Przejdź do głównej zawartości

Posty

Le Nord

Gdy w zeszłym roku odwiedzałyśmy z Czytaczką Moniką Hornbæk, "duńskie Saint-Tropez" , doszłyśmy do wniosku, że trzeba by się wybrać do tego prawdziwego Saint-Tropez i porównać. Zaraz potem stwierdziłam jednak, że jeżelibym już miała jechać do Francji, to wolałabym zwiedzić jej północ. W tym to momencie zdałam sobie sprawę, że moim życiem rządzi przedziwny paradoks: lubię ciepło, a jednocześnie bardziej mnie ciągnie w rejony, w których jest zimno. I tak oto tego lata, podczas gdy wszyscy znajomi narzekali w fejsbukowych statusach na niekończące się upały, ja znalazłam się w Normandii i Bretanii, które słyną na całą Francję ze swojej deszczowej pogody i gdzie często od zabytku do zabytku trzeba przemykać przez ulewę. Sami mieszkańcy tych krain podchodzą do tego problemu z dystansem i nie brak jest tam pocztówek, plakatów i innych pamiątek ironicznie go komentujących. Na przykład zwiedzając bliźniacze kurorty Deauville i Trouville zatrzymaliśmy się na chwilę na jednej...

Z wyspy na wyspę

  Weekendowych wędrówek po wyspach ciąg dalszy - ale tym razem polskich, nie niemieckich, a konkretnie po Wolinie. Dwa lata po poprzedniej tam wizycie , mogę stwierdzić, co następuje: miasto Wolin i tamtejszy skansen są dużo bardziej puste gdy nie trwa akurat coroczny Festiwal Słowian i Wikingów - choć przygotowania trwają, a w międzyczasie zabawia się tam letnie kolonie.  Jezioro Turkusowe w Wapnicy i Wzgórze Zielonka w Lubinie są nadal tyle ładne, co niedoceniane przez turystów, a Międzyzdroje wprost przeciwnie - wypełnione ludźmi po brzegi i nadal kiczowate i krzykliwe, dzięki czemu wciąż utrzymują się na samym czele mojego prywatnego i subiektywnego rankingu najbrzydszych kurortów bałtyckich. A gofry na tamtejszym molo nie dorastają do pięt sopockim.

Hiddensee

Kontynuuję moje eksploracje wysp północnych Niemiec - po Rugii i Uznamie tym razem przyszedł czas na Hiddensee. Małą, podłużną wyspę przyklejoną do zachodniej strony Rugii, na samo wspomnienie o której przeciętny Niemiec wpada w patriotyczny zachwyt. Szczególną cechą wyspy jest to, że jest niemal całkowicie niedostępna dla samochodów (udało mi się wypatrzyć jedynie dwie karetki, radiowóz i dwa traktory), tak więc odwiedzający Hiddensee mają do wyboru: konne bryczki, rowery, własne nogi. Nie jestem wielką fanką rowerów a kursy bryczką są drogie, wybrałam więc ten ostatni sposób przemieszczania się. I muszę powiedzieć, że po przebyciu ponad połowy długości wyspy, między wioską Neuendorf a latarnią Dornbusch, byłam wykończona... Ale nie żałuję.  Wkrótce po opuszczeniu Neuendorf wpłynęłam na suchego przestwór oceanu, czyli innymi słowy weszłam na wrzosowisko Düneheide. Niestety, jeszcze za wcześnie, żeby móc podziwiać kwitnące wrzosy - może to dobry pretekst, ...

Wielka kupa gotyckich cegieł

Minęło chyba z osiem lat, odkąd ostatnio zwiedzałam zamek w Malborku. W międzyczasie nieco się w nim pozmieniało: na przykład oprócz gotyku na zamku napotkać można również różnorakie okazy sztuki współczesnej, pojawiło się kilka ciekawych restauracji i sklepów z bursztynową biżuterią (a może po prostu kiedyś zwiedzałam z mniejszym budżetem, więc na restauracje i sklepy z bursztynem po prostu nie zwracałam uwagi?), opracowano nową ekspozycję poświęconą bursztynowi, umożliwiono zwiedzanie zamku z audioprzewodnikiem, a także, co pewnie najważniejsze, oddano po renowacji do zwiedzania parę nowych pomieszczeń, których nie miałam do tej pory okazji podziwiać. Jeszcze bardziej więc widać, jak ogromna jest ta budowla: wycieczka z przewodnikiem trwa ponad trzy godziny, przewodnik gna, a i tak nie zagląda się do wszystkich zakamarków zamku (na szczęście można to zrobić później, po zakończeniu oprowadzania). Nie zmieniło się jedno: malborski zamek to nie tylko największa, ale i najbardziej...

Ziemie odzyskane 2

Dwa lata po mojej pierwszej wizycie na Ziemiach Zachodnich odwiedziłam je ponownie. W międzyczasie mój do nich stosunek zmienił się znacznie: nie tylko zamieszkałam znacznie do nich bliżej, ale także zaczęłam projekt badawczy zainspirowany tą pierwszą wizytą. Również ten wypad miał poniekąd charakter badawczy: wraz z doktorantami, z którymi razem zajmujemy się na co dzień roztrząsaniem wielorakich aspektów nadbałtyckich pograniczy , wybraliśmy się jedno z takich pograniczy obejrzeć z bliska i wnikliwie, jak na naukowców przystało! Innymi słowy, zwiedzić Świnoujście, najeść się polskiego jedzenia oraz przespacerować się stamtąd na niemiecką stronę, do Ahlbecku.   Mogę podsumować, że wyprawa zakończyła się pełnym sukcesem i nawet ci z odkrywców, którzy nigdy wcześniej nie byli po polskiej stronie granicy, nie zawahali się przed spróbowaniem kremówek i pierogów! A ja ze zdziwieniem stwierdziłam, że Świnoujście wygląda znacznie lepiej, niż dwa lata temu. A mo...

Arkona

Gdy nadchodzi lato, wielu Niemców zmierza tłumnie do niemieckiego odpowiednika Sopotu: uzdrowiska Binz na wyspie Rugii. Dużo mniej turystów wybiera bardziej odległe i gorzej skomunikowane zakątki wyspy, jak na przykład położony na jej północno-zachodnim krańcu przylądek Arkona.  Osiem wieków temu wyspa zamieszkana była przez słowiańskie plemię Ranów, a w Arkonie znajdowała się ich najważniejsza świątynia, poświęcona Świętowitowi. Wiemy o tym między innymi dzięki duńskiemu kronikarzowi Sakso Gramatykowi - temu samemu, od którego Szekspir najprawdopodobniej pożyczył historię Hamleta . Sakso wiedział, co pisał, był w końcu sekretarzem biskupa Roskilde Absalona, wraz z królem duńskim Waldemarem Wielkim odpowiedzialnego za ostateczne zniszczenie świątyni w 1168 roku - jak widać na przykład na obrazie Lauritsa Tuxena, który miałam okazję zobaczyć w oryginale w czasie zeszłorocznej wycieczki do Danii. Do dzisiaj po średniowiecznych Słowianach zostały na Arkonie jedynie wy...

Samochodem po plaży

...jeździć się nie powinno. Teraz już wiem.