Są ponoć ludzie, którzy uważają, że historia jest nudna . Domyślam się, że ludzi tych skrzywdzili okrutnie w czasach szkolnych ich nauczyciele historii - bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że kogoś nudzą te niezliczone rzesze żyjących w przeszłości ludzi wyczyniających rzeczy tak zadziwiające, szalone, genialne, wyjątkowe, przełomowe, idiotyczne, czy błyskotliwe... Ot, taki na przykład kapitan Anders Lindeberg, na którego natknęłam się całkiem niedawno. Żył on w Szwecji w pierwszej połowie XIX wieku, w czasach gdy tron szwedzki (a także norweski, ale to już nieco inna historia ) zajmował niejaki Jean Baptiste Bernadotte , nie mniej ciekawa postać zresztą: syn prawnika z francuskiego miasta Pau, zanim stał się założycielem panującej do dziś w Szwecji dynastii królewskiej, podjął się kariery wojskowej. Rozpoczął ją jeszcze przed rewolucją francuską, a kontynuował w armii rewolucyjnej i potem napoleońskiej, gdzie dorobił się tytułu marszałka. To był jednak tylko początek jego wspinaczki ...