niedziela, 30 maja 2010

Pijacka logika, część 2

Trochę zwlekałam z obiecaną kontynuacją tematu z poprzedniej dygresji, ale wreszcie jest! Będzie to zarazem wyjaśnienie, o co właściwie chodzi w przedstawionym tam plakacie: na czym polega innowacyjność pomysłu, który według twórców tej reklamy doprowadziłby do tak katastrofalnych skutków? Otóż: nowością tą byłoby dopuszczenie do sprzedaży w zwykłych sklepach spożywczych napojów o zawartości alkoholu wyższej niż 3,5%. Obecnie bowiem w supermarkecie dostać można jedynie tzw. lättöl, lekkie piwo, natomiast po cokolwiek mocniejszego udać się trzeba do jednego z państwowych sklepów monopolowych Systembolaget. Sklepów tych jest w Szwecji 410 (w tym 22 w Sztokholmie), są zamknięte w niedziele (do 2000 roku też w soboty), a zakupów dokonać można tylko po przekroczeniu 20. roku życia. Gdy zdarza mi się tam udać, mam okazję poczuć się bardzo młodo, bo zawsze proszą mnie o pokazanie dowodu osobistego (czasem proszą o to także osoby towarzyszące, jako część bardzo aktywnej akcji Systembolaget mającej zapobiegać kupowaniu alkoholu dla młodzieży przez osoby starsze).

Natomiast w okolicach o małej gęstości zaludnienia (w górach i na północy Szwecji), gdzie na ogół nie ma w ogóle sklepów monopolowych, alkohol można sobie zamówić z katalogu u przedstawiciela Systembolaget (np. w lokalnym supermarkecie). Wymaga to jednak nieco planowania, szczególnie przed większymi świętami, jak pokazuje poniższe ogłoszenie, które wypatrzyłam w zeszłym roku na tablicy w miejscowości Abisko (w Laponii): tabela pokazuje kiedy można się spodziewać realizacji zamówienia, jeżeli złoży się je przed Bożym Narodzeniem, Nowym Rokiem i Świętem Trzech Króli.


Alkohol to w Szwecji niemal odwieczny problem, szczególnie w jej północnych regionach - i szczerze mówiąc nie ma się co szczególnie dziwić, biorąc pod uwagę tamtejsze temperatury, ciemność i brak kogokolwiek, do kogo można by gębę otworzyć, zważywszy na to, że od sąsiadów dzielą tam zwykle duże odległości. W wielu gospodarstwach wytwarzało się (i nadal się to robi, ale to już inna historia) alkohol na własny użytek, co prowadziło nie tylko do problemów zdrowotnych i społecznych, ale także do tego, że duża część zbiorów zboża i ziemniaków szła właśnie na tę produkcję. W XIX wieku zaczęły więc powstawać ruchy abstynenckie oraz lokalne monopole. W 1917 roku wprowadzono tzw. motbok, czyli książeczkę, w której sprzedawca wpisywał ilość zakupionego przez danego obywatela alkoholu. Wiązało się to z tym, że jednocześnie obowiązywały limity (głównie dotyczące wódki), których wysokość zależała od dochodu, płci i pozycji społecznej - np. osoba bezrobotna czy zamężna kobieta mogły zapomnieć o jakimkolwiek przydziale. W 1922 roku przeprowadzono referendum dotyczące wprowadzenia całkowitej prohibicji - prawie się to udało, bo aż 49% społeczeństwa zagłosowało za.

Wreszcie, w 1955 roku połączono wszystkie lokalne monopole w jeden Systembolaget, jednocześnie zlikwidowano motbok wraz z limitami i ujednolicono reguły. Tradycyjnie sklepy monopolowe w Szwecji nie były samoobsługowe - jako element programu zniechęcania obywateli do tego rodzaju zakupów; zaczęło się to stopniowo zmieniać dopiero od 1990 roku. Z drugiej strony można w takim sklepie liczyć na fachową poradę dotyczącą na przykład doboru odpowiedniego gatunku wina.

