Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Florencja

Samotność

Nie znam się na piłce nożnej i znać się nie zamierzam. Dzięki temu jeżeli już z jakiegoś powodu tego typu widowisko zwróci moją uwagę, obserwuję je jako zjawisko społeczno-antropologiczne oraz studium zachowań stadnych. Na tej zasadzie poszłam kiedyś na mecz Fiorentiny z Sampdorią - mieszkanie przez parę miesięcy w bezpośrednim sąsiedztwie stadionu Fiorentiny i obserwowanie w co drugą niedzielę tłumów kibiców zmierzających na i ze stadionu obudziło w końcu we mnie i w mojej współlokatorce ciekawość, która kazała nam wybrać się tam którejś niedzieli. Zasiadłyśmy w samym środku sektora o eleganckiej nazwie Curva Fiesole, a więc wśród oddanych kibiców gospodarzy, mogłyśmy więc do woli nasłuchać się zestawu okrzyków i piosenek, a nawet obejrzeć układy choreograficzne. Najbardziej podobał mi się ten, który polegał na tym, że cały stadion zaczynał nagle szybko podskakiwać w miejscu. Mecz zakończył się druzgocącym dla gości wynikiem 5:1, a także wyniesieniem na stadion wielkiej flagi Fior...

Internet, czyli wygrzebane z archiwum 5

Dzisiaj zainstalowano mi w mieszkaniu internet. Pamiętna wszystkich prób , na które wystawiło mnie dotychczasowe życie w Greifswaldzie, spodziewałam się, że na pewno nie zadziała, a przynajmniej nie od razu. Że będę musiała domagać się pomocy technicznej, zawracać głowę znajomym bardziej niż ja znającym się na komputerach, obdzwaniać infolinie, zmienić system operacyjny na Windows i dawać na mszę. I że będzie z tego anegdota na bloga. A tu rozczarowanie - wszystko zadziałało zgodnie z zapowiedziami operatora! Żeby dostarczyć Czytaczom anegdot na temat instalowania internetu nie pozostaje mi więc nic innego jak sięgnąć do przeszłości i miejsca, w którym załatwianie czegokolwiek zawsze jest materiałem na anegdotę: do Włoch, a konkretnie Florencji. Od razu uprzedzę: z doświadczeń moich, zebranych w ciągu półtora roku mieszkania w tym mieście w dwóch różnych mieszkaniach, jak również doświadczeń moich znajomych, wynika, że internetu tam założyć się nie da. Albo wprowadzasz się do mie...

O bałtyckich korsarzach, zagrabionych dziełach sztuki i florenckich kościołach

Gdy wiele lat temu uczyłam się na przewodnika po Trójmieście, jednym ze zgłębianych przeze mnie tematów była historia najbardziej chyba wartościowego z tutejszych dzieł sztuki - "Sądu Ostatecznego" Hansa Memlinga . Obraz ten zamówiony został u niderlandzkiego mistrza w drugiej połowie XV wieku przez florentczyka Angela di Jacopo Taniego i pierwotnie trafić miał do jednego z florenckich kościołów. Nigdy jednak tam nie dotarł. Był rok 1473 i trwała właśnie wojna Ligii Hanzeatyckiej z Anglią, którą ta pierwsza prowadziła przede wszystkim za pośrednictwem floty kaperskiej, blokującej angielskie wody terytorialne i nierzadko atakującej cokolwiek, co zmierzało do angielskich portów, łącznie ze statkami niezaangażowanych w konflikt stron. Jak na przykład płynący pod neutralną, burgundzką banderą galeon "San Matteo", który został zdobyty przez gdańską karakę "Peter von Danzig" dowodzoną przez kapitana Pawła Beneke. Łupem gdańszczan, oprócz skór, tkanin i in...

Śmiercionośne przewody

"Nie dotykać przewodów Niebezpieczeństwo śmierci."

