Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą ...a sprawa polska

Poezja szczecińskich murów

Z wyspy na wyspę

  Weekendowych wędrówek po wyspach ciąg dalszy - ale tym razem polskich, nie niemieckich, a konkretnie po Wolinie. Dwa lata po poprzedniej tam wizycie , mogę stwierdzić, co następuje: miasto Wolin i tamtejszy skansen są dużo bardziej puste gdy nie trwa akurat coroczny Festiwal Słowian i Wikingów - choć przygotowania trwają, a w międzyczasie zabawia się tam letnie kolonie.  Jezioro Turkusowe w Wapnicy i Wzgórze Zielonka w Lubinie są nadal tyle ładne, co niedoceniane przez turystów, a Międzyzdroje wprost przeciwnie - wypełnione ludźmi po brzegi i nadal kiczowate i krzykliwe, dzięki czemu wciąż utrzymują się na samym czele mojego prywatnego i subiektywnego rankingu najbrzydszych kurortów bałtyckich. A gofry na tamtejszym molo nie dorastają do pięt sopockim.

Wielka kupa gotyckich cegieł

Minęło chyba z osiem lat, odkąd ostatnio zwiedzałam zamek w Malborku. W międzyczasie nieco się w nim pozmieniało: na przykład oprócz gotyku na zamku napotkać można również różnorakie okazy sztuki współczesnej, pojawiło się kilka ciekawych restauracji i sklepów z bursztynową biżuterią (a może po prostu kiedyś zwiedzałam z mniejszym budżetem, więc na restauracje i sklepy z bursztynem po prostu nie zwracałam uwagi?), opracowano nową ekspozycję poświęconą bursztynowi, umożliwiono zwiedzanie zamku z audioprzewodnikiem, a także, co pewnie najważniejsze, oddano po renowacji do zwiedzania parę nowych pomieszczeń, których nie miałam do tej pory okazji podziwiać. Jeszcze bardziej więc widać, jak ogromna jest ta budowla: wycieczka z przewodnikiem trwa ponad trzy godziny, przewodnik gna, a i tak nie zagląda się do wszystkich zakamarków zamku (na szczęście można to zrobić później, po zakończeniu oprowadzania). Nie zmieniło się jedno: malborski zamek to nie tylko największa, ale i najbardziej...

Ziemie odzyskane 2

Dwa lata po mojej pierwszej wizycie na Ziemiach Zachodnich odwiedziłam je ponownie. W międzyczasie mój do nich stosunek zmienił się znacznie: nie tylko zamieszkałam znacznie do nich bliżej, ale także zaczęłam projekt badawczy zainspirowany tą pierwszą wizytą. Również ten wypad miał poniekąd charakter badawczy: wraz z doktorantami, z którymi razem zajmujemy się na co dzień roztrząsaniem wielorakich aspektów nadbałtyckich pograniczy , wybraliśmy się jedno z takich pograniczy obejrzeć z bliska i wnikliwie, jak na naukowców przystało! Innymi słowy, zwiedzić Świnoujście, najeść się polskiego jedzenia oraz przespacerować się stamtąd na niemiecką stronę, do Ahlbecku.   Mogę podsumować, że wyprawa zakończyła się pełnym sukcesem i nawet ci z odkrywców, którzy nigdy wcześniej nie byli po polskiej stronie granicy, nie zawahali się przed spróbowaniem kremówek i pierogów! A ja ze zdziwieniem stwierdziłam, że Świnoujście wygląda znacznie lepiej, niż dwa lata temu. A mo...

Polskie słodkie czereśnie

Spędziłam ostatnie dwa tygodnie czytając o wyrywaniu niemczyźnie prastarych piastowskich granic na Odrze, Nysie i Bałtyku (" Tysiąc lat prawie siedział wróg na Łabie i Odrze. / A teraz? Popatrz. Tu gdzie padł pierwszy Piast, / Gdzie Szczecin, Olsztyn, Kołobrzeg – / na tle upiornych zwalisk, w gruz obróconych miast – / polski rolnik pługiem, rudym od rdzy, krwawe przedpole orze."* ) i zaczęłam coraz dziwniej spoglądać na sąsiadów.  Tymczasem dziś idąc do pracy zauważyłam stojące naprzeciwko siebie dwa stoiska z czereśniami. Jedno opisane było: "Jakość prosto z niemieckich landów", drugie - "Polskie słodkie czereśnie". Ciekawe, co by mieli na ten temat do powiedzenia moi autorzy! Czyżby, po bez mała siedemdziesięciu latach, polski rolnik już nie tylko orał, ale i zbierał, a z pomocą tego, co zbierze, miał zamiar wydrzeć jeszcze więcej prastarych słowiańskich ziem, tym razem i po drugiej stronie Odry...? Wiedziałam, że zbyt długa ekspozycja na te tek...

