Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2013

Świąteczne jarmarki i pożegnania

W (prawie) ostatni weekend mojej niemieckiej przygody wybrałam się na ostatnią wycieczkę w okolice: zobaczyć jarmark bożonarodzeniowy w Wismarze. Z moich obserwacji wynika, że północnoniemieckie jarmarki bożonarodzeniowe (z których miałam okazję oglądać, oprócz wismarskiego, również, oczywiście, greifswaldzki), w odróżnieniu do południowoniemieckich (w moich wnikliwych badaniach reprezentowanych przez Norymbergę, Monachium i Würzburg), wyróżniają się dużą ilością pstrokatych karuzel, za to mniejszą - klimatycznych straganów z rękodziełem. Jedyne, co można zaliczyć na ich plus to, że - o czym już wspominałam w zeszłym roku - w nawiązaniu do szwedzkiej karty w historii Pomorza można na nich, obok Glühweinu, dostać również szwedzki glögg.


I to by było na tyle, jeżeli chodzi o greifswaldzki rozdział mojego życia. W przyszłości zdarzą się jeszcze zapewne tam odwiedziny, ale poza tym - czas przyzwyczaić się z powrotem do mieszkania w mieście, w którym nie wszędzie da się dojść na piechotę…

Poezja szczecińskich murów

Nieograniczone możliwości

Tablica odlotów lotniska w Joensuu, miasta uniwersyteckiego i stolicy Północnej Karelii, wywołała naszą wesołość. Tylko jednak do czasu, aż nie zdaliśmy sobie sprawy, że Joensuu przynajmniej, w odróżnieniu od Greifswaldu, ma lotnisko...
Poza tym muszę przyznać, że będąc od dziecka miłośniczką Muminków, byłam wyprawą do Finlandii w pełni usatysfakcjonowana. Jak byli też zapewne usatysfakcjonowani producenci najróżniejszych muminkowych gadżetów, których zakupiłam dużo więcej, niż nakazuje rozsądek (dwa kubki, magnes, dwa ręczniki, podkładkę pod kubek, zeszyt i kalendarz z pięknymi rysunkami Tove Jansson oraz "Zimę Muminków" w oryginale). A na widok hatifnatów stojących przed sklepem muminkowym na helsińskim lotnisku zdjęła mnie zazdrość: chciałabym mieć coś takiego jako wieszak w przedpokoju!


Cuda świata 2

Innym z "Cudów świata" z książki, o której kiedyś wspominałam był bawarski zamek Neuschwanstein, prawdziwy wzór bajkowego pałacu - posłużył na przykład za pierwowzór pałacu w Disneylandzie i logo studia Disneya. Chcąc poobcować trochę z kulturą nieco wyższą, wykorzystałam pobyt w Bawarii nie tylko do uczestnictwa w ludowych festiwalach, ale również do odwiedzenia Neuschwanstein.

Jest to dość dziwaczne połączenie bogactwa i fantazji, posuniętej do pewnego oderwania od rzeczywistości. Spotkały się one w królu bawarskim, Ludwiku II (wnuku tego Ludwika i Teresy, na cześć których wesela wyprawiono pierwszy Oktoberfest), zwanym też Bajkowym Królem. Jego zamek - jeden z kilku bajkowych pałaców, które zbudował lub miał w planach - zwiedzałam z pewną dozą współczucia dla człowieka, który najwyraźniej tęsknił za rzeczywistością inną, barwniejszą i intensywniejszą, do świata mitów, legend i oper Wagnera. Ale jednak tylko pewną, bo przy tym wszystkim, jak to mówią, na biednego nie p…

Badania antropologiczne

Nie należę do osób, które lubią wielkie i hałaśliwe spędy ludzi. Wczuć się w emocje tłumu, dać się spontanicznie porwać zabawie - są to rzeczy, których ani nie rozumiem, ani do których nie jestem zdolna, nawet jakbym próbowała. Nigdy nie wchłonął mnie, jak śpiewa Lubomski, radosny tłum. A jednak czasem zdarza mi się wybrać a to na jakiś festiwal, a to na mecz. Z czystej ciekawości i dla możliwości prowadzenia antropologicznych obserwacji. Tak też właśnie w miniony weekend znalazłam się w Monachium na Oktoberfeście.

Jak sama nazwa wskazuje, Oktoberfest oryginalnie odbywał się w październiku, po raz pierwszy w roku 1810 dla uczczenia ślubu bawarskiego księcia Ludwika z księżniczką Therese von Sachsen-Hildburghausen. Jednak z czasem przeniesiono go na wrzesień ze względu na lepszą pogodę. Trwa on przez kilka tygodni, głównie na tak zwanych - na pamiątkę księżniczki-panny młodej - Błoniach Teresy, Theresienwiese, popularnie nazywanych Wiesn (dialekt bawarski wyróżnia się tym, że bierze …

Planeta Greifswald

No dobra, planetoida... Czyżby plan awaryjny, żeby ziemski Greifswald miał się w razie czego gdzie przenieść? Planetoidy są stosunkowo niewielkie, więc akurat się zmieści. Poważna sprawa, a wyglądałaby nawet jeszcze poważniej, gdyby certyfikat nie był wydrukowany fontem Comic Sans.

