Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą rozczochrany Irlandczyk

Zabójcza suszarka

Ostatnio kupiłam sobie suszarkę do włosów. Załączona była do niej instrukcja obsługi. Jeżeli jednak wydaje się Wam, drodzy Czytacze, że instrukcja obsługi suszarki do włosów zajmuje się wyjaśnieniem, który przycisk służy do czego i ewentualnie podaje jakieś wskazówki co do stylizacji włosów, muszę Was rozczarować. Otóż w istocie jej tematem jest to, jak to zrobić, żeby wysuszyć włosy i się przy tym nie zabić. Zagrożenia związane z używaniem suszarki są różnorakie, ale dwa największe to: zaplątany kabel i woda. Dla ułatwienia, na poniższych zdjęciach oznaczyłam różnego rodzaju zagrożenia kolorami:   To, co nie jest zaznaczone żadnym kolorem, to hiszpańska wersja tego samego, co po angielsku oraz inne ostrzeżenia, które ciężko zakwalifikować. Jak na przykład: Na tym jednak nie koniec. Ponieważ kabel jest takim newralgicznym elementem tego śmiercionośnego urządzenia, jest on wyposażony w dodatkowe ostrzeżenia: Ciężko mi powiedzieć, dlaczego frazę "u...

Oaza spokoju

Każdy prawdziwy i oddany fan jedynego w swoim rodzaju serialu "Black Books" kojarzy na pewno pojawiającą się w pierwszym odcinku książeczkę "The Little Book of Calm". Mimo to - przypomnę (wszak jeżeli chodzi o "Black Books", każdy pretekst jest dobry, żeby obejrzeć całość bądź fragmenty tego serialu): Być może niektórych Czytaczy to zdziwi, ale nieoceniona ta książeczka, źródło błyskotliwych złotych myśli i rad mogących uczynić lepszym, a przede wszystkim bardziej pełnym spokoju, życie każdego z nas, istnieje w realu. Co więcej, Moja Sista weszła ostatnio w jej posiadanie drogą kupna. Spieszę więc zapewnić Czytaczy, że rzeczywistość odpowiada sztuce, a złote myśli w istocie powalają i zmieniają diametralnie pogląd na życie, wszechświat i całą resztę. Jako i musiały zmienić to wszystko twórcom "Black Books", tak że po prostu musieli oni dać temu wyraz i podzielić się tym faktem z bliźnimi w swoim serialu. Oto kilka przykładów, w...

Antyklämrisk

Nigdy nie byłam w Irlandii, a po filmie, który miałam okazję niedawno obejrzeć - chyba się na to nie odważę! "A Film With Me In It" , wyprodukowany i dziejący się w tym właśnie kraju, można potraktować jako przestrogę dla osób, które - jak ja - lekceważą sobie i się wyśmiewają ze szwedzkiej klämriskowej przezorności. Tematem filmu jest bowiem seria nieszczęśliwych wypadków z udziałem półek, żyrandoli, chybotliwych stołków, śrubokrętów, stojaków na klarnety oraz okien, do których dochodzi w ciągu jednego popołudnia w jednym mieszkaniu, a która prowadzi do śmierci czworga osób i psa... Człowiek nagle zaczyna widzieć świat tak, jak go musi widzieć przeciętny Szwed: jako niezwykle niebezpieczne miejsce, gdzie wszystko tylko czyha, żeby zrobić nam krzywdę.

Uległam panice

Dałam się zaszczepić na świńską grypę. Na moje usprawiedliwienie mam to, że przyjechali ze szczepionkami do mnie do pracy i szczepili wszystkich jak leci, więc nie wymagało to z mojej strony żadnego wysiłku ani nakładów finansowych. No, może z wyjątkiem konieczności wstania o siódmej rano, co, szczególnie o tej porze roku, jest dla mnie przeżyciem traumatycznym. Aby wyrazić stan mojego umysłu o tej porze, posłużę się cytatem: Jeżeli nie pojawi się już tu więcej dygresji, będzie to znaczyło, że sprawdziły się apokaliptyczne wizje szwedzkich brukowców, to znaczy dopadły mnie skutki uboczne, jak na przykład śpiączka bądź śmierć.

Maraton berliński

Na wstępie muszę przyznać, że mój pogląd na temat maratonów jest zbliżony temu: Nie próbuję zrozumieć, jedynie przyjmuję do wiadomości. Osobiście odczuwam niechęć nawet do podbiegania na autobus. A jednak podziwiam osoby, które podejmują się przebiegnięcia tych przeszło 42 km. Dygresję tę dedykuję jednemu z tych, którzy tego dokonali :) I to z jakim wynikiem! Gratulacje!

Meet Bernard Black

Dziś będzie dygresja serialowa. Bo mimo wszystko czasem lubię zrobić sobie przerwę w naśmiewaniu się ze szwedzkich klämriskowych lęków i, na przykład, obejrzeć jakiś film albo serial. Dobrze jest, gdy jest to film lub serial brytyjski. Jeszcze lepiej, jeśli jest to, dajmy na to, inteligentna, absurdalna komedia. Tak właśnie (a także dzięki Facebookowi. Mówcie co chcecie, ale nie jest to całkiem bezużyteczne narzędzie) trafiłam na serial "Black Books" (w Polsce leciał on podobno kiedyś bodajże na HBO pod tytułem "Księgarnia Black Books"). Trafiłam, obejrzałam, a obecnie, z braku kolejnych odcinków, oglądam drugi raz. Serial opowiada o pewnej małej londyńskiej księgarni, prowadzonej przez ekscentrycznego, cynicznego, ironicznego i aspołecznego (słowem, typ bohatera, którego Tygrysy lubią najbardziej) Irlandczyka nazwiskiem Bernard Black. Jego ulubionymi czynnościami w życiu są: czytanie, palenie i picie , obrażanie klientów , znęcanie się nad podwładnym , wytwar...