czwartek, 26 sierpnia 2010

Imieniny

Jechałam niedawno jednym z nowych składów trójmiejskiej SKM-ki: tych odpicowanych, odmalowanych, z kolorową tapicerką i elektronicznymi wyświetlaczami. Żadna z tych rzeczy jednak nie zwróciła mojej uwagi tak bardzo, jak to, co na tych wyświetlaczach pokazywano. Łamało to bowiem jakieś wieloletnie tabu, szło wbrew niepisanym zasadom, na których opiera się polskie społeczeństwo. Mianowicie, zamiast tak elementarnej, niezbędnej dla każdego uczestnika komunikacji publicznej informacji, jaką jest wiadomość o tym, kto obchodzi dzisiaj imieniny, wyświetlano tam rzecz tak błahą i niepraktyczną, jak nazwa następnego przystanku! Czyżby to oznaczało, że zatracamy już zupełnie naszą polską tożsamość i bezmyślnie małpujemy trendy nadchodzące ze zgniłego Zachodu (tudzież Północy)? Co poczną te wszystkie Zenobie i Zachariasze, do których nikt nie zadzwoni z życzeniami, ponieważ ich znajomym nikt nie przypomniał, że właśnie dziś przypadają ich imieniny...?

A tak na poważnie: zdaję sobie sprawę, że wyświetlanie nazw następnych przystanków w autobusach czy kolejkach to wcale nie jest prosta sprawa, wymaga chociażby odpowiednich systemów nawigacji. Ale z drugiej strony chociażbym tysiąc lat myślała, nie przyszłoby mi do głowy zagospodarować wolnego - w oczekiwaniu na instalację owych cudów techniki - miejsca na wyświetlaczu właśnie listą solenizantów. Być może zresztą to wyłącznie mój problem, bo muszę przyznać, że ciężko mi jest zrozumieć fenomen imienin w polskiej kulturze. Tak czy inaczej, w tej sprawie jestem całym sercem za zgniłym Zachodem (tudzież Północą;)).

6 komentarzy:

patysio pisze...

Ha, to powiem Ci, że w krakowskich tramwajach nazwy następnych przystanków są nie tylko wyświetlane, ale także oznajmiane paszczowo przez a) Grzegorza Turnaua, b) Annę Dymnę, c) Krzysztofa Globisza. Poza tym mamy też tramwajowe TV, gdzie wyświetlają: a) imieniny, b) ilość dni pozostałych do sylwestra, c) filmiki Charliego Chaplina :D
Kiedyś coś nagram i wrzucę - moje the best to na razie Dymna i jej Dworzec główny zachód, galeria - z jaką emfazą ona to wymawia!

martencja pisze...

Ach, więc widzę, że Kraków został już opanowany przez zgniły Zachód!

W Gdyni w niektórych autobusach też są TV, na których wyświetlają ogłoszenia o pracę i reklamy. A znowu we Florencji, na przykład, wyświetlają na takowych godziny otwarcia muzeów oraz dziwny krótkometrażowy filmik animowany o korupcji w piłce nożnej (nie wiem, czemu mający służyć, chyba uświadamianiu). A że to Florencja, często pokładowe TV się w ogóle zawiesza i wyświetla jedynie ekran startowy Windowsa;] Nazw przystanków jednak nigdy tam się nie da uświadczyć.

W trójmiejskiej kolejce zaś najzabawniej jest zimą, kiedy wszystkie okna w wagonie są doszczętnie zaparowane, tak, że zupełnie nie widać, co się przesuwa za nimi i jedynym sposobem poznania, gdzie wysiąść, jest liczenie przystanków;]

M.

ewa pisze...

a ja muszę stanąć w obronie komunikacji gdyńskiej (przynajmniej na trasie mój dom-centrum-praca;)), gdyż większość nieprzegubowych autobusów z wyświetlaczem pokazuje, jaki będzie następny przystanek! Albo to jakiś dobry trend, który dopiero dojdzie do innych miast/dzielnic albo bardzo dziwny zbieg okoliczności;)

Anonimowy pisze...

Oj, to chyba jednak dziwny zbieg okoliczności Towarzyszko Ewo ;)

Swoją drogą po przeczytaniu tej dygresji, nie mogłam dzisiaj oderwać oczu od tych nieszczęsnych solenizantów wyświetlanych w SKM-ce...

Motyw krakowski - świetna sprawa :)

km

martencja pisze...

Mam nadzieję, droga KM, że w związku z tym pamiętałaś, aby odpowiednim osobom złożyć życzenia! Ja też dzisiaj, nawiasem mówiąc, jadąc SKM-ką miałam okazję naczytać się o solenizantach.

Niniejszą dygresję można zresztą potraktować jako świadectwo odchodzenia pewnej epoki:P Bo, jak piszesz, Ewo, rzeczywiście coraz częściej można w autobusie wyczytać nazwę następnego przystanku. Ot, choćby w "moim" autobusie wysokogórskim też zainstalowano już to cudo techniki. Choć GPSowi zwykle coś się kompletnie miesza akurat gdy dojeżdża do mojego przystanku, tak więc jakbym miała komuś tłumaczyć, jak do mnie dotrzeć po nazwie przystanku, to i tak nic z tego. Zaczynam podejrzewać, że to element jakiegoś niezwykle szczwanego planu mającego na celu utrudnić dotarcie w nasze okolice, który zaczął się już od nazwania ulicy w niezwykle konfundujący sposób. Ile ja się w życiu natłumaczyłam, jak do mnie dotrzeć...!

Ale chyba zboczyłam z tematu;]

M.

Anonimowy pisze...

No niestety nie miałam okazji złożyć życzeń odpowiednim osobom. Nie znam żadnego Rajmunda, ani Bohdany :(

km