poniedziałek, 28 września 2009

Wstępujesz na tę ścieżkę na własne ryzyko

Niemcom niestraszny ani klämrisk, ani ZŻL! Co jednak wywołuje u nich dreszcz przerażenia, nawet w lecie - to Oblodzona Ścieżka. Pamiętaj, przechodniu, wstępujesz na nią na własne ryzyko!

niedziela, 27 września 2009

Maraton berliński

Na wstępie muszę przyznać, że mój pogląd na temat maratonów jest zbliżony temu:


Nie próbuję zrozumieć, jedynie przyjmuję do wiadomości. Osobiście odczuwam niechęć nawet do podbiegania na autobus. A jednak podziwiam osoby, które podejmują się przebiegnięcia tych przeszło 42 km.


Dygresję tę dedykuję jednemu z tych, którzy tego dokonali:) I to z jakim wynikiem! Gratulacje!

sobota, 26 września 2009

Relikwie zimnej wojny


Zwiedzanie Berlina to w dużej mierze oglądanie świadectw jego całkiem jeszcze nowej historii, pozostałości po podziale miasta i pamiątek po tych, którzy z tym podziałem walczyli - albo po prostu wbrew niemu chcieli zdobyć to, co w życiu powinno być oczywiste i normalne, jak swoboda podróżowania czy możliwość spotykania się z bliskimi.


Gdy zwiedzałam kolejne już muzeum poświęcone temu tematowi, a konkretnie Haus am Checkpoint Charlie, sposób potraktowania tamtejszych eksponatów - tu obcęgi, którymi ktoś przeciął zasieki, tam kufer, w którymś ktoś przemycił swoją narzeczoną - skojarzył mi się ze średniowiecznymi relikwiami. Niemal nabożna cześć w stosunku do przedmiotów, których autentyczność ma nam pozwolić zbliżyć się do czegoś naprawdę Ważnego...


niedziela, 20 września 2009

Carl Fredricksen wznosi się ponad Mur Berliński


"Up", czyli po polsku "Odlot", to piękny film. Trochę śmieszny, nieco bardziej smutny; i cudownie nieprzegadany. A pod względem technicznym cacuszko takie, jakie tylko Pixar robić potrafi.

W czasie napisów końcowych ktoś z widowni wytrzasnął skądś balon i rzucił go w salę. Ktoś inny go odbił, gdy już opadał, tak, że balon powędrował w inną część widowni, gdzie też został odbity - i tak przerzucaliśmy się tym balonem, cała sala dorosłych ludzi, przez dobre kilkanaście minut. Tak właśnie działa ten film.

P.S. Nie polecam osobom z lękiem wysokości;)

piątek, 11 września 2009

Nadchodzi świńska grypa!

Świńska grypa to od wielu tygodni temat numer jeden w Szwecji. Gdy polskie media zajmowały się roztrząsaniem każdego słowa przemówienia premiera Putina, w Szwecji temat rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej zepchnięty został na -nastą stronę dzienników, dużą część wcześniejszych stron zajął zaś problem zwalczania nowego wirusa oraz apele, aby zaprzestać siania paniki. A u mnie w pracy, jak i w wielu innych miejscach, pojawiły się dystrybutory z płynem do dezynfekcji rąk.

Również Kościół Szwedzki postanowił włączyć się w walkę z wirusem. Jako że jest to kościół protestancki, komunię przyjmuje się w nim pod dwiema postaciami, a wszyscy wierni piją z tego samego kielicha. Niektóre parafie ogłosiły więc, że w związku z podwyższonym ryzykiem zarażenia wirusem świńskiej grypy zaczną używać do komunii wina o podwyższonej zawartości alkoholu.*

Jaka jest realna skuteczność takiej ochrony, a także co mają w tej sytuacji zrobić osoby przyjmujące leki, kobiety w ciąży, młodzież, abstynenci czy próbujący wyjść z nałogu alkoholicy - pozostawiam domyślności Czytaczy.

* 15-20%. Chyba że według polskich kryteriów. Według nich bowiem ten sam typ wina zawiera 20-30% alkoholu.

