środa, 30 czerwca 2010

Nie mogą schody wyjść nigdy z mody


Powrót Ministerstwa Głupich Kroków, czy też skomplikowany, rewiowy układ choreograficzny? Na dodatek z akcentem latynoskim wprowadzonym niepostrzeżenie przez falkę nad "n"!

poniedziałek, 28 czerwca 2010

piątek, 25 czerwca 2010

Piękno języka szwedzkiego

Dziś - dygresja filologiczna. Wszak, jak powiada klasyk, żadne wykształcenie nie hańbi, a ja jestem z wykształcenia filologiem. Otóż język szwedzki, wzorem innych języków germańskich, ma tę ciekawą właściwość, że można w nim w sposób niemalże nieograniczony tworzyć nowe słowa zbijając kilka krótszych słów w jedno dłuższe (przy czym naczelną zasadą jest, że słowo określane stoi zawsze za słowem określającym). Przykładów nie trzeba szukać daleko: wszak już nasze ulubione słówko klämrisk złożone jest z: kläm = przyciśnięcie, przygniecenie oraz risk = ryzyko, co razem daje nam ryzyko przytrzaśnięcia. Logiczne, prawda? Otóż nie zawsze. Proponuję więc, dla rozruszania szanownych Czytaczy, ze szczególnym uwzględnieniem Czytaczy-komentatorów, małą zabawę w odgadywanie znaczeń kilku szwedzkich słów na podstawie słówek wchodzących w ich skład. Wszystko to są autentyki, wypatrzone głównie, ale nie wyłącznie, w komunikacji publicznej. Dla ułatwienia - uważnym Czytaczom - dodam, że część z tych słów pojawiła się już w moich dygresjach.

A więc do dzieła:

1. vinterunderhållas ej → vinter = zima + underhålla = utrzymywać + ej = nie
2. klimatsmart → klimat = klimat + smart = sprytny, bystry
3. etanolbusstätast → etanol = etanol + buss = autobus + tätast = najgęściejszy
4. följdförsening → följd = następstwo, konsekwencja + försening = opóźnienie
5. tvärbana → tvär = w poprzek + bana = droga
6. hissdöd → hiss = winda + död = śmierć
7. frivillig nattvandrare → frivillig = ochotniczy + natt = noc + vandrare = wędrowiec (to bardzo poetyckie określenie na bardzo prozaiczne zajęcie)
8. soffpotatis → soffa = sofa + potatis = ziemniak
9. felanmäld → fel = błąd, usterka + anmäla = zgłaszać, meldować
10. tillgänglighetsanpassa → tillgänglighet = dostępność + anpassa = dostosowywać

P.S. I jak się potem nie dziwić, że różni kabareciarze się ze szwedczyzny wyśmiewają...?
P.S.2. A "osa" to po szwedzku geting.

wtorek, 22 czerwca 2010

Cierpliwość jest cnotą 2

Być może pamiętacie, drodzy Czytacze, moją dygresję sprzed około roku, w której opisywałam, jak to wraz z Moją Sista spędziłyśmy kiedyś niezwykle produktywnie niedzielę w poczekalni w szpitalu. Niestety, w tym roku choróbsko dopadło ją znowu, wybrała się więc do przychodni. Na nasze laickie oko przypadłość wymagała interwencji dermatologa i/lub okulisty, jednak szwedzka służba zdrowia (jak i szwedzkie życie społeczne w ogóle) przyjmuje, że osąd laickiego oka nie jest nic wart, tak więc aby dostać się do specjalisty trzeba najpierw udać się po skierowanie do lekarza ogólnego. A jako że inną zasadą przyświecającą szwedzkiej służbie zdrowia jest zakładanie, że pacjentom nic nie jest aż do momentu kiedy symptomy robią się naprawdę trudne do zignorowania (w przeciwieństwie na przykład do polskiej służby zdrowia, która hoduje hordy hipochondryków chociażby poprzez przepisywanie absurdalnej ilości lekarstw), nie jest wcale powiedziane, że się takie skierowanie dostanie. Na przykład Mojej Sista udało się to za drugą wizytą w przychodni.