Przebywanie na falochronie

Czytacz Mateusz wybrał się do Łeby, a tam zobaczył widoki niezwykle dramatyczne oraz mrożące krew w żyłach! Na przykład czarne punkty wyłaniające się niespodziewanie z rozszalałych fal: A także - kto wie, czy nie bardziej przerażające - alternatywne zastosowanie gramatyki języka polskiego:

Rytuał

Przed odjazdem pociągu regionalnego za zachodnią granicę na peronie czwartym szczecińskiego dworca odbywa się pewien specyficzny rytuał. Peron wypełnia się wówczas ludźmi w różnym wieku, płci obojga, obwieszonymi większą lub mniejszą ilością tobołów, wykrzykujących wszem i wobec: "Kto do Lübeck?"*, "Na Hamburg?", lub też zagadujących się nawzajem bezpośrednio: "Pani na Berlin?", "Kiel??". Często proces przenosi się do samego pociągu, a ton nagabywań staje się z czasem coraz bardziej natarczywy i rozpaczliwy. Nawoływania niosą się przez cały (krótki) pociąg, pasażerowie krążą od przedziału do przedziału, wiedzeni wieścią, że podobno znajomy czyjegoś znajomego również jedzie do Hamburga. Z ulgą można odetchnąć dopiero po uzbieraniu pięcioosobowej grupki. Tylko niektórzy przychodzą na peron przygotowani, już z góry umówieni z bliższymi lub dalszymi znajomymi jadącymi w tym samym kierunku. Mogą wówczas z satysfakcją patrzeć na biegających po peronie ...

Woda z piaskiem

Wiemy już , czemu oddają się bywalcy sztokholmskiej Biblioteki Królewskiej, gdy odwiedzają tamtejszą toaletę. Czym natomiast zajmują się czytelnicy w Bibliotece Głównej UG? Najwyraźniej mieszaniem wody z piaskiem. I to na dodatek brudnej:

Nikt nie uniknie swojego przeznaczenia

To tylko jedna z wielu informacji, jakie udzielone mi zostały dzisiaj w ramach szkolenia BHP. Stali Czytacze być może przypominają sobie, że podobne szkolenie przechodziłam nie dalej jak rok temu , ale jeżeli czegoś mnie nauczyło doświadczenie pracy w mojej obecnej instytucji, to tego, że nikt nie uniknie również okresowego szkolenia BHP. Tym razem oszczędzono mi oglądania seksistowskiego filmiku, za to nasłuchać się mogłam historii o: palcach odrywanych za pomocą kombinacji haków i pierścionków zaręczynowych, nożach wbijanych w klatki piersiowe, skórze dłoni przymarzającej na amen do przewodu gaśnicy śniegowej, psotnych studentach przestawiających gaśnice oraz uruchamiających celowo alarmy za pomocą papierosów przystawianych do czujek przeciwpożarowych, operatorach kamer uruchamiających podobne alarmy nienaumyślnie, za pomocą przegrzewającej się kamery na wysięgniku, zraszanych w skutek tego wodą ze sprinklerów, samozapłonach na stacjach benzynowych oraz że kobiety są bardziej łatwopa...

Multi-kulti

A jednak

Wbrew moim niedawnym narzekaniom , Czytaczce Monice udało się dostrzec mały ślad tego, że jednak poznaniacy przyznają się do związków ze swoją najsławniejszą pisarką. No, jest to przynajmniej jakiś początek! Intryguje mnie dodatkowo coś innego, czego można się dowiedzieć z powyższego znaku: że jak się pójdzie 930 metry w lewo, natknie się na Prezydenta Miasta. Biedakowi musi być ciężko tak tkwić wciąż w tym punkcie!

