Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2012

Niebezpieczne nagrobki

Ze względu na dzisiejszą datę pozwolę sobie nie porzucać jeszcze cmentarnego tematu z poprzedniej dygresji. A to dlatego, bo opisany przeze mnie spacer nie był jedynie okazją do podziwiania widoków i snucia refleksji. Jak widać na powyższym zdjęciu, nie obyło się też bez chwil zagrożenia ze strony obluzowanych, gotowych w każdej chwili paść na niczego niepodejrzewającego przechodnia, nagrobków!

Omnia vanitas

Korzystając z być może ostatniej tej jesieni pogodnej niedzieli, wybrałam się na spacer po okolicy - i skończyłam na niedalekim Alter Friedhof, starym cmentarzu. 


Zaraz po przekroczeniu furtki ogarnia wrażenie bycia w niezwykłym, niemal fantastycznym miejscu. Gałęzie wielkich drzew wiszą nisko, tworząc nad odwiedzającym cmentarz sklepienie i tłumiąc słońce, które tylko miejscami prześwituje przez pomarańczowe liście, niczym przez kościelny witraż. Ziemia pokryta jest liśćmi i gęstym bluszczem, który oplata też pnie, płoty i płyty nagrobne. Te zaś - najmłodsze z nich mają po pół wieku - sterczą pod dziwnymi kątami, niektóre ledwo wystają na powierzchnię, na wielu nie da się już odczytać napisów. I cisza, w której rozlega się tylko hałas opadających liści.


Miejsce potrójnej vanitas: w ludziach, którzy tu spoczywają - ludzkiego życia, w chylących się ku ziemi nagrobkach - ludzkich dzieł, w przechodzącej ze złota do szarości jesieni - samej natury.




Ręka opatrzności 2

A skoro już jesteśmy przy rowerach - należy pamiętać, żeby je odpowiednio zabezpieczać. W przeciwnym razie grozi im to samo, co brukselskim samochodom.

Miasta uniwersyteckie 2

Nie tylko ludzi robi się pełno w miastach uniwersyteckich - nie tylko w Greifswaldzie - gdy zaczyna się semestr. Wystarczy porównać zdjęcie chodnika przed moim instytutem, które już kiedyś tutaj zamieszczałam: 

...z takim oto, zrobionym w innym europejskim mieście, z uniwersytetem kojarzącym się, jak mało które:


 W Oksfordzie, mianowicie. I jeszcze jedno uniwersyteckie miasto: Uppsala. Ono w rowery wręcz opływa:

Suknie i samoloty

Czytaczka Magda długo musiała czekać, aż zabiorę się do zrealizowania złożonego przez nią niegdyś zamówienia. Ale w końcu się zmobilizowałam, a nawet postanowiłam spróbować być ambitna i porwać się na coś, od czego do tej pory na ogół trzymałam się z daleka: kolor. A żeby było jeszcze ambitniej, kolor i fałdy. I oto jest:

Jako że przy jej rysowaniu inspirowałam się filmem "Hero", zdecydowałyśmy się wspólnie z Czytaczką Magdą zatytułować rysunek "Wojowniczka wuxia w czerwieni".
Tymczasem moje rodzeństwo wyraża krytykę, że dominującą tematyką mojej, ekhem, twórczości, są "panie w sukniach" i że powinnam rysować też, cytuję, "samoloty i wyścigówki". No to narysowałam:

Niestety, i tym razem jakoś nie byli usatysfakcjonowani. Niektórym to się nie da dogodzić!

A tymczasem w Poznaniu

Ze szczególnymi pozdrowieniami dla Czytaczki Kolleander:)

Ekstremalne wyprawy, czyli o międzynarodowym spisku kolejarzy i operatorów sieci komórkowych

Moje opowieści o tegorocznych podróżach zakończę (?) relacją o tej, która okazała się najbardziej ekstremalną: zeszłotygodniową wyprawą do Poznania
Wcale się na taką nie zapowiadała. Plan był następujący: pociąg regionalny z Greifswaldu do Berlina, dziesięć minut na przesiadkę i dalej EuroCity do Poznania. Czas podróży: niecałe sześć godzin.
Pierwszy pociąg już do Greifswaldu przyjechał jakieś dziesięć minut spóźniony "z powodu usterki technicznej" (w niemieckich pociągach, germańskim zwyczajem, zawsze podają na bieżąco informacje o tym, jak się rzeczy mają). Wprawdzie Greifswald jest dopiero trzecim przystankiem na trasie tego pociągu, zaledwie dwadzieścia minut po wyjeździe ze stacji początkowej, a zatem już dość wcześnie na opóźnienie, ale nie zaniepokoiłam się zbytnio: takie opóźnienia da się nadrobić, a poza tym w Niemczech - w których, z mojego dotychczasowego doświadczenia, spóźnienia zdarzają się dużo częściej niż można się spodziewać - pociągi często czekają na…

Jak Niemcy obchodzą święta narodowe

Wcale.
Dzisiaj w Niemczech Święto Zjednoczenia. Z tej okazji mamy dzień wolny od pracy - i tyle. Żadnych parad, koncertów czy wywieszonych flag. 
Mnie natomiast dzisiaj w ramach święta ogarnął leń i zamiast wdawać się w analizy i wyjaśnienia, zalinkuję tylko komiks na temat.
P.S. Moi szpiedzy donoszą, że w Monachium było dzisiaj świętowanie. W Bawarii wszystko jest inne:P

Mind your step reloaded

W drodze powrotnej z Islandii spędziłam jeszcze tydzień w Anglii. Po raz kolejny próbując uchwycić ulotne "coś", tę subtelną różnicę, która sprawia, że ten kraj wydaje się inny niż cała reszta Europy. Wciąż mi to jednak umyka.
A poza tym w Anglii bez większych zmian. Na przykład, miejscowi wciąż mają problemy z przemieszczaniem się.



Poza tym Anglicy w tym sezonie boją się:
- głębi wód Tamizy,

- niskich drzew zwisających nad londyńskimi ulicami,

- złodziei czających się na parkingach,

- stania się przedmiotem, który utyka w drzwiach metra, tworząc przestoje,

- a także picia alkoholu na klombach.