Szacunek

"Szanuj Florencję Nie brudź Pety - papier - odchody - plastik Nie wyrzucaj ich na ziemię Czyste miasto czyni życie lepszym" - czyli nowy sposób władz Florencji na zaprowadzenie w mieście porządków. Pragnę zwrócić uwagę, że w ostatniej linijce po raz kolejny mamy do czynienia z poezją współczesną ( Una città pulita migliora la vita ), której piękna jednak niestety nie udało mi się oddać w tłumaczeniu...

Słońce Toskanii

Wbrew wczorajszym zastrzeżeniom wracam już dzisiaj z nową dygresją. A to za sprawą wiadomości, którą usłyszałam dziś rano w radiu, a która bardzo mnie rozbawiła - choć śmiech, którym na nią zareagowałam, był śmiechem gorzkim. Otóż podobno we włoskich miastach wzywają obywateli, aby w imię zdrowia i ekologii przykręcali w swoich domach kaloryfery. Burmistrz Florencji podpowiada ponoć, że temperatura 18 stopni Celsjusza jest optymalna i na niej właśnie florentczycy powinni się zatrzymać. Skąd więc gorzki śmiech, zapytacie, drodzy Czytacze? A przynajmniej ci z Was, którzy nie znają mnie osobiście i nie wysłuchiwali już wielokrotnie moich opinii na temat florenckiej zimy, rozwiewających nieco utrwalone przez śródziemnomorską propagandę wyobrażenia. Otóż zima we Florencji jest koszmarem. I nie chodzi nawet o pogodę, bo choć ze względu na specyficzny mikroklimat niemal przez cały czas tam leje, to temperatury na ogół oscylują wokół 10 stopni. Chodzi natomiast o wnętrza. W który...

Rzeczy ostateczne

Zeszłotygodniowa wyprawa do Florencji była zarazem okazją do pożegnania się z tym miastem. Być może wrócę jeszcze kiedyś do niego, ale już nie będę miała pretekstu, żeby wracać regularnie. Refleksjami na ten temat już kiedyś Czytaczy zanudzałam , to nie będę się powtarzać. Dodam jeszcze tylko, że choć nigdy jakoś za Florencją nie przepadałam, to jednak nie jest to całkowicie pozytywne doznanie, bo to jednak pożegnanie, a pożegnania zawsze mają w sobie coś smutnego. Wykorzystuję więc tę wizytę, aby ostatni raz doświadczyć tego, co w tym mieście dobre: najeść się toskańskiej kuchni, przejść się wzdłuż Arno, zjeść lody w cukierni Badiani, zrobić zakupy na Mercato di San Lorenzo - gdzie sprzedawcy zachwalają swój towar i targują się jak na arabskim souku - popatrzeć na Florencję z Fiesole i ogółem jeszcze raz przyjrzeć się florenckiemu rozkładowi. Oraz żeby zrobić to, co obiecywałam sobie zrobić od pierwszej wizyty w tym mieście cztery i pół roku temu i teraz już nie mogła...

Hop!

W zasadzie zupełnie zwyczajne oznaczenie wyjścia ewakuacyjnego - ale jakoś tak uderza mnie niezwykłą energią przedstawionego tu ludzika. Od razu widać, że to Włoch! Poza tym w tle majaczy niewyraźnie w pełni już funkcjonująca Tramvia !

Just call me the Doctor!

Udało mi się! Dotarłam do kresu długiego, miejscami żmudnego i ciężkiego procesu, dzięki czemu od dzisiaj wiele się w moim życiu z pewnością zmieni! Na przykład uzyskałam prawo do zaznaczania "Doktor" zamiast zwykłej "Pani" w formularzu rezerwacji biletów na stronie Ryanaira i... to w zasadzie chyba wszystko, co mi w tej chwili przychodzi do głowy. No ale cóż, nie mam złudzeń, przecież już od dziecka - w tym samych mediach, które mają za zadanie przekazać nam pewne wartości i wykształcić odpowiednie postawy społeczne - otrzymujemy jasny przekaz na temat tego, ile w praktyce warte są pewne osiągnięcia: Ja jednak nie mam zamiaru (na razie) poddawać się temu defetyzmowi i korzystając z tego, że tymczasowo jest już po stresie oraz że we Florencji nie zaczęła się jeszcze pora deszczowa*, idę cieszyć się słońcem Toskanii, chianti i pizzą! * To, co w reszcie Europy nazywamy jesienią i zimą. Florencja położona jest w niecce między wzgórzami, czego główn...