środa, 9 września 2009

Pora zacząć się odchudzać

Dostałam ostatnio od ekskluzywnych linii lotniczych Ryanair mejla zaczynającego się w sposób następujący:

"Dozwolona jest tylko jedna sztuka bagażu podręcznego (oprócz niemowląt) na osobę o wadze nie większej niż 10 kg i wymiarach 55cm x 40cm x 20cm."

No i teraz jestem w kropce. Bo mejl ten nie precyzuje, co mają zrobić osoby o wadze większej niż 10 kg. A - przyznam się do tego otwarcie - moja waga grubo owe 10 kg przekracza (nie mówiąc już o podanych wymiarach). Poza tym, choć problem ten mnie bezpośrednio nie dotyczy, trochę jednak mi się nie podoba tak przedmiotowe potraktowanie niemowląt - jako sztuki bagażu. Choć pozytywne jest to, że ten typ bagażu traktowany jest jednak wyjątkowo, skoro oprócz nich można coś jeszcze zabrać na pokład.

Eeech, jak to mówią: polska język - trudna język. Najwyraźniej wszystkie osoby umiejące formułować poprawne stylistycznie zdania w języku polskim zostały zagarnięte do pracy w droższych liniach lotniczych - a jak się chce lecieć tanio, należy się liczyć z tym, że będzie się narażonym na tego rodzaju stylistyczny bełkot...

sobota, 5 września 2009

Klämrisk inspiruje

...jak się okazuje, nie tylko mnie. Autorów niniejszego wątku zainspirował do spędzenia zapewne długich godzin na zabawie Photoshopem. Innych znowu - do nakręcenia filmu krótkometrażowego. Uwaga, tylko dla ludzi o mocnych nerwach! (Przy okazji można usłyszeć prawidłową wymowę naszego ulubionego słowa.)

Kogoś klämrisk zainspirował nawet na tyle, że zmajstrował grę komputerową! Nie wiem, czy dobrą, bo nie chciało mi się jej ładować, ale może ktoś z Czytaczy wypróbuje i się podzieli wrażeniami. Gdzieś też kiedyś wyszperałam zespół muzyczny o takiej nazwie, ale teraz nie mogę znaleźć.

Przy okazji dowiedziałam się, że w języku szwedzkim istnieje rzeczownik hissdöd, którego chyba nie da się przetłumaczyć inaczej niż "windowa śmierć". Podobno przykre to zdarzenie spotkało kilku nieszczęśników w Szwecji i po tym właśnie pojawiły się tabliczki. Autorzy paru szwedzkich blogów zastanawiają się, czy to aby nie najgorszy rodzaj śmierci...

Tego wszystkiego, a także wiele więcej, można się dowiedzieć szperając w Google;).

wtorek, 1 września 2009

Polowanie

W dzisiejszej dygresji chciałam pochwalić się pewnym moim dokonaniem, a także, no nie oszukujmy się, dać wyraz frustracji oraz ujście stresowi. Dokonaniem było podpisanie umowy w sprawie wynajmu mieszkania i tym samym zakończenie długiego, niełatwego polowania.

A teraz kolej na frustrację i stres. Bo właściwie słowo "niełatwe", którego użyłam przed chwilą, jest nie całkiem na miejscu. Poszukiwanie mieszkania jest z natury przedsięwzięciem stresującym, w jakimkolwiek miejscu - ale przecież jesteśmy w Sztokholmie, trzeba więc zmodyfikować przymiotnik tak, żeby lepiej oddawał tutejszą sytuację. Jako pierwsze przychodzi mi do głowy słowo "koszmarne", być może nadawałoby się też "absurdalne", miejscami zaś "surrealistyczne", albo też bardziej opisowo: "którego nie życzyłabym najgorszemu wrogowi".

Oto fakt, na który prawdopodobnie nie natkniecie się w przewodnikach turystycznych po Sztokholmie: miasto to cierpi na permanentny niedobór mieszkań. I nie jest to bynajmniej kwestia ostatnich lat. Ramą czasową bardziej odpowiadającą rzeczywistości jest raczej ostatni wiek. Największe rozmiary problem ten osiągnął tuż po pierwszej wojnie światowej, kiedy to władze zmuszone zostały urządzić prowizoryczne "mieszkania" w salach gimnastycznych szkół.


