Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2011

Premier w zatrzaśniętej windzie

Problemy mieszkaniowe w Sztokholmie dotykają nie tylko zwykłych obywateli. Ostatnio nawet premier, Fredrik Reinfeldt, został wraz z rodziną zmuszony do opuszczenia dotychczasowego miejsca zamieszkania i poszukania sobie innego lokum. Oficjalna rezydencja szwedzkich premierów - Pałac Sagera* - jak podaje dzisiejsza prasa, jest w tak kiepskim stanie technicznym, że nie nadaje się dla rodziny z dziećmi. Premier narzekał podczas dzisiejszej konferencji prasowej, że jest w nim zimno, część okien się nie otwiera, a wentylacja jest tak zła, że bywało, że zwykłe pieczenie i smażenie kończyło się interwencją straży pożarnej.

Ponieważ jednak jestem wredna, najbardziej spodobała mi się historia o tym, jak to premier kilkukrotnie zatrzasnął się w pałacowej windzie i w związku z tym spóźnił na samolot, którym miał polecieć z państwową wizytą. Ciekawe, swoją drogą, czy winda ta zaopatrzona jest w wewnętrzne drzwi, a jeżeli nie, to czy widnieje w niej odpowiednie ostrzeżenie. Nie można wszak dopuścić…

Szwedzka ekspansja

O ekspansji terytorialnej Szwedzi zapomnieć musieli na początku XIX wieku. No to przerzucili się na inne formy ekspansji, rozrzucając ślady swojej działalności w różnych częściach świata. Nie wszędzie da się postawić charakterystyczny, żółto-niebieski magazyn meblowy, ale, jak się okazuje, to kosmicznemu narodowi bynajmniej nie przeszkadza w dotarciu do najdalszych zakątków Ziemi. Oto co wypatrzył, na przykład, Mój Brader na Przylądku Horn:


Niemal to samo, co można bez trudu wypatrzyć w Sztokholmie. Przy okazji, jak widać, w prawdziwie szwedzkim duchu i tutaj Szwedzi dbają przede wszystkim o bezpieczeństwo!

Strefa niebezpieczna

...wyłania się znienacka na świątecznym spacerze.

Klämrisk a sztuka konwersacji

Klämrisk, jak się okazuje, jest dobry na wszystko. Na przykład jeżeli przy świątecznym stole będziecie się, drodzy Czytacze, zastanawiać nad dobraniem odpowiedniego tematu rozmowy, możecie zawsze skorzystać z wzorców zaproponowanych w szwedzkiej telewizji, a konkretnie w bardzo popularnym serialu komediowym "Solsidan". Główny bohater tegoż, niejaki Alex, człowiek niemal całkowicie pozbawiony asertywności, trafia w jednym z odcinków na przyjęcie z okazji czterdziestych urodzin swojego kolegi i sąsiada, Ovego. Brak asertywności jest tu o tyle znaczący, że Ove to rodzaj osoby, na której przyjęcie nikt nie dałby się zaciągnąć z własnej woli (a już tym bardziej wkopać w wygłoszenie na nim okolicznościowej mowy, co również staje się udziałem bohatera. A okolicznościowe mowy to dla Szwedów ważna sprawa). Tam to właśnie jeden z gości odzywa się do Aleksa w te słowy:

Ach, to szwedzkie poczucie humoru... Przecież firma Gillekakor nie produkuje fińskich paluszków!

Przy okazji wszystk…

Koniec świata?

Pod wieczór znad morza przypełzła gęsta, skłębiona chmura. Połknęła połowę Sea Towers, połknęła Oksywie i zaczęła pęcznieć, pełznąc w głąb lądu wzdłuż basenu portowego. "Czy to koniec świata?" - zastanowił się kierowca przejeżdżającej furgonetki. No cóż - zobaczymy!

Kury w metrze, czyli wygrzebane z archiwum 4

Wobec braku pomysłów na nowe dygresje, postanowiłam znów sięgnąć do archiwum. Tym razem sięgnęłam naprawdę głęboko, do dawnych, dawnych czasów: zanim jeszcze powszechne stały się aparaty cyfrowe, kiedy taśmę filmową się oszczędzało, a nie marnowało na jakieś pierdoły w rodzaju fotografowania tabliczek ostrzegawczych. Zważywszy na to, że obecnie w ciągu tygodniowego wyjazdu robię zwykle koło ośmiuset zdjęć, nierzadko się zastanawiam, jak sobie wtedy radziliśmy: jedynie 24 - no, w porywach 36 - klatek na całe wakacje?! Trudno uwierzyć, a jednak, kiedyś tak było!

Co wówczas robił miłośnik dziwnych znaków i tabliczek, oszczędzający kliszę? Otóż uciekał się do metod jeszcze bardziej archaicznych: brał w dłoń ołówek lub długopis oraz kartkę papieru i znak przerysowywał! Mnie akurat znaleźć odpowiednie narzędzia było tym łatwiej, że od dawna już mam zwyczaj w ciągu wszystkich swoich wyjazdów prowadzić notatniki z zapiskami i refleksjami z podróży (niektórzy Czytacze mieli okazję się zapozna…

Śmierć królom

Są ponoć ludzie, którzy uważają, że historia jest nudna. Domyślam się, że ludzi tych skrzywdzili okrutnie w czasach szkolnych ich nauczyciele historii - bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że kogoś nudzą te niezliczone rzesze żyjących w przeszłości ludzi wyczyniających rzeczy tak zadziwiające, szalone, genialne, wyjątkowe, przełomowe, idiotyczne, czy błyskotliwe...

Ot, taki na przykład kapitan Anders Lindeberg, na którego natknęłam się całkiem niedawno. Żył on w Szwecji w pierwszej połowie XIX wieku, w czasach gdy tron szwedzki (a także norweski, ale to już nieco inna historia) zajmował niejaki Jean Baptiste Bernadotte, nie mniej ciekawa postać zresztą: syn prawnika z francuskiego miasta Pau, zanim stał się założycielem panującej do dziś w Szwecji dynastii królewskiej, podjął się kariery wojskowej. Rozpoczął ją jeszcze przed rewolucją francuską, a kontynuował w armii rewolucyjnej i potem napoleońskiej, gdzie dorobił się tytułu marszałka.

To był jednak tylko początek jego wspinaczki po d…

Punkt widokowy

Moi sąsiedzi już nie muszą nadwyrężać nóg, żeby móc podziwiać piękno Gdyni!

Zakaz hulania

Zagadka nadesłana przez Czytaczkę Monikę: gdzie znajduje się taki zakaz i dlaczego?



Osobiście stawiam na jakiś budynek uniwersytecki, w którym studenci i doktoranci za dużo sobie hulali na hulajnogach, co groziło katastrofalnymi skutkami dla wyposażenia laboratoriów naukowych. Ale może Czytacze mają inne domysły...?

Praca na wysokości

Tak się składa, że w Gdyni teżremontują dworzec. I również z tej okazji obwiesili go plakatami, a na tych plakatach również umieścili adresy internetowe. Przekaz jest może nieco bardziej prozaiczny, ale za to - jakże klämriskowy!