzieć się odwiedzając sklep z klamkami na Portobello Road.

Mind your step, część 2

Przedstawione w poprzedniej dygresji zestawienie ostrzeżeń oczywiście nie byłoby kompletne bez tego najsławniejszego:

Mind your step

Brytyjczycy to naród plasujący się tuż za Szwedami w swej paranoiczności. Szczególnym przerażeniem napawa ich groźba pożarów, ale z obserwacji poczynionych przeze mnie podczas ostatniej bytności w ich kraju wynika, że problem stanowi również najzwyklejsze przemieszczanie się z miejsca na miejsce - i to nie tylko, jak w przypadku powyższego plakatu, po zażyciu środków na ogół takie przemieszczanie się utrudniających.









Patrząc na to z innej strony, znaki te można też odczytać jako ilustracje jakiejś skomplikowanej choreografii...

Szwedzka rachuba czasu

Początek roku skłania do refleksji nad przemijaniem i czasem. W sam raz pora na napisanie paru słów na temat tego, jak Szwedzi liczą czas. Otóż liczą go w tygodniach. Kiedyś zastanawiałam się, po co w różnych kalendarzach, obok nazw miesięcy i dni tygodnia oraz numerów dni (i imienin! W polskich kalendarzach przede wszystkim imienin!), drukowane są numery kolejnych tygodni. Teraz już wiem: to dla Szwedów. Gdy na przykład w Szwecji zapisuje się na kurs czegokolwiek, dostaje się informację, że rozpocznie się on nie w jakimś konkretnym dniu, ale na przykład w tygodniu czwartym. A ferie zimowe (zwane z jakiegoś powodu sportowymi), wypadną w tygodniu dziewiątym (w Sztokholmie). Również spotkania służbowe i wyjazdy, i właściwie wszystko inne, można planować na tydzień numer taki-i-taki.

Oczywiście nikt nie zna numerów tygodni na pamięć, dlatego operowanie nimi wymaga noszenia przy sobie kalendarza - i kosmiczny naród to robi. Są tacy (nie-Szwedzi), według których wypełniony ad…

Narnia na Regent Street

W długie grudniowe noce ulice Londynu rozświetlają świąteczne dekoracje. Na Regent Street połączono je z promocją kolejnej z ekranizacji "Opowieści z Narni" C. S. Lewisa: tematem dekoracji bożonarodzeniowych są narnijskie postaci.





Natomiast jeżeli chodzi o sam film, na cześć którego wywieszono te dekoracje, miłosiernie spuszczę tu na niego zasłonę milczenia, bo po co się denerwować...