Przejdź do głównej zawartości

Nadesłane przez Czytaczy 5

Zwrócono mi ostatnio uwagę, że mój blog przybiera zbyt poważny ton.* Jako remedium na tę przypadłość polecono zajęcie się kwestią plagi królików u zachodnich sąsiadów. Czyżby miało to coś wspólnego ze słynnym krwiożerczym królikiem?

















*Ale jak pisać inaczej jesienią? Wszak to najsmutniejsza pora roku!

Komentarze

Anonimowy pisze…
Przypuszczam, że problemem jest nie tyle krwiożerczość tych królików, co ich duża ilość. Ja tam lubię króliczki. Może sobie być dużo.

Tu przypomina mi się ciekawostka. W Australii plagi królików osiągnęły takie rozmiary, że Australijczycy zniechęcili się do tych zwierząt, w związku z czym prezenty na Wielkanoc przynosi u nich już nie Easter Bunny, lecz Easter Bilby - przeurocze australijskie stworzonko, wyglądające jak skrzyżowanie kangura z myszą: http://www.google.pl/images?hl=pl&biw=1345&bih=537&q=bilby&um=1&ie=UTF-8&source=univ&ei=YAqzTP_2KMbKswaEksWXAg&sa=X&oi=image_result_group&ct=title&resnum=1&ved=0CCUQsAQwAA
Chciałabym takiego, ale obawiam się, że nie są łatwo dostępne.
CzK
martencja pisze…
Dziiiiiwne to stworzenie! I ciekawe, jaka mu Australijczycy dorobili symbolike, zeby byl godnym nastepca wielkanocnego krolika:)

Tylko nie probuj przemycac, bo to sie moze zle skonczyc!

M.

Popularne posty z tego bloga

Godzina wilka

Gdybym miała wybrać swoje ulubione szwedzkie słowo, byłoby to chyba właśnie to: vargtimmen, godzina wilka. Jest takie zupełnie nie po skandynawsku metaforyczne i niesamowite. Godzina wilka to czas przed świtem, między 3 a 5 nad ranem, ostatnie godziny nocy, zaraz przed powrotem światła. Według ludowych wierzeń to najtrudniejsza część doby, czas, w którym rodzi się najwięcej dzieci i najwięcej ludzi umiera, śpiący mają najgorsze koszmary, a cierpiących na bezsenność ogarnia największy lęk. Czuwających przy ognisku zaś w tym czasie właśnie mógł zmorzyć sen, czyniąc z nich łatwe ofiary wilków. Według nauki natomiast jest to okres najmniejszej aktywności organizmu, kiedy obniża się temperatura ciała, ciśnienie krwi i przemiana materii.

Jest to także tytuł filmu Ingmara Bergmana. I piosenki zespołu Hedningarna (czyli "poganie"). Ja jednak na ilustrację muzyczną wybiorę inny utwór, trochę, choć już nie tak bezpośrednio, zbliżony tematycznie: ludową piosenkę o wilkołaku w wykonaniu …

Personnummer

Po powrocie do Sztokholmu zastałam w skrzynce list z Urzędu Skarbowego z zawiadomieniem, że przyznano mi oficjalnie personnummer. Tym samym stałam się, w szwedzkim rozumieniu, pełnoprawną istotą ludzką.
Personnummer, dosłownie numer osobisty, a bardziej oficjalnie numer ewidencyjny, to odpowiednik polskiego numeru PESEL. Jak głosi broszura Urzędu Skarbowego, jest on "jednolitym narzędziem pozwalającym na jednoznaczne ustalenie tożsamości osób fizycznych. W obecnej formie numer ten występuje od 1967 r., niemniej już w roku 1947 wprowadzono system ewidencji oparty na dacie urodzenia oraz trzycyfrowej liczbie porządkowej urodzenia" (tak, tak, broszura jest dostępna po polsku).
Osoba bez numeru ewidencyjnego w Szwecji po prostu nie istnieje jako członek społeczeństwa. Pytają się o niego przy zapisywaniu się do lekarza, podpisywaniu jakichkolwiek umów, logowaniu się do serwisów pośredniczących w wynajmie akademików, wyrabianiu kart bibliotecznych, uczestniczeniu w kursach na uniw…

Europejczycy to mięczaki

Snują się po całym budynku jak jakieś duchy narzekając na zimno — Skandynawowie, Brytyjczycy, Portugalczycy... budynek jest wszak siedzibą Centrum Studiów Europejskich, więc można przebierać w narodowościach. Oplatają zgrabiałe palce wokół kubków z gorącą herbatą, zapinają pod szyję swetry i otulają się szalami. I zawracają głowę, że skoro temperatura od paru już dni utrzymuje się poniżej 20 stopni, może by tak włączyć ogrzewanie? Albo chociaż wyłączyć klimatyzację...?
Ledwo wydostali się spod opiekuńczych skrzydeł unijnych norm, świat zaczyna ich atakować. Amerykańska pasta do zębów okazuje się być toksyczna: już po paru dniach używania kończą z gębą pełną aft i muszą szukać kogoś, kto zna kogoś, kto będzie w najbliższym czasie podróżował z Europy i mógłby przywieźć stamtąd tubkę czy dwie — nieważne, z jakiego kraju, nieważne, jakiej marki (tu marki są te same, ale co z tego?), ważne, żeby jej skład spełniał normy UE. Wolą nawet nie myśleć, co jest w jedzeniu, ale na wszelki wypadek…