Lekarz przeprowadził jakieś testy na alergie oraz wystosował skierowanie do przychodni specjalistycznej w szpitalu, w którym, jak sprawdził, był najbliższy wolny termin. A że w myśl pierwszej z wymienionych zasad nie ma co zaprzątać umysłów maluczkich wiedzą, której wagi i tak nie są w swej prostocie w stanie ocenić, wynik testów, który przyszedł pocztą parę dni potem miał standardową dla tego typu korespondencji w Szwecji formę, czyli był treści mniej więcej następującej: "Hej! Wyniki testów są dobre. Pozdrawiam, Dr XYZ". Natomiast skierowania, zgodnie z tą samą zasadą, nie dostała Moja Sista do ręki, tylko zostało wysłane bezpośrednio do Szpitala Okulistycznego Św. Eryka, który pocztą miał wysłać wezwanie na konkretną datę i godzinę. Po niecałych dwóch tygodniach nadszedł taki oto list:


"Dostaliśmy skierowanie w sprawie Pani problemu. Aby móc wypełnić gwarancję opieki dla pacjentów w obszarze podlegającym Szpitalowi Okulistycznemu Św. Eryka, przekazaliśmy Pani skierowanie do Södersjukhuset (Szpitala Południowego), oddziału okulistycznego i dostanie Pani wezwanie stamtąd."

Po kolejnym tygodniu nadszedł list z Södersjukhuset:


"Klinika okulistyczna Södersjukhuset otrzymała skierowanie wypisane na Panią. Skierowanie zostało ocenione i ustalony jego priorytet. W celu optymalnego wykorzystania funduszy i zapewnienia najkrótszych czasów oczekiwania od 1.10.1998. obowiązuje porozumienie o pogłębionej współpracy między Södersjukhuset a prywatnymi specjalistami. (...) Pani skierowanie zostało przekazane do oddziału okulistycznego, Proxima, szpital Nacka. (...) Tam spotka się Pani ze specjalistą i szybciej skorzysta z opieki. Dostanie Pani wezwanie lub wiadomość od tamtejszego lekarza. Jeżeli on zadecyduje, że potrzebuje Pani naszych zasobów, zostanie Pani skierowana z powrotem do nas."

Minęły prawie dwa kolejne tygodnie i Moja Sista otrzymała kolejny list:


...w którym w końcu wyznaczyli jej wizytę na 8 lipca. Czyli koło dwóch miesięcy od czasu jej (drugiej) wizyty w przychodni. Tak, wiem, drodzy Czytacze, w Polsce okresy oczekiwania do specjalistów są często dłuższe. Ale w Polsce przynajmniej istnieje zawsze możliwość pójścia sobie do lekarza prywatnie, za większą opłatą, ale za to od razu. Tu nie.

Pozytywne w tej sytuacji jest to, że przynajmniej nie każą pacjentowi z tymi skierowaniami samemu biegać od szpitala do szpitala. Ale i tak przypomina mi się pamiętna scena z filmu "Dwanaście prac Asteriksa".

sobota, 19 czerwca 2010

Ślubne szaleństwo


Wydaje się, że jedną z głównych funkcji szwedzkiej rodziny królewskiej jest dostarczanie prasie popołudniowej tematów do artykułów okraszonych krzykliwymi tytułami na pół strony i wielkimi zdjęciami. Szczególną okazją do takich artykułów są soczyste skandale, jak niedawne zerwanie zaręczyn księżniczki Magdaleny i towarzyszące mu opowieści o zdradach z obydwu stron. Ale jeszcze lepszą, mniej pikantną ale za to pozwalającą na długotrwałe pławienie się w królewskim życiu osobistym i historiach jakby prosto z bajki jest dzisiejszy ślub następczyni tronu, księżniczki Wiktorii z jej osobistym trenerem, Danielem Westlingiem, wraz z długim poprzedzającym go okresem narzeczeństwa.


Szwecję ogarnął w tym czasie prawdziwy szał. Spodziewając się nawały turystów i dziennikarzy koleje zaplanowały specjalne kursy, wszelkie firmy turystyczne włączyły do swoich ofert weselne wycieczki, hotele podwyższyły ceny, a prywatni właściciele oferowali wynajęcie swoich mieszkań na obecny weekend za niebotyczne ceny. Dzisiaj się okazuje, że był to przesadzony optymizm, bo gości nie przybyło tak dużo, jak się spodziewano. Gazety, również te poważne, prowadziły specjalne serwisy, artyści pisali wiersze i piosenki ku czci młodej pary (lub też kontestowali odmawiając włączenia się w ogólny szał), republikanie nawoływali do obalenia tego całego cyrku, a społeczeństwo emocjonowało się szczegółami planowanej ceremonii.


