Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą językowo

Le Nord

Gdy w zeszłym roku odwiedzałyśmy z Czytaczką Moniką Hornbæk, "duńskie Saint-Tropez" , doszłyśmy do wniosku, że trzeba by się wybrać do tego prawdziwego Saint-Tropez i porównać. Zaraz potem stwierdziłam jednak, że jeżelibym już miała jechać do Francji, to wolałabym zwiedzić jej północ. W tym to momencie zdałam sobie sprawę, że moim życiem rządzi przedziwny paradoks: lubię ciepło, a jednocześnie bardziej mnie ciągnie w rejony, w których jest zimno. I tak oto tego lata, podczas gdy wszyscy znajomi narzekali w fejsbukowych statusach na niekończące się upały, ja znalazłam się w Normandii i Bretanii, które słyną na całą Francję ze swojej deszczowej pogody i gdzie często od zabytku do zabytku trzeba przemykać przez ulewę. Sami mieszkańcy tych krain podchodzą do tego problemu z dystansem i nie brak jest tam pocztówek, plakatów i innych pamiątek ironicznie go komentujących. Na przykład zwiedzając bliźniacze kurorty Deauville i Trouville zatrzymaliśmy się na chwilę na jednej...

Słowotwórstwo

Truizmem będzie napisać, że język się rozwija, reagując na zmiany i wydarzenia zachodzące w otaczającym nas świecie, na przykład przez tworzenie nowych słów. Tak właśnie powstał w języku szwedzkim nowy czasownik: att fritzla . Nieco makabryczny, bo pochodzi, jak zapewne Czytacze się domyślają, od Austriaka Josepha Fritzla. I wygląda na to, że zdążył już przejść dość interesującą ewolucję. Szybki research w Internecie wykazał, że początkowo słowo to bliskie było swojemu pochodzeniu i oznaczało "zamknąć kogoś w piwnicy". Ja spotkałam się z nim zupełnie niedawno i w znaczeniu, które oddaliło się już od tego oryginalnego. Dzisiaj ktoś, kto fritzlar , to osoba, która siedzi w domu, gdy wszystkie okoliczności, na przykład sprzyjająca pogoda, przemawiają za wyjściem na zewnątrz. Kosmiczny naród , naprawdę!

Tajemnica znikającego zzz

...czyli jak rozpoznać skandynawskiego wokalistę, gdy śpiewa po angielsku. Skandynawowie znani są na świecie z wysoko rozwiniętej kultury muzycznej oraz dobrej znajomości języka angielskiego. To pierwsze wynika, według niektórych, z bogatej tradycji chórów parafialnych, a objawia się stosunkowo dużą liczbą światowej sławy wokalistów i zespołów właśnie ze Skandynawii pochodzących. To drugie zaś wynika ze splotu wielu różnych i złożonych czynników (system oświaty, podróże, filmy puszczane w telewizji w oryginalnej wersji* z napisami...), a objawia się między innymi tym, że owi światowej sławy wokaliści śpiewają po angielsku. Jak więc można rozpoznać takiego skandynawskiego wokalistę? Otóż istnieje pewien prosty sposób. Aby go objaśnić, zacznę od przykładu z klasyki muzyki rozrywkowej: Podpowiem: najważniejsze jest tu dla nas słowo "music". Wsłuchajcie się w nie, drodzy Czytacze i zastanówcie: co tu jest nie tak? Przykład kolejny, z innej części Skandynawii, z pokrewnym słowem w...

Akademia Szwedzka

Z okazji dzisiejszego ogłoszenia laureata literackiej Nagrody Nobla postanowiłam napisać parę słów o ciele, które ją przyznaje, czyli o Akademii Szwedzkiej. To dość ciekawa instytucja, ze względu na swoją długą historię mająca parę tradycji, które wydają się tyleż anachroniczne, co w pewien sposób urocze. Akademię Szwedzką założył w 1786 król Gustaw III, współczesny Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu: to były takie czasy w Europie, kiedy w różnych jej częściach powstawały akademie różnorakich sztuk i dziedzin wiedzy czy inne Komisje Edukacji Narodowej. Gustaw, jako władca oświecony, a także osobiście tymi tematami zainteresowany, chętnie zajmował się promowaniem sztuki, literatury i nauki; nawet ze swojego życia uczynił swego rodzaju show dla poddanych, przez co uzyskał przydomek teaterkungen , teatralny król: można było sobie na przykład przyjść w charakterze publiczności popatrzeć, jak wraz z rodziną spożywa posiłki w pałacu Drottningholm. Ironią historii jest to, że został zamord...

