sobota, 26 września 2009

Relikwie zimnej wojny


Zwiedzanie Berlina to w dużej mierze oglądanie świadectw jego całkiem jeszcze nowej historii, pozostałości po podziale miasta i pamiątek po tych, którzy z tym podziałem walczyli - albo po prostu wbrew niemu chcieli zdobyć to, co w życiu powinno być oczywiste i normalne, jak swoboda podróżowania czy możliwość spotykania się z bliskimi.


Gdy zwiedzałam kolejne już muzeum poświęcone temu tematowi, a konkretnie Haus am Checkpoint Charlie, sposób potraktowania tamtejszych eksponatów - tu obcęgi, którymi ktoś przeciął zasieki, tam kufer, w którymś ktoś przemycił swoją narzeczoną - skojarzył mi się ze średniowiecznymi relikwiami. Niemal nabożna cześć w stosunku do przedmiotów, których autentyczność ma nam pozwolić zbliżyć się do czegoś naprawdę Ważnego...


4 komentarze:

ewa pisze...

ale eksponatów w tym muzeum było stanowczo mniej niż np. palców św.Franciszka we wspomnianym średniowieczu;>

Swoją drogą, za cenę biletu spodziewałam się czegoś bardziej imponującego. Ale może przemawia przeze mnie typowo polskie malkontenctwo..;]

martencja pisze...

Chyba się muszę z Tobą zgodzić. Dużo ciekawszym muzeum ukazującym historię Berlina, a więc po części i ten jej wycinek, okazało się być The Story of Berlin (ukryte trochę poza centrum turystycznym, na Ku'damm). A nawet Muzeum NRD.

M.

ewa pisze...

A dla mnie najciekawszym muzeum, po części też historycznym, było Muzeum Techniki. Jedynym minusem była grupa rozbieganych polskich uczniów szkoły podstawowej;]

martencja pisze...

Tam nie byłam, muszę przyznać. Tak jak nie pojechałam do Poczdamu (bo mi się nie chciało) ani do pałacu Charlottenburg (bo nie przepadam za barokiem). Poza tym, trzeba coś zostawić na kolejną wizytę, nieprawdaż?

M.