Poza tym już od kilku miesięcy przymiotnik "weselny" dodaje się tutaj do wszystkiego, od wycieczek statkiem po lody, a każdy może poczuć się jakby został zaproszony na dzisiejszą uroczystość sprawiając sobie coś w specjalnie zaprojektowany weselny rzucik: od zastawy stołowej, obrusów, serwetek, ściereczek, przez notesy, pocztówki, ramki, magnesy na lodówkę, po kawę i słodycze. Wiktoria i Daniel (którego żadna ilość photoshopowej ingerencji najwyraźniej nie jest w stanie pozbawić wyglądu psychopaty) oraz ich historia stali się czymś w rodzaju narodowej maskotki. Co pokazuje na przykład poniższa książeczka, z której można sobie wyciąć młodą parę i poprzymierzać na nich różne ubranka.


Jeżeli jednak, drodzy Czytacze, oczekujecie relacji z dzisiejszych uroczystości, musicie zwrócić się w tym celu do tradycyjnych mediów, bo ja jestem dzisiaj na zupełnie innym weselu!

czwartek, 17 czerwca 2010

Nadesłane przez Czytaczy 2


Taki oto znaczek wypatrzyła w autobusie stała Czytaczka Kolleander. Wspólnymi siłami próbowałyśmy dojść do tego, co też jego twórcy mogli mieć na myśli płodząc to oszczędne w formie dzieło. Niestety, nie udało nam się. Może inni Czytacze będą mieli jakieś pomysły?

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Związki polsko-szwedzkie


Weekendowe wycieczki do okołosztokholmskich zamków skłaniają do dygresji historycznych na temat wspólnej polsko-szwedzkiej przeszłości. Taki na przykład Gripsholm, którego czerwone mury wyrastają z wód Melaru, to miejsce, gdzie przyszedł na świat Zygmunt Waza. W przyszłości miał zostać królem Polski i Szwecji, ale w chwili urodzenia był po prostu więźniem, bo jego rodzice, Jan książę Finlandii i Katarzyna Jagiellonka zostali osadzeni w Gripsholmie przez brata Jana, króla Szwecji Eryka zwanego Szalonym. Po kilku latach role się odwróciły: Jan został królem, a Eryk został uwięziony. W więzieniu zmarł, podobno otruty przez obawiającego się go Jana. Zygmunt zaś, w którego żyłach płynęła krew Jagiellonów i który nie bez powodu nosił takie właśnie imię - był wnukiem Zygmunta Starego i siostrzeńcem Zygmunta Augusta - został wybrany królem Polski, a po śmierci ojca odziedziczył także szwedzki tron. Ale ponieważ, jak to kiedyś ujął elokwentnie pewien historyk, trudno jednym tyłkiem na dwóch tronach siedzieć, po niedługim czasie z jednego z nich zepchnął go stryj, trzeci z braci, Karol, ojciec Gustawa Adolfa.


A znów Skokloster, pałac rodu Wranglów, pełen jest łupów wojennych zwiezionych przez jego pierwszego właściciela Karola Gustawa Wrangla z wszystkich krajów Europy, które pustoszyły armie szwedzkich królów w czasie wojny trzydziestoletniej, potopu i innych wojen tych czasów (jeżeli wierzyć Peterowi Englundowi w całym XVII wieku były w Europie tylko 3 lata pokoju. Nie bez powodu swoją książkę o wojnie trzydziestoletniej zatytułował "Ofredsår", lata wojen).