Piękno języka szwedzkiego

Dziś - dygresja filologiczna. Wszak, jak powiada klasyk, żadne wykształcenie nie hańbi , a ja jestem z wykształcenia filologiem. Otóż język szwedzki, wzorem innych języków germańskich, ma tę ciekawą właściwość, że można w nim w sposób niemalże nieograniczony tworzyć nowe słowa zbijając kilka krótszych słów w jedno dłuższe (przy czym naczelną zasadą jest, że słowo określane stoi zawsze za słowem określającym). Przykładów nie trzeba szukać daleko: wszak już nasze ulubione słówko klämrisk złożone jest z: kläm = przyciśnięcie, przygniecenie oraz risk = ryzyko, co razem daje nam ryzyko przytrzaśnięcia. Logiczne, prawda? Otóż nie zawsze. Proponuję więc, dla rozruszania szanownych Czytaczy, ze szczególnym uwzględnieniem Czytaczy-komentatorów, małą zabawę w odgadywanie znaczeń kilku szwedzkich słów na podstawie słówek wchodzących w ich skład. Wszystko to są autentyki, wypatrzone głównie, ale nie wyłącznie, w komunikacji publicznej. Dla ułatwienia - uważnym Czytaczom - dodam, że część z tych...

Godzina wilka

Gdybym miała wybrać swoje ulubione szwedzkie słowo, byłoby to chyba właśnie to: vargtimmen , godzina wilka. Jest takie zupełnie nie po skandynawsku metaforyczne i niesamowite. Godzina wilka to czas przed świtem, między 3 a 5 nad ranem, ostatnie godziny nocy, zaraz przed powrotem światła. Według ludowych wierzeń to najtrudniejsza część doby, czas, w którym rodzi się najwięcej dzieci i najwięcej ludzi umiera, śpiący mają najgorsze koszmary, a cierpiących na bezsenność ogarnia największy lęk. Czuwających przy ognisku zaś w tym czasie właśnie mógł zmorzyć sen, czyniąc z nich łatwe ofiary wilków. Według nauki natomiast jest to okres najmniejszej aktywności organizmu, kiedy obniża się temperatura ciała, ciśnienie krwi i przemiana materii. Jest to także tytuł filmu Ingmara Bergmana. I piosenki zespołu Hedningarna (czyli "poganie"). Ja jednak na ilustrację muzyczną wybiorę inny utwór, trochę, choć już nie tak bezpośrednio, zbliżony tematycznie: ludową piosenkę o wilkołaku w wykonan...

Skansen

Skans to szwedzkie słowo oznaczające szaniec, jednak wchodząc do języka polskiego - w formie określonej, skansen - otrzymało znaczenie dość dalekie od pierwotnego: muzeum na świeżym powietrzu. A to za sprawą Artura Hazeliusa, który w 1891 roku założył w Sztokholmie muzeum-park mające prezentować życie w różnych regionach Szwecji w XIX wieku, przed rewolucją przemysłową. A że powstało ono w miejscu dawnego szańca (wzniesionego przez króla Karola XIV Jana dla jego syna), nazwano je po prostu Skansen - a po polsku słowem tym zaczęto określać wszystkie muzea tego typu. W Skansenie w Sztokholmie podziwiać można nie tylko tradycyjne budynki, ale też ekspozycje związane ze szwedzką tradycją, jak na przykład Dalahästar , malowane na czerwono koniki z regionu Dalarna, znane każdemu, kto kiedykolwiek przechadzał się po jakimkolwiek sklepie ze szwedzkimi pamiątkami. Te na zdjęciu poniżej okazały się być wyśmienitym źródłem rozrywki nie tylko dla młodych gości Skansenu:) Poza tym cz...