Potknięcie

Chodzenie po torowisku grozi rypnięciem na dziób. O czym donosi Czytaczka Ewa.

Jeszcze coś z ziem odzyskanych

Na kilka dni przed początkiem astronomicznej jesieni -- wspomnienie nieuchronnie odchodzącego lata. Z nabrzeża w Wolinie .

Baczność!

No i ostatnia dygresja z Wielkopolski. Prawdziwie jeżąca włosy na głowie! Choć trudno powiedzieć, czy bardziej z powodu napięcia, opóźnienia pociągu do Szczecina czy stanu farby... Przynajmniej ptaki wydają się stoicko niewzruszone.

Logika

Naklejka zakazująca naklejania. Jest w tym jakiś surrealistyczny urok...

Przykład

U nas na Pomorzu nie dajemy takich przykładów!

Wykopki

Poznań jest straszliwie rozkopany. Ulice, dworzec, tory tramwajowe i kolejowe są zryte, wymuszając objazdy oraz powodując konfuzję. Ale tak już chyba jest ostatnimi czasy w całym naszym pięknym kraju. W sumie tylko się cieszyć, choć trochę szkoda, że trzeba było aż jakichś zawodów, żeby wreszcie ruszyć tyłki i zacząć coś robić. Tak czy inaczej, znak ze spadającym w głębię panem jest bardzo sugestywny!

Literackimi śladami

Odkąd pół Europy oszalało na punkcie trylogii "Millenium", na zwiedzanie Sztokholmu można wybrać się śladami jej bohaterów. Za opłatą 120 koron szwedzkich można obejść z przewodnikiem punkty miasta, w których bywali bohaterowie i rozgrywały się najważniejsze wydarzenia powieści. Podczas drugiej w moim życiu wizyty w Poznaniu Czytaczka Kolleander zabrała Czytaczkę Patysio i mnie na tour po Jeżycach, śladami miejsc z jednego z najpopularniejszych cykli powieściowych polskiej literatury: koło kamienicy Borejków przy Roosevelta 5, żółtego domu z wieżyczką przy ulicy Słowackiego (wieżyczka, jak i cała kamienica, dawno już nie jest żółta, tylko szarobura) i innych secesyjnych, pięknych, ale dość zaniedbanych kamienic Jeżyc. I cały czas zastanawiało mnie: Jeżycjada istnieje i zyskuje wielbicieli kilkadziesiąt lat dłużej, niż "Millenium" (kwestii wartości literackich obydwu cykli nie będę tu poruszać, a zresztą nie o nią tu chodzi). Dlaczego więc nie ma wycieczek śladami ...

Żółta łódź podwodna

Na Dziwnie w Wolinie pływać nie wolno, ze względu na obecność żółtych łodzi podwodnych. Zaraz obok zabraniają też utonięć. Trudno powiedzieć, czy z tego samego powodu. Wystarczy jednak przejść się kawałek dalej, by natrafić na znaki, które nie skąpią żadnego rodzaju informacji:

Ziemie odzyskane

Tym razem postanowiłam wybrać się - wraz z Czytaczką Moniką - w bliższe strony i zobaczyć kawałek Polski. A konkretnie, jej północno-zachodni kawałek. Wstyd powiedzieć, ale nigdy wcześniej tam nie byłam! Pierwszą rzeczą, jaka powitała nas po przyjeździe do Wolina, była wygrywana na carillonie na wieży ratuszowej "Rota". W szkole imienia Bolesława Krzywoustego - tego właśnie, który walczył, i to skutecznie, o podporządkowanie Piastowskiej Polsce Pomorza - w której w czasie wakacji funkcjonuje schronisko, na gazetce ściennej poczytać sobie można uczniowskie wierszyki o tym królu ("Pod Psim Polem Krzywousty zapędził armię niemiecką w pola kapusty", "Jak napisał Gal Anonim Bolesław Krzywousty to idealnej władzy synonim"), a klatkę schodową zdobi rząd białych orłów, całe tysiąc lat ewolucji, od denara Bolesława Chrobrego po godło Trzeciej Rzeczypospolitej. Ulice w tej części świata noszą takie nazwy jak: Słowiańska, Piastowska, czy - moja ulubiona - Tysi...