W kościółku przy pałacu zobaczyć można ambonę, chrzcielnicę i ołtarz wywiezione z oliwskiej katedry - specjalnie zachodzę tam je obejrzeć, bo pamiętam jak czytałam o nich ucząc się o gdańskich zabytkach. Kiedy się im przyglądam zauważam złośliwie, że najwyraźniej, mimo że wojny te prowadzone były z hasłami obrony protestantyzmu przed papistami na ustach, liczne wizerunki świętych i Maryi na łupach zupełnie Wranglowi nie przeszkadzały. Stwierdzam też, że Oliwa wyszła na tym nie najgorzej, bo to, co tam wstawiono w zastępstwie jest znacznie bardziej imponujące. Szczęśliwym trafem katedra oliwska wyszła zresztą w miarę nietknięta z tego, co niektórzy historycy Gdańska nazywają śmiercią miasta, kilku ostatnich dni marca 1945, po których po jego centrum zostały jedynie fundamenty. Dzięki temu można w niej podziwiać do dzisiaj między innymi bogato haftowany baldachim, który według tradycji wykonała królowa Krystyna, córka Gustawa Adolfa, w ramach przeprosin za poczynania ojca.


Gustaw Adolf, zwany Lwem Północy, chyba największy ze szwedzkich królów-wojowników zginął w czasie wojny trzydziestoletniej, w bitwie pod Lützen. W tym samym roku zmarł jego kuzyn Zygmunt, do końca życia tytułujący się królem Szwecji. Tak samo jego synowie, kolejno zasiadający na polskim tronie: Władysław i Jan Kazimierz; ten ostatni zrzekł się tego tytułu dopiero jako warunek Pokoju Oliwskiego kończącego wojnę, którą Polacy nazywają potopem. Nie minęło jednak kilkadziesiąt lat, a Szwedzi pojawili się na równinach Europy Środkowo-Wschodniej z powrotem. Ale to już inna historia.


niedziela, 13 czerwca 2010

Ciach!


"Unikaj przytrzaśnięcia. Skontaktuj się z personelem jeżeli przechodzi więcej niż 1 osoba z wózkiem lub bagażem" - naklejka na bramkach do metra. Bramki, jak widać, mogą czasem coś lub kogoś nieoczekiwanie przytrzasnąć.

sobota, 12 czerwca 2010

Godzina wilka

Gdybym miała wybrać swoje ulubione szwedzkie słowo, byłoby to chyba właśnie to: vargtimmen, godzina wilka. Jest takie zupełnie nie po skandynawsku metaforyczne i niesamowite. Godzina wilka to czas przed świtem, między 3 a 5 nad ranem, ostatnie godziny nocy, zaraz przed powrotem światła. Według ludowych wierzeń to najtrudniejsza część doby, czas, w którym rodzi się najwięcej dzieci i najwięcej ludzi umiera, śpiący mają najgorsze koszmary, a cierpiących na bezsenność ogarnia największy lęk. Czuwających przy ognisku zaś w tym czasie właśnie mógł zmorzyć sen, czyniąc z nich łatwe ofiary wilków. Według nauki natomiast jest to okres najmniejszej aktywności organizmu, kiedy obniża się temperatura ciała, ciśnienie krwi i przemiana materii.

Jest to także tytuł filmu Ingmara Bergmana. I piosenki zespołu Hedningarna (czyli "poganie"). Ja jednak na ilustrację muzyczną wybiorę inny utwór, trochę, choć już nie tak bezpośrednio, zbliżony tematycznie: ludową piosenkę o wilkołaku w wykonaniu zespołu Garmarna.



A tymczasem nadeszła ta pora roku, moja ulubiona, kiedy nigdy nie robi się ciemno, bo słońce ledwo zdąży zajść (koło 22) a już pojawia się z powrotem (koło 3:30). Dzięki czemu niżej podpisanej wraca chęć do życia, mocno nadwyrężona przez różne stresujące okoliczności.

czwartek, 10 czerwca 2010

Weź go na litość


"Nawiąż kontakt wzrokowy, zanim przejdziesz" - czyli kolejna ze sztokholmskich akcji społecznych, tym razem mająca na celu zwiększenie bezpieczeństwa pieszych na jezdni. Wiem, znów wyśmiewam się z zupełnie słusznych i zapewne całkiem sensownych akcji, ale już nic nie poradzę, że moja (zbyt) szalona wyobraźnia podsuwa mi tutaj obraz krwiożerczego kierowcy, który już-już miał przejechać jakiegoś niewinnego pieszego, ale w ostatniej chwili pieszy ów spojrzał mu (kierowcy) głęboko w oczy. I w kierowcy, widzącemu te oczy niewinne w niego wpatrzone, to błaganie nieme, fala litości wezbrała, noga na pedale gazu zadrżała - i opamiętał się.