Problem powstał przy okazji wstąpienia Szwecji do Unii Europejskiej, która wykazuje ograniczone zrozumienie dla tego rodzaju monopoli - wprawdzie przed przystąpieniem do UE Szwecja zastrzegła sobie możliwość zachowania Systembolaget, a także stopniowo obniżała limity na wwóz alkoholu z innych krajów unijnych, jednak nie obywa się też bez różnorakich tarć. Na przykład w 2007 Trybunał Sprawiedliwości UE stwierdził, że istnienie monopolu jest wbrew unijnemu prawu i w związku z tym Szwedzi mają prawo kupować sobie alkohol przez internet.

W każdym razie, jak widać na przykładzie przedstawionego przeze mnie plakatu, a także krótkiej prezentacji, jaką znalazłam ostatnio na stronie Systembolaget, nie ustaje on w przekonywaniu Szwedów o słuszności swojego istnienia (inne akcje reklamowe promują też na przykład pokazywanie dowodu przy zakupie oraz odmawianie nastolatkom, gdy próbują na nas wymusić kupienie alkoholu dla nich - łącznie ze wskazówkami, jakich argumentów użyć do zbycia spragnionej latorośli). Z jednej strony rozumiem, że jest to lokalny, sprawdzony sposób na lokalne problemy i trudno oczekiwać, że Szwedzi łatwo zaakceptują rozwiązania narzucane im przez kraje o zupełnie odmiennych tradycjach i kulturze picia alkoholu (które stanowią przecież większość w Starej Unii). Z drugiej - nie wiem, czy najlepszą drogą przekonywania o swojej słuszności jest straszenie ludzi rzeczami, które w prawie całej Europie są zupełnie normalne i jak dotąd nie doprowadziły do destrukcji życia społecznego ani zagłady cywilizacji, jak "Będziesz mógł kupić wino w tym samym miejscu, co artykuły spożywcze" tudzież "Wiele sklepów, w których będzie można kupić alkohol, jest otwartych dłużej, niż sklepy Systembolaget." Nie oszukujmy się, Szwedzi na ogół nie uważają, że alkohol jako taki to ZŁO (gdyby tak było, cały ten system nie byłby potrzebny) i tego rodzaju hasła raczej będą brzmieć jako argumenty za zniesieniem monopolu. Ale może po prostu ja, z moim kontynentalnym małym rozumkiem, jak zwykle czegoś w rozumowaniu kosmicznego narodu nie pojmuję.

wtorek, 25 maja 2010

Pijacka logika


Już dawno zamierzałam zabrać się za ten temat, jednak stwierdziłam, że mój wywód byłby niekompletny bez powyższego plakatu, a znowu plakat byłby niekompletny bez tłumaczenia. Trochę się z tym ociągałam, ale wreszcie jest - choć, przyznam, dość swobodne i pozostawiające wiele do życzenia pod względem estetycznym. Poza tym przetłumaczyłam tylko główne hasła, ale gdyby kogoś ciekawiło także to, co napisano drobnym drukiem, proszę pytać w komentarzach. Obrazki można oczywiście powiększyć klikając w nie.


Plakat pochodzi z zeszłorocznej akcji reklamowej Systembolaget, czyli szwedzkiego monopolu alkoholowego i przedstawia czarny scenariusz tego, co by się stało, gdyby monopol zlikwidować. W skrócie: śmierć i zachwianie solidarności społecznej. Sama nie wiem, co gorsze. Jest to przykład niezwykle pokrętnego rozumowania w prawdziwie szwedzkim stylu, którego ukoronowaniem jest tekst w prawym dolnym rogu. Tytuł tego dzieła - fyllelogik, pijacka logika - uważam za niezwykle trafny: autorzy wprawdzie mieli tu chyba na myśli logikę związaną z piciem, ja jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że chodzi o logikę osoby pijanej. Nie dziwi Was chyba, że oprawiłam sobie ten plakat w ramki i zawiesiłabym na ścianie, gdybym tylko w moim obecnym lokum miała możliwość wbijać w nią gwoździe. Zostawiam Was na razie, drodzy Czytacze, z plakatem i jego tłumaczeniem - to swego rodzaju zwiastun następnej dygresji, w której mam zamiar rozwinąć temat monopolu. A na razie sobie pokontemplujcie.

niedziela, 23 maja 2010

Naprawdę poważne ostrzeżenie

"Ostrzeżenie! Te drzwi są bardzo ciężkie, zupełnie nie takie lekkie jak te, które właśnie otworzyłeś. Poważnie! Jeśli miałoby się zdefiniować ciężkość tych drzwi, trzeba by je nazwać bardzobardzobardzobardzobardzobardzobardzobardzobardzo- bardzobardzobardzobardzosupermega ciężkimi!"

czwartek, 20 maja 2010

Wiesz, że to już lato, kiedy...