Bezpieczne ręce

Instrukcja prawidłowego mycia rąk wypatrzona przeze nie swego czasu w pewnym gdańskim centrum handlowym to nic w porównaniu z tą, w którą wczytać się można we florenckim Palazzo Vecchio! Ta jest długa, szczegółowa (zaleca np. zakręcanie kranu ręcznikiem, żeby go nie dotykać bezpośrednio), ilustrowana i zakończona zapewnieniem, że po zastosowaniu się do instrukcji nasze ręce są "bezpieczniejsze".

Człowiek-wiatr

...ostrzega, żeby nie wleźć w szybę.

Festa di San Giovanni

Dwa tygodnie temu, w czasie gdy Szwedzi świętowali midsommar tańcząc wokół słupa i śpiewając o tym, że są małymi żabkami, florentczycy obchodzili święto swojego patrona, świętego Jana. Na placu przed kościołem Santa Croce odbywa się zwykle tego dnia finał rozgrywek Calcio Storico. Dosłownie znaczy to historyczna piłka nożna, jednak w rzeczywistości bardziej przypomina mało eleganckie nawalanie się grupki facetów reprezentujących cztery historyczne dzielnice Florencji (Niebiescy z Santa Croce, Czerwoni z Santa Maria Novella, Biali z Santo Spirito i Zieloni z San Giovanni), ubranych w stroje (właściwie głównie portki) inspirowane renesansowymi. W tym roku jednak rozgrywki odwołano, w dzień św. Jana tylko odbył się mecz towarzyski między Azzuri a Bianchi (Niebieskimi a Białymi). Poniżej - "boisko", czyli Piazza Santa Croce w czasie demontowania trybun, parę dni po. Dla spragnionych innego rodzaju rozrywek zaś miasto funduje pokaz fajerwerków. Wystrzelane z Piazza...

Podstępne korzenie

Wśród niebezpieczeństw, na jakie narażony jest pieszy we Florencji wymienia się obecność korzeni (które najwyraźniej, jak sugeruje obrazek, powinno się kopnąć). Zaiste, może to człowieka wziąć znienacka, biorąc pod uwagę jak bardzo pozbawione zieleni jest to miasto.

Dobry komar to martwy komar

Jednym z pierwszych słów w miejscowym języku, jakich uczy się przybysz do Florencji, jest zanzara . Słowo to określa najbardziej krwiożerczego, podstępnego i znienawidzonego tak przez ludność tubylczą, jak i przez przyjezdnych przedstawiciela miejscowej fauny: komara. Myślicie, drodzy Czytacze, bywalcy mazurskich czy kaszubskich jezior i innych okoliczności natury, że znany jest Wam ten drapieżnik i związane z nim ryzyko. Otóż nie do końca. Komar florencki ma wiele wspólnego ze swoim polskim kuzynem: czai się na swoją ofiarę o zmierzchu i niczym wampir wysysa jego krew, wpuszczając w zamian złowieszczy jad. Jego ukąszenia są jednak bardziej od ukąszeń polskiego komara uciążliwe (nie mówiąc już o ukąszeniach wampira, które, jeżeli wierzyć najnowszym trendom w literaturze i filmie, nie pociągają za sobą konsekwencji bardziej przykrych niż nieśmiertelność oraz zwiększona atrakcyjność fizyczna), ponieważ nie powodują zwykłego swędzenia tylko dość przenikliwy ból. Na dodatek są to wyjątkow...

