sobota, 9 października 2010

Nadesłane przez Czytaczy 5

Zwrócono mi ostatnio uwagę, że mój blog przybiera zbyt poważny ton.* Jako remedium na tę przypadłość polecono zajęcie się kwestią plagi królików u zachodnich sąsiadów. Czyżby miało to coś wspólnego ze słynnym krwiożerczym królikiem?

















*Ale jak pisać inaczej jesienią? Wszak to najsmutniejsza pora roku!

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Przypuszczam, że problemem jest nie tyle krwiożerczość tych królików, co ich duża ilość. Ja tam lubię króliczki. Może sobie być dużo.

Tu przypomina mi się ciekawostka. W Australii plagi królików osiągnęły takie rozmiary, że Australijczycy zniechęcili się do tych zwierząt, w związku z czym prezenty na Wielkanoc przynosi u nich już nie Easter Bunny, lecz Easter Bilby - przeurocze australijskie stworzonko, wyglądające jak skrzyżowanie kangura z myszą: http://www.google.pl/images?hl=pl&biw=1345&bih=537&q=bilby&um=1&ie=UTF-8&source=univ&ei=YAqzTP_2KMbKswaEksWXAg&sa=X&oi=image_result_group&ct=title&resnum=1&ved=0CCUQsAQwAA
Chciałabym takiego, ale obawiam się, że nie są łatwo dostępne.
CzK

martencja pisze...

Dziiiiiwne to stworzenie! I ciekawe, jaka mu Australijczycy dorobili symbolike, zeby byl godnym nastepca wielkanocnego krolika:)

Tylko nie probuj przemycac, bo to sie moze zle skonczyc!

M.