piątek, 18 stycznia 2013

The daily life and rules


Powyższa tablica w Muzeum Wojskowym w Çanakkale przykuła naszą uwagę na dłuższą chwilę, w czasie której próbowaliśmy zinterpretować jakoś punkt piąty regulaminu: "Visitors must be dressed up according to the daily life and rules and cannot behave contrary to the rules." W końcu nie pozostało nam nic innego, jak się poddać.

Inne napotkane przez nas napomnienia i ostrzeżenia były łatwiejsze do zinterpretowania:


Choć czasem wcale niepozbawione fantazji:


niedziela, 13 stycznia 2013

Troja musi upaść


Wrażenia z Troi zupełnie inne niż te, opisywane w poprzedniej dygresji. Trzeba naprawdę dużej wyobraźni, żeby w tej kupie kamieni zobaczyć dawne miasto.


Poza tym, miejsce to zupełnie nie przypomina też tego, co pokazano na filmie sprzed paru lat: gdzie piaszczysta plaża? Gdzie Sean Bean...?


 

Tytuł posta nawiązuje oczywiście do skeczu kabaretu Potem.


sobota, 12 stycznia 2013

Mądrość Boża


Ze wszystkich zabytków Stambułu największe wrażenie zrobiła na mnie Hagia Sophia. Przez tysiąclecie kościół, pół tysiąclecia meczet, ostatni wiek - muzeum. Pamiątka po wielkiej cywilizacji bizantyjskiej, która, chociaż trwała ponad milenium u granic Europy, jest w niej traktowana nieco po macoszemu.


Hagia Sophia już z zewnątrz przytłacza: jej wielka, jasnoczerwona bryła wymyka się próbom odnalezienia jakiejś myśli przewodniej - wygląda raczej, jakby co jakiś czas dobudowywano do niej kolejne, niezbyt regularne elementy. Albo jak wysokie wzgórze, obudowane szczelnie ceglanymi budynkami.

 

Jednak dopiero wnętrze naprawdę robi wrażenie. Ogromną przestrzeń wypełnia rozproszone światło: to wpadające przez okna, to z zawieszonych nisko nad głowami, choć na linach ciągnących się aż z wysokiego sufitu, wieńców lamp, wreszcie to odbite w złocie mozaik. Ikonografia chrześcijańska miesza się tu z muzułmańską: Matka Boska spogląda z mozaiki na drewniane tablice z imionami kalifów. A wśród tych wszystkich wspaniałości też rzeczy małe: śpiące na schodach koty czy wydrapane w marmurach graffiti. Choć może i nie takie małe - jedno z graffiti, które udało nam się znaleźć, podpisane było datą 1645; gdzie indziej zaś widnieje napis futharkiem pozostawiony przez jakiegoś wikinga w IX wieku. Był on zresztą znany mi już wcześniej ze słyszenia, ponieważ wspomina o nim niejedno opracowanie na temat kultury wikingów. Wystarczy odczekać parę wieków, a i wandalizm staje się zabytkiem.



czwartek, 10 stycznia 2013

Kto rano wstaje


...Może podziwiać takie widoki. Zdaję sobie sprawę, że za ten romantyczny widok odpowiada w co najmniej równym stopniu smog co poranna mgła, ale i tak kontury starego miasta, jego minaretów i kopuł, statków na Bosforze czy ledwo widocznego azjatyckiego brzegu wyglądają bardzo malowniczo.


Stambuł to piąte największe miasto świata, ma więcej mieszkańców niż taka na przykład Szwecja czy jeszcze kilka innych europejskich państw. I ta wielkość przytłacza. Widok z wieży Galata to tylko Stambuł jak okiem sięgnąć, aż po horyzont. Wszędzie przedzieramy się przez tłumy - mieszkańców i turystów - oraz samochody, prowadzone, wydaje się, bez zwracania jakiejkolwiek uwagi na kodeks drogowy, o ile taki tu w ogóle istnieje. Tym ich więcej, że stambulska komunikacja publiczna jest poważnie niedorozwinięta. 



Gdy opuszczałam miasto jadąc na lotnisko o drugiej w nocy, było nieco puściej - ale tylko w porównaniu z tym, co dzieje się za dnia. Most Galata wciąż wypełniony był wędkarzami, na ulicach wciąż sporo było samochodów, a na boisku nad brzegiem Bosforu nastolatki grały w piłkę. Może po prostu w mieście tak wielkim jest za dużo życia, żeby wystarczyło dla niego dnia. 




Podobnie jak Jerozolima, Stambuł to taka stolica-nie stolica. Niby rząd znajduje się gdzie indziej, ale serce kraju bije chyba jednak tutaj. Widzę, jak Stambuł może fascynować. Jest ciekawy, barwny, żywy, starożytny i nowoczesny, europejski i azjatycki. A te kilka dni, które tam spędziłam, wystarczają zaledwie, żeby naruszyć powierzchnię.


Przemierzyłam w 2012 roku Europę od krańca północno-zachodniego do południowo-wschodniego. Wciąż, jak zawsze, pozostaję w zachwycie nad niezwykłością i różnorodnością tego, tak w końcu małego, kontynentu.