A certyfikat ten miałam okazję zobaczyć odwiedzając greifswaldzkie obserwatorium astronomiczne. Mieści się ono pod kopułą górującą nad budynkiem zwanym Alte Physik, kiedyś bowiem znajdował się tam Wydział Fizyki. Niestety, od pewnego czasu gmach stoi zamknięty na cztery spusty, używany jedynie przez pracowników obserwatorium - a to dlatego, bo wypełnia go trująca rtęć, a uniwersytet nie ma dość funduszy na to, żeby przeprowadzić fachową renowację budynku połączoną z jej usunięciem. A wielka to szkoda, bo budynek jest zabytkowy i ładny tak na zewnątrz, jak i wewnątrz - o czym mogłam się przekonać gdy kiedyś zdarzyło mi się zajrzeć do jego kilku pomieszczeń i wielkiej sali wykładowej z pięknym drewnianym wy…

Zderzenie cywilizacji

Większość turystów odwiedzających Bornholm kieruje swoją uwagę ku plażom i rowerom. Ja - ku tamtejszym średniowiecznym kościołom. W czterech miejscach na wyspie wznoszą się białe rundkirker, czyli okrągłe kościoły. We wnętrzu wspartym pośrodku na pokrytej dziwacznymi i trochę komicznymi freskami o tematyce biblijnej kolumnie wierni zbierali się - i nadal zbierają - na nabożeństwa. Ale okrągłe bornholmskie kościoły były nie tylko miejscami kultu, ale też budowlami obronnymi, chroniącymi mieszkańców przed napadami słowiańskich piratów. Stąd ich grube mury i górne piętro służące w razie czego jako magazyn i platforma strzelnicza.



Piątym kościołem jest największy na wyspie, romański Aa kirke, kryjący na pozór nieszczególną trzynastowieczną chrzcielnicę, ozdobioną płaskorzeźbami przedstawiającymi sceny biblijne podpisane pismem runicznym. A jednak wraz z koleżanką-historyczką sztuki zachwycałyśmy się nią dobre kilkanaście minut, uderzyło nas bowiem, że oto mamy przed sobą produkt zd…

Chmury

Jeszcze jedna porcja malowniczych chmur? Czemu nie. Tym razem nad Elbą i portem w Hamburgu.




Tym razem dostała się nam nawet tęcza jako bonus!

Nie łazić po tumulusach

Z pewnością intryguje Was, drodzy Czytacze, czego i w jaki sposób zabrania się i przed czym ostrzega we Francji. No to odpowiadam: w zasadzie przed niczym niespodziewanym. Choć przyznać trzeba, że bohaterowie znaków ostrzegających przed śliskimi podłogami wyrąbują się w sposób niezwykle malowniczy - nie to, co sąsiedzi z północnej strony Kanału!


Nieco tylko nietypowym jest zakaz wspinania się na starożytne tumulusy. Nieco, bo podobne przesłanie zobaczyć można wszak również na przykład na egipskich piramidach. A tumulusy w okolicach Carnac, choć od piramid starsze, to zasadniczo zbudowane zostały w tym samym celu.

Koniec świata

W północno-zachodnim rogu Francji leży Breizh, Bretania - celtycka kraina chyba nie do końca pogodzona z faktem przynależenia do Francji. Tak przynajmniej można sądzić po sprzedawanych tam plakatach, koszulkach i pocztówkach z przesłaniem: "Francja to mały kraj wciśnięty między Belgię a Bretanię", albo z rysunkiem mapy Francji, od której Bretania odłączyła się, ku zadowoleniu obu zainteresowanych stron. 



W północno-zachodnim rogu Bretanii leży Penn-ar-Bed, Finistère, czyli "koniec świata", na którym nazwy na znakach i drogowskazach podane są w dwóch językach - po francusku i bretońsku - a i te francuskie zaczynają brzmieć coraz ciekawiej, po którym porozrzucane są menhiry, dolmeny i inne pozostałości dawnej celtyckiej cywilizacji. Nawiasem mówiąc, menhiry kojarzą mi się głównie z komiksami o Asteriksie, a wioska Asteriksa miała być gdzieś w tych właśnie okolicach. Zważywszy na to, zdziwiło mnie, że jego wizerunek jest zupełnie niewykorzystywany w promocji regionu…

Cuda świata

Wspomniane poprzednio Mont Saint-Michel chciałam zobaczyć odkąd kiedyś, dzieckiem będąc, dostałam album pod tytułem "Cuda świata", wśród których to cudów wymieniony był właśnie ten. Jednak spełnianie marzeń to ryzykowna sprawa. Po pierwsze, o czym pisałam już w zeszłym roku, spełnione marzenie pozostawia po sobie pewną pustkę. Po drugie, na temat takiego wymarzonego miejsca, szczególnie jeżeli jest to słynny obiekt turystyczno-historyczny, ma się przed przybyciem pewne wyobrażenia i oczekiwania, które następnie konfrontuje się z rzeczywistością. A rzeczywistość rzadko dorównuje wyobrażeniom i oczekiwaniom: za dużo w niej innych turystów, kolejek do kasy, prac renowacyjnych, opłat za wstęp i parkingi, i najzwyklejszej codzienności. Koloseum leży tuż obok ruchliwego skrzyżowania, Bazylika Świętego Piotra przypomina halę ruchliwego dworca, Marrakesz jest pełen nagabujących sprzedawców niepotrzebnych towarów i usług, a Stonehenge to po prostu kupa kamieni. W końcu to właś…