...SL włączyło klimatyzację w środkach komunikacji publicznej. W końcu już drugi tydzień mamy temperatury przekraczające 15 stopni, z pewnością wszyscy są już zmęczeni tym długotrwałym upałem i potrzebują chwili wytchnienia chociaż wtedy, gdy wsiadają do kolejki!

A pomyśleć, że jeszcze w zeszłym tygodniu w autobusach ogrzewanie było odkręcone na pełen regulator. Czyżby rzeczy te działały na zasadzie albo-albo? Co się stało z zasadą lagom är bäst?

wtorek, 18 maja 2010

niedziela, 16 maja 2010

Kurhany


Po starożytnych kurhanach w Starej Uppsali, jak widać powyżej, chodzić nie należy. I bardzo słusznie - wszak nie dość, że starożytne (jak na tę część świata, konkretnie z V lub VI wieku n.e.), to kryją archeologiczne skarby, no i grobowce. Jak się przypuszcza na podstawie informacji z kilku dawnych kronik i sag, głównie staronordyckiej Sagi o Ynglingach Snorriego Sturlusona i staroangielskiego poematu o Beowulfie, leżą w nich wodzowie Aun, Egil i Adils.


A tak przy okazji polecam lekturę mitologii germańskiej (po polsku na przykład książkę na ten temat Artura Szrejtera), albo Eddy Poetyckiej, albo sag islandzkich (dla początkujących polecam chociażby Sagę o Njalu) - są to pozycje dostępne w większości bibliotek. Zapewniam, czegoś tak dziwnego, niezwykłego, żeby wręcz nie powiedzieć odjechanego, dawno nie czytaliście.

piątek, 14 maja 2010

Skansen


Skans to szwedzkie słowo oznaczające szaniec, jednak wchodząc do języka polskiego - w formie określonej, skansen - otrzymało znaczenie dość dalekie od pierwotnego: muzeum na świeżym powietrzu. A to za sprawą Artura Hazeliusa, który w 1891 roku założył w Sztokholmie muzeum-park mające prezentować życie w różnych regionach Szwecji w XIX wieku, przed rewolucją przemysłową. A że powstało ono w miejscu dawnego szańca (wzniesionego przez króla Karola XIV Jana dla jego syna), nazwano je po prostu Skansen - a po polsku słowem tym zaczęto określać wszystkie muzea tego typu.


W Skansenie w Sztokholmie podziwiać można nie tylko tradycyjne budynki, ale też ekspozycje związane ze szwedzką tradycją, jak na przykład Dalahästar, malowane na czerwono koniki z regionu Dalarna, znane każdemu, kto kiedykolwiek przechadzał się po jakimkolwiek sklepie ze szwedzkimi pamiątkami. Te na zdjęciu poniżej okazały się być wyśmienitym źródłem rozrywki nie tylko dla młodych gości Skansenu:)


Poza tym część Skansenu poświęcona jest zwierzętom Skandynawii - przechadzają się tam one po wybiegach urządzonych wśród skał i drzew. Można podziwiać m.in. niedźwiedzie, łosie, renifery, żubry, foki czy wilki. Rysie oraz rosomaki odmówiły pokazywania się publicznie.



Inne zwierzęta spotkać można też poza wybiegami.


Oczywiście także w Skansenie nie zapomina się o bezpieczeństwie! Na przykład zagrożeniom epidemiologicznym zapobiega się unikając karmienia świń.


A niesławny klämrisk przypomina o sobie m.in. w okolicach kolejki górskiej.

poniedziałek, 10 maja 2010

Windą na Globen


Globen zdobyty! Po ważących 7o ton szynach, siedmiotonową gondolą, wjechaliśmy 100 metrów na szczyt wielkiej białej kuli, na wysokość 130 metrów n.p.m.


