Przejdź do głównej zawartości

Dygresje

Podobno każdy porządny blog powinien mieć jakąś myśl przewodnią. Bo tylko wtedy jest szansa, że opiszą go w "Dużym formacie", albo chociaż w "Wysokich obcasach". Cóż, kiedy zbyt dobrze znam siebie i swój sposób pisania, żeby nie wiedzieć, że jakiegokolwiek tematu przewodniego bym sobie nie wybrała, zaraz bym z niego zboczyła na bezdroża dygresji. Postanowiłam więc nie mydlić nikomu oczu i z rozbrajającą szczerością przyznać od razu w tytule bloga i pierwszym wpisie, że treść jego będą stanowić właśnie dygresje. Przemyślenia o filmach, książkach, muzyce, pisaniu doktoratu, życiu w Szwecji (czy w jakimkolwiek innym miejscu, do którego mnie przywieje)... Słowem, o tym wszystkim, co umila i uprzykrza moje codzienne życie. I niewykluczone, że zupełnie nieoczekiwanie wyłoni się z tego temat przewodni.

(A wówczas kariera internetowego celebryty stanie przede mną otworem!)

Komentarze

kolleander pisze…
Wzruszona jestem jako naciągaczka i podszeptywaczka! Bo oto czuję się po części winna powstania tego bloga i się do tego publicznie przyznaję. Zrobiłam to z pobudek czysto egoistycznych, do czego też się przyznaję:

mam nadzieję na depresyjne loga, widoki ze Szwecji i możliwość poznania kolejnych paranoicznych szwedzkich przepisów:D

PS Dygresje to idealny temat przewodni X)
lotta7 pisze…
dygresje to jest to! zresztą moje lekcje polskiego w liceum były złożone TYLKO z dygresji... nie wiem, czy wyszło mi na zdrowie, ale bawiłam się przednio
martencja pisze…
Dzięki Wam za miłe słowa! To teraz nie pozostaje mi nic innego niż zacząć... hmmmm... dygresować? Dygresić? Kocham nasz język ojczysty, ale nie da się ukryć, że czasem jest niedoskonały;)

M.
ewa pisze…
Ewentualnie dygresjować...ale to by była zbyt prosta forma chyba. Za mało przewrotna, że tak powiem;)
Anywho, z dygresji, uwag pobocznych, komentarzy i odniesień powstała lwia część (lwia, zauważ Marto, słowo użyte nieprzypadkowo) Notesów oraz Kalendarzy! A to chyba zobowiązuje...:)
No to teraz robimy komentarze, żeby o blogu Martencji napisali nawet na Kundelku!
martencja pisze…
Ewo, no i sama widzisz - po prostu za długo już się w dygresjach wprawiałam, żeby teraz móc porzucić ten nawyk. I masz rację - taka tradycja zobowiązuje!

Iiiiiiik, mój blog na Kundelku, ojeeeeeej...!:)

M.

Popularne posty z tego bloga

Godzina wilka

Gdybym miała wybrać swoje ulubione szwedzkie słowo, byłoby to chyba właśnie to: vargtimmen, godzina wilka. Jest takie zupełnie nie po skandynawsku metaforyczne i niesamowite. Godzina wilka to czas przed świtem, między 3 a 5 nad ranem, ostatnie godziny nocy, zaraz przed powrotem światła. Według ludowych wierzeń to najtrudniejsza część doby, czas, w którym rodzi się najwięcej dzieci i najwięcej ludzi umiera, śpiący mają najgorsze koszmary, a cierpiących na bezsenność ogarnia największy lęk. Czuwających przy ognisku zaś w tym czasie właśnie mógł zmorzyć sen, czyniąc z nich łatwe ofiary wilków. Według nauki natomiast jest to okres najmniejszej aktywności organizmu, kiedy obniża się temperatura ciała, ciśnienie krwi i przemiana materii.

Jest to także tytuł filmu Ingmara Bergmana. I piosenki zespołu Hedningarna (czyli "poganie"). Ja jednak na ilustrację muzyczną wybiorę inny utwór, trochę, choć już nie tak bezpośrednio, zbliżony tematycznie: ludową piosenkę o wilkołaku w wykonaniu …

Personnummer

Po powrocie do Sztokholmu zastałam w skrzynce list z Urzędu Skarbowego z zawiadomieniem, że przyznano mi oficjalnie personnummer. Tym samym stałam się, w szwedzkim rozumieniu, pełnoprawną istotą ludzką.
Personnummer, dosłownie numer osobisty, a bardziej oficjalnie numer ewidencyjny, to odpowiednik polskiego numeru PESEL. Jak głosi broszura Urzędu Skarbowego, jest on "jednolitym narzędziem pozwalającym na jednoznaczne ustalenie tożsamości osób fizycznych. W obecnej formie numer ten występuje od 1967 r., niemniej już w roku 1947 wprowadzono system ewidencji oparty na dacie urodzenia oraz trzycyfrowej liczbie porządkowej urodzenia" (tak, tak, broszura jest dostępna po polsku).
Osoba bez numeru ewidencyjnego w Szwecji po prostu nie istnieje jako członek społeczeństwa. Pytają się o niego przy zapisywaniu się do lekarza, podpisywaniu jakichkolwiek umów, logowaniu się do serwisów pośredniczących w wynajmie akademików, wyrabianiu kart bibliotecznych, uczestniczeniu w kursach na uniw…

Europejczycy to mięczaki

Snują się po całym budynku jak jakieś duchy narzekając na zimno — Skandynawowie, Brytyjczycy, Portugalczycy... budynek jest wszak siedzibą Centrum Studiów Europejskich, więc można przebierać w narodowościach. Oplatają zgrabiałe palce wokół kubków z gorącą herbatą, zapinają pod szyję swetry i otulają się szalami. I zawracają głowę, że skoro temperatura od paru już dni utrzymuje się poniżej 20 stopni, może by tak włączyć ogrzewanie? Albo chociaż wyłączyć klimatyzację...?
Ledwo wydostali się spod opiekuńczych skrzydeł unijnych norm, świat zaczyna ich atakować. Amerykańska pasta do zębów okazuje się być toksyczna: już po paru dniach używania kończą z gębą pełną aft i muszą szukać kogoś, kto zna kogoś, kto będzie w najbliższym czasie podróżował z Europy i mógłby przywieźć stamtąd tubkę czy dwie — nieważne, z jakiego kraju, nieważne, jakiej marki (tu marki są te same, ale co z tego?), ważne, żeby jej skład spełniał normy UE. Wolą nawet nie myśleć, co jest w jedzeniu, ale na wszelki wypadek…