O samochodach, kawie, śródziemnomorskiej propagandzie i stresie

A więc ze Szwecją, jako się rzekło, na razie koniec. Co więcej, wpadłam na niezbyt może mądry pomysł, żeby wyprowadzić się ze Szwecji akurat w tę porę roku, kiedy jest ona najpiękniejsza i pojechać do Włoch akurat wtedy, kiedy jest tam najnieznioślej, kiedy powietrze robi się gęste i ciężkie, że niemal wbija człowieka w ziemię. Choć oczywiście, nie do końca ja wybrałam ten termin i to miejsce... Znów ogarnia mnie zdumienie, jak te tak różne kraje mogą mieścić się na jednym tak małym kontynencie. I wprawia mnie to w nastrój refleksyjny, który z kolei skłania do podzielenia się z Czytaczami mniej lub bardziej pretensjonalnymi wynurzeniami, a tym samym do wyprodukowania wpisu tego rodzaju, za którymi nie całkiem przepadam na innych blogach... Winne jest słońce, drodzy Czytacze: słońce, upał i stres! Przyzwyczajona do wręcz sterylnego powietrza Sztokholmu natychmiast po przyjeździe do Florencji niemal czuję, jak płuca wypełniają mi spaliny, a smog zatyka każdy por skóry. Ale zauważam też p...

Scale mobili

W przeciwieństwie do Anglików i w stopniu jeszcze większym niż Szwedzi , Włosi używający schodów ruchomych wyposażeni zostali w cały zestaw wskazówek, zaleceń, ostrzeżeń, nakazów i zakazów: Najwyraźniej też Ministerstwo Głupich Kroków stwierdziło, że florencka hala targowa jest miejscem nie gorszym od sztokholmskiego szpitala i również tam postanowiło zaznaczyć swoją obecność:

Świat się kończy!

Gdy w czwartkowy poranek szłam z walizką na dworzec we Florencji, by opuścić to miasto, oczom moim ukazał się widok, co do którego już dawno straciłam nadzieję, że uda mi się go ujrzeć: pod budynek dworca podjechał tramwaj! Gdy przyjechałam do Florencji po raz pierwszy, wiosną 2006 roku, przywitała mnie ona dokumentnie rozkopanymi ulicami: na placu przed dworcem i w innych częściach miasta zionęła wielka, głęboka dziura. To budowała się Tramvia , linia tramwajowa, która miała zmniejszyć ruch uliczny w centrum miasta. Super pomysł, moim zdaniem - każda inicjatywa, która ma na celu zmniejszenie ilości samochodów, autobusów i spalin w tym zatłoczonym mieście, jest ze wszech miar godna pochwały. Minął rok, potem półtora, mojego mieszkania we Florencji, w czasie którego nauczyłam się paru rzeczy o życiu we Włoszech, między innymi tego, że sprawy kierują się tutaj własną, nieprzeniknioną dla przybysza z zewnątrz, logiką (nazwałam to zasadą NNNW - "Nigdy Nic Nie Wiadomo"), wsz...

Kapliczki Le Cure

Stare włoskie miasta i miasteczka to miejsca, w których chyba nawet bardziej niż w Polsce trudno zapomnieć, że się jest w katolickim kraju. Gdy w zeszłym tygodniu spacerowałam po Florencji, naszła mnie refleksja, jak się w takim miejscu czują imigranci z krajów arabskich czy innych niechrześcijańskich. Czy potykanie się co chwilę o najróżniejsze kościółki, kapliczki i figurki Maryi i świętych sprawia, że potęguje się to poczucie wyobcowania, które musi towarzyszyć - często przymusowemu - przeniesieniu się do obcego kraju, obcej kultury? Czy czyni to przeniesienie cięższym niż, na przykład, w Szwecji, gdzie ślady chrześcijańskiej tradycji są dużo rzadsze i dużo bardziej dyskretne...? Główny budynek mojej uczelni mieści się w byłym klasztorze dominikańskim, funkcję auli pełni były przyklasztorny kościół . Jeden z wydziałów zajmuje połowę budynku, gospodarzami którego drugiej połowy nadal są zakonnicy; w innym jedna z sal wykładowych została urządzona w przydomowej (przywillowej?) ka...