Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2012

Wieża

Jakoś tak nie mam ostatnio niczego ciekawego do powiedzenia, więc zamiast tego - obrazek. Kolejny z serii ilustracji do moich smutnych baśni.

Przy okazji chciałam dodać, że to już czterechsetny post na niniejszym blogu!

Kiedy znów będzie lato?

Nadeszła, nieubłaganie, zima. W Greifswaldzie pierwszym jej sygnałem było ustawienie na rynku wielkiej choinki, a następnie obstawienie jej dookoła Weihnachtsmarktem. Jako znak historycznej łączności Pomorza Przedniego ze Szwecją, oprócz niemieckiego Gluhweinu można na greifswaldzkim Weihnachtmarkcie dostać między innymi szwedzki glögg!

Potem spadł śnieg. Padał z większymi i mniejszymi przerwami chyba przez tydzień, aż całe miasto pod nim zniknęło. A wtedy zaczęły dziać się rzeczy dziwne, pojawiać się na chwilę, by następnego dnia zniknąć bez śladu - jak wielki bałwan stojący na straży granic starego miasta czy śnieżne graffiti, bardzo słuszne w treści, na ścianie ratusza. 


Ach, żeby i zima mogła tak szybko i bez śladu zniknąć!

 Warmth! I need warmth!

Po drugiej stronie Niemiec

Na dalekim południu Niemiec, we frankońskim Würzburgu, krajobraz jest zupełnie odmienny niż u nas na północy. Ceglany gotyk ustępuje miejsca wybujałemu barokowi, a nadmorskie sosny winnicom. Jakoś bliżej stąd się wydaje do świata śródziemnomorskiego niż bałtyckiego. 


Podobno mówi się tu gwarą o nazwie mainfränkisch (meefränggisch według samych jego użytkowników), czyli... menofrankońską...?

Niebezpieczne nagrobki

Ze względu na dzisiejszą datę pozwolę sobie nie porzucać jeszcze cmentarnego tematu z poprzedniej dygresji. A to dlatego, bo opisany przeze mnie spacer nie był jedynie okazją do podziwiania widoków i snucia refleksji. Jak widać na powyższym zdjęciu, nie obyło się też bez chwil zagrożenia ze strony obluzowanych, gotowych w każdej chwili paść na niczego niepodejrzewającego przechodnia, nagrobków!

Omnia vanitas

Korzystając z być może ostatniej tej jesieni pogodnej niedzieli, wybrałam się na spacer po okolicy - i skończyłam na niedalekim Alter Friedhof, starym cmentarzu. 


Zaraz po przekroczeniu furtki ogarnia wrażenie bycia w niezwykłym, niemal fantastycznym miejscu. Gałęzie wielkich drzew wiszą nisko, tworząc nad odwiedzającym cmentarz sklepienie i tłumiąc słońce, które tylko miejscami prześwituje przez pomarańczowe liście, niczym przez kościelny witraż. Ziemia pokryta jest liśćmi i gęstym bluszczem, który oplata też pnie, płoty i płyty nagrobne. Te zaś - najmłodsze z nich mają po pół wieku - sterczą pod dziwnymi kątami, niektóre ledwo wystają na powierzchnię, na wielu nie da się już odczytać napisów. I cisza, w której rozlega się tylko hałas opadających liści.


Miejsce potrójnej vanitas: w ludziach, którzy tu spoczywają - ludzkiego życia, w chylących się ku ziemi nagrobkach - ludzkich dzieł, w przechodzącej ze złota do szarości jesieni - samej natury.




Ręka opatrzności 2

A skoro już jesteśmy przy rowerach - należy pamiętać, żeby je odpowiednio zabezpieczać. W przeciwnym razie grozi im to samo, co brukselskim samochodom.

Miasta uniwersyteckie 2

Nie tylko ludzi robi się pełno w miastach uniwersyteckich - nie tylko w Greifswaldzie - gdy zaczyna się semestr. Wystarczy porównać zdjęcie chodnika przed moim instytutem, które już kiedyś tutaj zamieszczałam: 

...z takim oto, zrobionym w innym europejskim mieście, z uniwersytetem kojarzącym się, jak mało które:


 W Oksfordzie, mianowicie. I jeszcze jedno uniwersyteckie miasto: Uppsala. Ono w rowery wręcz opływa:

Suknie i samoloty

Czytaczka Magda długo musiała czekać, aż zabiorę się do zrealizowania złożonego przez nią niegdyś zamówienia. Ale w końcu się zmobilizowałam, a nawet postanowiłam spróbować być ambitna i porwać się na coś, od czego do tej pory na ogół trzymałam się z daleka: kolor. A żeby było jeszcze ambitniej, kolor i fałdy. I oto jest:

Jako że przy jej rysowaniu inspirowałam się filmem "Hero", zdecydowałyśmy się wspólnie z Czytaczką Magdą zatytułować rysunek "Wojowniczka wuxia w czerwieni".
Tymczasem moje rodzeństwo wyraża krytykę, że dominującą tematyką mojej, ekhem, twórczości, są "panie w sukniach" i że powinnam rysować też, cytuję, "samoloty i wyścigówki". No to narysowałam:

Niestety, i tym razem jakoś nie byli usatysfakcjonowani. Niektórym to się nie da dogodzić!