wtorek, 8 czerwca 2010

Klämrisk 4


Wypatrzyłam kolejną wersję znaku! Mam wrażenie, że nie wygląda tak groźnie, jak poprzednie - ludzik wygląda na nim trochę tak, jakby odpoczywał oparty o swój niebezpieczny ładunek.

niedziela, 6 czerwca 2010

Żółto-niebiesko 2


Dziś w Szwecji święto narodowe, więc Sztokholm jest żółto-niebieski. Niektórzy współcześni Szwedzi żyją w przekonaniu, że kolory ich flagi symbolizują światło słońca i błękitne niebo, w istocie jednak wzięły się z kolorów wcześniejszych (niż XVI wiek, kiedy zaczęto używać tej flagi) herbów: trzech koron i starszego herbu średniowiecznej dynastii królewskiej Folkungów. Kształt natomiast, tak zwany krzyż nordycki, Szwedzi (jak i reszta Skandynawii, a także podobno Anglicy) splagiatowali z duńskiej Dannebrog, która według legendy spadła z nieba duńskiemu królowi Waldemarowi II podczas wyprawy krzyżowej do Estonii w 1219 roku.


Szwedzi lubią swoją flagę: nie tylko chętnie i często wywieszają ją przed domami, ale także nadrukowują gdzie się da, na przykład na kartkach urodzinowych. Z jakiegoś powodu szczególnie na takie nadruki podatne jest wyposażenie letnich przyjęć na świeżym powietrzu, a więc jednorazowe talerzyki, kubki i serwetki, a także dekoracje do takich imprez, jak serpentyny czy małe flagi nanizane na sznurki (do zawieszenia gdzieś) albo zatknięte na wykałaczki (do wbicia w coś). Miły zwyczaj, chociaż też wydaje mi się, że wycieranie ust po jedzeniu w narodową flagę to już jest odrobinę za dużo.


Z drugiej strony, zdarzyło mi się ostatnio czytać o przypadkach szkół, w których zabroniono nie tylko wywieszania flagi, ale też obnoszenia się z jakimikolwiek szwedzkimi symbolami - a więc na przykład noszenia koszulek z flagą lub herbem, a nawet z emblematami reprezentacji piłkarskiej. Uzasadniano to tym, że uczniowie-imigranci mogliby poczuć się urażeni takim manifestowaniem narodowych uczuć. Zakaz dotyczy też śpiewania hymnu - chociaż doprawdy, trudno chyba o hymn mniej agresywnie wyrażający narodowe uczucia niż szwedzki. Jego tekst głównie sławi piękną przyrodę Północy, a nazwa kraju nawet w nim nie pada (co czyni "Mazurek Dąbrowskiego" jedynym hymnem narodowym świata, w którym mowa jest wprost o Szwecji!). To chyba przykład poprawności politycznej, która zaszła już nieco za daleko...


W ramach świętowania zainaugurowano dzisiaj także festiwal LOVE Stockholm 2010, który potrwa do dnia ślubu księżniczki Wiktorii, 19 czerwca.


Uważny obserwator mógł zaś wypatrzyć parę dość osobliwych postaci:


sobota, 5 czerwca 2010

Spacery po okolicach


Niedaleko miejsca, gdzie mieszkam, znajduje się sztuczny stok narciarski. Mimo że sport ten jest mi nieobcy, jakoś nie wybrałam się na niego zimą, dopiero teraz. Niestety, w związku z tym zamiast wjechać na szczyt wyciągiem musiałam wspiąć się o własny siłach, a potem, co gorsza, również o własnych siłach zejść. Oto jakie widoki roztaczają się z góry.





Stok ten znajduje się w Hammarby sjöstad - nowej mieszkalnej dzielnicy Sztokholmu, wybudowanej w miejscu dawnych terenów portowych, nowoczesnej i ekologicznej, pełnej światła i wody, poprzecinanej kanałami.




czwartek, 3 czerwca 2010

Czarny Dym


Wielbicieli serialu "Zagubieni" chciałam zawiadomić, że Czarny Dym nawiedza nie tylko tajemnicze wyspy na Pacyfiku, ale także zupełnie niewinne wysepki jeziora Melar.