Kilkadziesiąt lat później ktoś wpadł na genialny pomysł, żeby zaradzić problemowi przez przeniesienie zakładów przemysłowych na prowincję, daleko od stolicy. Gdy przeniesie się miejsca pracy, kombinowano, za nimi przeniosą się też pracownicy. Okazało się to mało skuteczne: większość zatrudnionych wolała zmienić pracę niż miejsce zamieszkania. A duża część z tych, którzy się wyprowadzili, po pewnym czasie i tak wróciła do Sztokholmu.

Dzisiaj nadal dysproporcja między ilością dostępnych mieszkań a osobami chętnymi do ich wynajęcia z drugiej ręki jest tak ogromna, że mieszkania rozchodzą się niemal natychmiast po umieszczeniu ogłoszenia, a właściciele mogą sobie pozwolić na wszelkie fanaberie. Moja znajoma odpowiedziała kiedyś na ogłoszenie, którego autorzy postanowili, zamiast umawiać się po kolei z każdym chętnym do wynajęcia, urządzić "godziny otwarte", kiedy każdy mógł przyjść obejrzeć mieszkanie - kolejka ciągnęła się z trzeciego piętra na ulicę. Smutna prawda jest taka, że przy tak wielkim popycie obcokrajowcy mają jeszcze bardziej od miejscowych pod górkę. No i oczywiście sprzyja to różnego rodzaju oszustwom.

Natomiast jeżeli chodzi o mieszkania i pokoje studenckie, obowiązuje system kolejkowy, tzn. trzeba się zalogować i stanąć w kolejce na stronie internetowej spółdzielni studenckiej - akademiki w Sztokholmie nie są przypisane do konkretnej uczelni, ale jest kilka spółdzielni studenckich, z których największa jest Stiftelsen Stockholms Studentbostäder. Jeżeli kiedykolwiek, nawet w najdalszej przyszłości planujecie studiować cokolwiek w Sztokholmie, radzę już dzisiaj założyć sobie tam konto (a nawet jak nie planujecie, to też nie zaszkodzi. W końcu nigdy nie wiadomo, jak się życie potoczy...). Bo żeby mieć szanse na własny kąt, trzeba być zarejestrowanym co najmniej koło roku, a jeżeli chce się mieć jakikolwiek wybór, to najlepiej tak koło trzech lat. No a poza tym trzeba spełnić cały szereg innych wymagań formalnych.

Kilka lat temu jedna ze sztokholmskich uczelni postanowiła zaradzić problemowi przez zmontowanie kilku "mieszkalnych" kontenerów (mniej więcej takich, jakie stawia się często do dyspozycji robotników na budowach), przy czym dziwnym zbiegiem okolicznosci wśród ich mieszkańców nie znalazł się ani jeden Szwed (znalazło się natomiast kilku studentów m.in. z Ameryki Południowej i Azji, a także jeden Włoch, od którego usłyszałam tę historię). Natomiast uczelnia, na której pracuję, właśnie za pomocą plakatów zachęca studentów do użyczenia sofy nowoprzybyłym na parę tygodni, zanim uda im się znaleźć jakiś dach nad głową.

Trudno mi powiedzieć, co jest powodem tej sytuacji. Zapewne częściowo jest to wina tego, że Szwedzi kochają przestrzeń i zieleń, więc Sztokholm (nie mówiąc już o reszcie kraju) jest stosunkowo mało gęsto zabudowany, a budowanie nowych domów i bloków jest na ogół (szczególnie przez tych, którzy już mają gdzie mieszkać) niemile widziane. Pewnie dlatego, bo trzeba w tym celu wycinać lasy, a w końcu pokrywają one zaledwie dwie trzecie powierzchni tego (czwartego co do wielkości w Europie, nie licząc Rosji i Turcji) kraju. Z pewnością ma też znaczenie fakt, że Szwedzi to indywidualiści: młodzież wyprowadza się z domu po maturze, rodziny wielopokoleniowe mieszkające razem to zjawisko w tym kraju niewystępujące. Nic więc dziwnego, że we wrześniu, kiedy do miast studenckich (czyli np. Sztokholmu) przyjeżdżają studenci, sytuacja staje się jeszcze trudniejsza, niż zwykle.

A komu to wszystko się nie podoba, pozostaje jedynie uzbieranie paru milionów koron na własne mieszkanie...

Ilustracja za: Lars Ericson Wolke, Stockholms historia under 750 år, Sztokholm 2009.