A tymczasem w Poznaniu

Ze szczególnymi pozdrowieniami dla Czytaczki Kolleander:)

Ekstremalne wyprawy, czyli o międzynarodowym spisku kolejarzy i operatorów sieci komórkowych

Moje opowieści o tegorocznych podróżach zakończę (?) relacją o tej, która okazała się najbardziej ekstremalną: zeszłotygodniową wyprawą do Poznania
Wcale się na taką nie zapowiadała. Plan był następujący: pociąg regionalny z Greifswaldu do Berlina, dziesięć minut na przesiadkę i dalej EuroCity do Poznania. Czas podróży: niecałe sześć godzin.
Pierwszy pociąg już do Greifswaldu przyjechał jakieś dziesięć minut spóźniony "z powodu usterki technicznej" (w niemieckich pociągach, germańskim zwyczajem, zawsze podają na bieżąco informacje o tym, jak się rzeczy mają). Wprawdzie Greifswald jest dopiero trzecim przystankiem na trasie tego pociągu, zaledwie dwadzieścia minut po wyjeździe ze stacji początkowej, a zatem już dość wcześnie na opóźnienie, ale nie zaniepokoiłam się zbytnio: takie opóźnienia da się nadrobić, a poza tym w Niemczech - w których, z mojego dotychczasowego doświadczenia, spóźnienia zdarzają się dużo częściej niż można się spodziewać - pociągi często czekają na…

Jak Niemcy obchodzą święta narodowe

Wcale.
Dzisiaj w Niemczech Święto Zjednoczenia. Z tej okazji mamy dzień wolny od pracy - i tyle. Żadnych parad, koncertów czy wywieszonych flag. 
Mnie natomiast dzisiaj w ramach święta ogarnął leń i zamiast wdawać się w analizy i wyjaśnienia, zalinkuję tylko komiks na temat.
P.S. Moi szpiedzy donoszą, że w Monachium było dzisiaj świętowanie. W Bawarii wszystko jest inne:P

Mind your step reloaded

W drodze powrotnej z Islandii spędziłam jeszcze tydzień w Anglii. Po raz kolejny próbując uchwycić ulotne "coś", tę subtelną różnicę, która sprawia, że ten kraj wydaje się inny niż cała reszta Europy. Wciąż mi to jednak umyka.
A poza tym w Anglii bez większych zmian. Na przykład, miejscowi wciąż mają problemy z przemieszczaniem się.



Poza tym Anglicy w tym sezonie boją się:
- głębi wód Tamizy,

- niskich drzew zwisających nad londyńskimi ulicami,

- złodziei czających się na parkingach,

- stania się przedmiotem, który utyka w drzwiach metra, tworząc przestoje,

- a także picia alkoholu na klombach.

Czego dowiedziałam się na Islandii

1. Przejeżdżając przez bród, należy zwolnić, bo jak się przejeżdża za szybko, można zalać miskę olejową. Przejeżdżanie przez brody to nieodłączny element podróżowania po islandzkim interiorze, bo - jak wspominałam poprzednio - chyba każda tamtejsza droga raz po raz przebiega sobie w najlepsze w poprzek rzeki.

2. Dlatego też jedynym odpowiednim pojazdem do zwiedzania islandzkiego interioru - oprócz rejsowego autobusu o wysokim podwoziu - jest samochód terenowy z napędem na cztery koła. Pewnego razu zaobserwowałyśmy z Moją Sista taki samochód w centrum Reykjavíku, jak przestawiał brzozę. Brzoza chyba bardziej na tym ucierpiała. Oczywiście, wziąć należy pod uwagę wielkość islandzkich brzóz:


3. Islandzkie wypożyczalnie samochodów nie obawiają się zbytnio, że ich samochody mogłyby zostać skradzione. Jak powiedziała pani z wypożyczalni: „Złodzieje i tak daleko nie zajadą!”.

4. Przejeżdżając przez islandzki interior konno, należy wziąć dwa zapasowe konie i regularnie zmieniać. Od razu uprze…

Islandzkie zakazy

Tam, gdzie nie wystarczają ostrzeżenia, trzeba posunąć się do zakazów. Na Islandii głównie zakazują chodzenia po różnych miejscach (to zapewne dlatego tak duża część kraju jest niezamieszkana!). A czego poza tym?








Najwięcej miejsca poświęca się natomiast kwestii jeżdżenia po górach. Islandzkie górskie trasy, trudnodostępne i poprzecinane rzekami oraz strumieniami, to nie przelewki!