Oto jak wygląda Sztokholm podziwiany z tej wysokości:

sobota, 8 maja 2010

Prezenty

Jak pokazują poniższe fotografie, niektórzy z Czytaczy poważnie podchodzą do apeli wygłaszanych przeze mnie w moich dygresjach - a szczególnie w jednej. Chciałabym z tego miejsca niniejszym serdecznie podziękować:)!



czwartek, 6 maja 2010

Antyklämrisk

Nigdy nie byłam w Irlandii, a po filmie, który miałam okazję niedawno obejrzeć - chyba się na to nie odważę! "A Film With Me In It", wyprodukowany i dziejący się w tym właśnie kraju, można potraktować jako przestrogę dla osób, które - jak ja - lekceważą sobie i się wyśmiewają ze szwedzkiej klämriskowej przezorności. Tematem filmu jest bowiem seria nieszczęśliwych wypadków z udziałem półek, żyrandoli, chybotliwych stołków, śrubokrętów, stojaków na klarnety oraz okien, do których dochodzi w ciągu jednego popołudnia w jednym mieszkaniu, a która prowadzi do śmierci czworga osób i psa... Człowiek nagle zaczyna widzieć świat tak, jak go musi widzieć przeciętny Szwed: jako niezwykle niebezpieczne miejsce, gdzie wszystko tylko czyha, żeby zrobić nam krzywdę.

niedziela, 2 maja 2010

Rocznica

Jak ten czas leci! Kto by pomyślał, że już rok upłynął, odkąd, ulegając niecnym namowom różnych osób oraz wewnętrznym podszeptom, żeby zacząć uprzykrzać szerszej rzeszy ludzi życie moją pisaniną, wynurzeniami, spostrzeżeniami i wymądrzaniem się, postanowiłam zacząć pisać niniejszego bloga. Przyznać należy, że byłam w tym czasie szczególnie mało odporna na ataki tego rodzaju namów i podszeptów, ponieważ ze względu na zagipsowaną nogę byłam do pewnego stopnia unieruchomiona i spragniona życiowych urozmaiceń. W każdym razie, z perspektywy tego roku stwierdzam, że cieszę się, że uległam. A z okazji okrągłej rocznicy chciałabym serdecznie podziękować wszystkim Czytaczom, a szczególnie Czytaczom-komentatorom, dzięki którym wiem, że moje słowa nie wylatują w internetową próżnię. A zapewniam - to bardzo przyjemna świadomość.

Na koniec jeszcze zadedykuję samej sobie i niniejszemu blogowi okolicznościową piosenkę:



sobota, 1 maja 2010

Niech się święci Pierwszy Maja!


Pojawiam się tu ostatnio coś częściej niż zwykle, ale reporterski obowiązek wymaga: dzisiaj w centrum Sztokholmu natknęliśmy się na pochód z okazji - jak to kiedyś wyczytałam na afiszu wzywającym do wzięcia w nim udziału - jedynego święta w kalendarzu niemającego pochodzenia religijnego ani burżuazyjnego.


Pochód nie był zbyt imponujący liczebnie (całą jego długość prezentuje pierwsze zdjęcie), a hasła na transparentach zbyt innowacyjne: wzywały Szwecję do wystąpienia z Unii Europejskiej, proletariuszy wszystkich krajów do łączenia się, ogół do walki z amerykańskim imperializmem, a na koniec do czegoś związanego z Iranem, ale niestety nie wiem, do czego, ponieważ język tego kraju, w którym, jak się domyślam, wypisane było hasło na transparencie, jest mi zupełnie nieznany.


Tymczasem okręt wojenny imperialisty w najlepsze zacumował sobie w środku miasta i naruszał spokój publiczny oddając saluty.


"Tu twoje dziecko upijało się dziś w nocy do nieprzytomności"

- taki nagłówek rzucił mi się w oczy na pierwszej stronie szwedzkiej popołudniówki, okraszony zdjęciami policjantów pochylających się nad pijanymi nastolatkami. Wszak wczorajsza noc to była Noc Walpurgi!


A w miejscu, w które się udałam, było spokojnie. Na skraju wyspy Riddarholmen, nad brzegiem jeziora Melar, naprzeciwko ratusza, zapłonęło wielkie ognisko. Zaś na niewielkiej scenie obok przedstawiano program artystyczny.