Lagom är bäst

Żaden szwedzki wywód na temat ojczystego języka nie może się obyć bez wzmianki na temat słowa, które jakoby występuje jedynie w szwedczyźnie i jest nieprzetłumaczalne na inne języki. Kiedyś spotkałam się wprawdzie z esejem mówiącym, że to nie do końca prawda, bo po pierwsze żadne słowo w żadnym języku nie jest dokładnie przetłumaczalne na inne języki, a po drugie, nawet jeżeli nie znajdzie się dokładnego odpowiednika, zawsze można oddać je opisowo, kombinacją kilku innych słów - ale napisane to było tonem wysuwania śmiałej tezy, podważającej ogólnie przyjęte prawdy, godzącej na dodatek w narodową dumę. Nie chodzi bowiem o jakieś pierwsze lepsze słówko, ale słowo nieodłączne przy opisach szwedzkiego charakteru i stosunków społecznych. Brzmi ono lagom i jeżeli miałabym się podjąć rzekomo niewykonalnego zadania przetłumaczenia go na język polski, zrobiłabym to tak: "w sam raz, z umiarem, ani za dużo, ani za mało." Innymi słowy, szwedzki ideał: jak powiada mądrość l...

Miłość i krew. I Paris Hilton

Kilka dni temu na ekrany polskich kin wszedł pierwszy z dwóch filmów na podstawie powieści autorstwa Jana Guillou o Arnie Magnussonie, o których wspominałam jakiś czas temu. No i po prostu nie mogę przemilczeć tego, jaki tytuł polscy dystrybutorzy zdecydowali się nadać temu filmowi: "Templariusze. Miłość i krew". Cóż powiedzieć: drrramat. Dla porównania, w oryginale film ten nazywał się "Arn - Tempelriddaren" (Arn - Templariusz), a powieści, na podstawie których go nakręcono "Vägen till Jerusalem" (Droga do Jerozolimy) i "Tempelriddaren" (Templariusz); polskie tłumaczenia książek też idą raczej w tym kierunku, rezygnując z drrramatu na rzecz wierności oryginałowi. Druga część filmu i zarazem trzecia powieść cyklu nosi tytuł "Riket vid vägens slut" (Królestwo na końcu drogi) - już widzę to tłumaczenie na coś w rodzaju: "Templariusze - ostatnie starcie" czy też "Templariusze - zagłada". Nawiasem mówiąc, mimo że f...

Potęga mojej osobowości

Rozmawiałam niedawno z pewnym post-dokiem, który zajmuje obecnie biuro, w którym ja pracowałam w zeszłym semestrze. Wraz z biurem odziedziczył po mnie całe jego wyposażenie, między innymi komputer. Gdy się poznaliśmy i zorientował się, skąd pochodzę, jedną z pierwszych rzeczy, które od niego usłyszałam, było: "A, to dlatego wszystko w moim komputerze jest po polsku!" Co więcej, w administracji powiedziano mu podobno, że aby zmienić język na jakiś bardziej międzynarodowy, trzeba by przeinstalować cały system. Przyznam, że wprawiło mnie to w konsternację. Bo daję słowo, że gdy ja na tym komputerze pracowałam, jedynym programem, który był tam po polsku, był Firefox, którego zresztą sama zainstalowałam. Niczego więcej nie ruszałam. Nie mówiąc już o przeinstalowywaniu systemu (logika mi podpowiada, że skoro w celu zlikwidowania obecnych ustawień komputera potrzebne jest przeinstalowanie, to do ich wprowadzenia wymagany był analogiczny proces. Choć może popełniam tu podstawowy błą...

Klämrisk

Należy się parę słów wyjaśnienia, skąd to dziwne słówko w adresie internetowym tego bloga. By to jednak wytłumaczyć, trzeba najpierw napisać coś niecoś o szwedzkiej mentalności.* Otóż dla przeciętnego Szweda świat jest niezwykle niebezpiecznym miejscem. Z każdej strony czyhają przedmioty i zjawiska naturalne, które tylko czekają, żeby człowieka przytrzasnąć, zmiażdżyć, porazić, przygnieść, poparzyć, zalać i ogółem zrobić mu krzywdę. Czy kiedykolwiek, przeglądając katalog Ikei, zastanawialiście się nad tymi wszystkimi ochraniaczami na rogi stołów, żeby dzieci się o nie nie uderzyły, albo blokadami do gniazdek elektrycznych, żeby nie wkładały w nie drucików? To właśnie to. Może się wydawać dziwne, że dzieje się tak akurat w kraju, który jest jak mało który bezpieczny, niedoświadczony przez dziejowe i naturalne klęski. Mam teorię, że to właśnie dlatego. Że jak się nie ma tak zwanych prawdziwych problemów, wymyśla się takie, które z naszego punktu widzenia wydają się błahe. I kończy się...