Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Szwecja

Miasta uniwersyteckie 2

Nie tylko ludzi robi się pełno w miastach uniwersyteckich - nie tylko w Greifswaldzie - gdy zaczyna się semestr. Wystarczy porównać zdjęcie chodnika przed moim instytutem, które już kiedyś tutaj zamieszczałam:  ...z takim oto, zrobionym w innym europejskim mieście, z uniwersytetem kojarzącym się, jak mało które:  W Oksfordzie, mianowicie. I jeszcze jedno uniwersyteckie miasto: Uppsala. Ono w rowery wręcz opływa:

O siłowniach i kościołach

Z pewnością tęsknicie, Drodzy Czytacze, za doniesieniami o najnowszych wymysłach kosmicznego narodu. Na szczęście, dzięki czujności Mojej Sista, mogę Wam od czasu do czasu takowych dostarczyć! Dziś dwa rezultaty jej obserwacji Sztokholmu, obrazujące zarazem typowo szwedzkie tendencje. Powyższy plakat reklamowy nawiązuje do, opisywanego już na tym blogu kilkakrotnie , zamiłowania Szwedów do trenowania i sprawności fizycznej. Widoczna na nim uśmiechnięta pani, 33-letnia matka dzieciom reklamująca sieć siłowni SATS, twierdzi, że "trenowanie jest równie oczywiste, jak zmienianie pieluch". Ciekawam, czy pozostałe osoby na plakacie mają na ten temat podobne zdanie - niestety, ich nie zacytowano. Natomiast zobaczywszy powyższy plakat spróbowałam wyobrazić sobie analogiczną sytuację w Polsce - i mało co mózg mi się nie zawiesił. Otóż Kościół Szwedzki ogłasza na nim, że w co drugi wtorek w kościele św. Jakuba odbywają się queerowe msze święte. A po nich pastor zaprasza na kawę/herbat...

Misyjny Kościół Kopimistów

Jako że dziś dzień świąteczny, zajmijmy się na chwilę życiem religijnym kosmicznego narodu . Tuż przed Bożym Narodzeniem udało się - za trzecim podejściem - zarejestrować w Szwecji oficjalnie nowy związek wyznaniowy: Misyjny Kościół Kopimistów. Założenia tej nowej religii są proste: informacja jest święta, a jej kopiowanie i rozprzestrzenianie jest aktem religijnym. Nazwa religii pochodzi od słów "copy me", a świętymi symbolami kopimistów są skróty Ctrl+C Ctrl+V (kopiuj - wklej). Mają oni nadzieję, że dzięki oficjalnemu zarejestrowaniu religii będą mogli walczyć z prześladowaniem ich przekonań, a także szerzyć swoją wiarę (kościół jest wszak misyjny). Oficjalnie nie poruszają wprawdzie (jak na razie) kwestii ściągania plików chronionych prawem autorskim z internetu, ale to, że wielu członków* nowej religii wywodzi się z młodzieżówki Partii Piratów nie jest zapewne kwestią przypadkową. Przedsięwzięcie ma trochę z atmosfery studenckiego wygłupu - i nieprzypadkowo, działacze z...

Babie lato w Ikei

Koniec lata to, zgodnie z prastarą tradycją, czas w którym do domostw Europy trafia nowy katalog Ikei. Wydarzenie to tak doniosłe, że wspomina się o nim nawet w recenzjach w dodatku kulturalnym do dziennika Svenska Dagbladet . Natomiast u naszych zachodnich sąsiadów postanowiono z troską zadbać o to, aby nikt nie został pominięty, również osoby, na których skrzynkach pocztowych widnieją naklejki informujące o tym, że nie życzą sobie reklam i ulotek. Dostarczono im mianowicie zestaw dodatkowych naklejek, dopowiadających, że katalog Ikei to zupełnie co innego i jak najbardziej pragną go znaleźć w swoich skrzynkach. O czym donosi Czytaczka Monika.

Rzeczy, których mi brakuje w Polsce, gdy wracam ze Sztokholmu

1. Dobrze zorganizowanej (choć drogiej i czasem zawodnej) komunikacji publicznej, która czyni posiadanie samochodu niemal zupełnie zbędnym. 2. Wyczerpującego informowania , dzięki któremu obywatel czy pasażer zawsze wie, co się dzieje, dlaczego jesteśmy spóźnieni i kiedy dotrzemy do celu. 3. Braku opłat za wypłacanie gotówki z bankomatu nieswojego banku (i w ogóle znikomej ilości opłat bankowych). 4. Możliwości płacenia niemal wszędzie kartą. 5. Nieoszpecania krajobrazu setkami billboardów, reklam i szyldów. 6. Estetycznej, nieostentacyjnej i oszczędnej w formie architektury oraz wzornictwa. 7. Sklepów z niekoniecznie potrzebnymi, ale fajnymi i pomysłowymi rzeczami . 8. Wszechobecności ludzi z książkami - tam się naprawdę czyta ! 9. I w związku z tym - bibliotek, które sprawiają wrażenie miejsc budowanych dla ludzi, w których przyjemnie jest przebywać i można czuć się swobodnie (w tym, na przykład, zjeść obiad). 10. Filmów z napisami w telewizji (co, jestem o tym g...

Trzeci świat

Będąc w Szwecji mogłam również się po raz kolejny przekonać, jak szlachetni i altruistyczni są mieszkańcy tego kraju. A to czytając plakat na boku pojemnika na używaną odzież - plakatu jednocześnie informującego, co się z taką używaną odzieżą dzieje i zachęcającego do jej oddawania do podobnych pojemników lub second handów (w przeciwieństwie do zwykłego wyrzucania, które generuje koszty - trzeba wtedy ją zutylizować). I co się mianowicie z tą odzieżą dzieje? Otóż po przesortowaniu może ona trafić na przykład do organizacji charytatywnych, które prześlą ją do krajów potrzebujących. Mianowicie do Afryki i Europy Wschodniej. Tak jest, drodzy Czytacze, do nas . No czy już nie czujecie się lepiej ze świadomością, że sąsiedzi zza wody o nas pamiętają? Wiem, że na pewno oni się czują - serca ich rozgrzewa podnoszące na duchu poczucie, że przez swoją pomoc stają się lepszymi istotami ludzkimi! Jejku, jaka ja się na starość robię cyniczna...

Szwedzka pracowitość

W piątek rano Moja Sista zbiera się do pracy. Pracuje w bardzo małej firmie, składającej się z zaledwie kilku osób (z czego większość to szefowie). A wygląda na to, że dziś będzie ich w biurze jeszcze mniej, bo pogoda jest ładna, więc kilku szefów wybrało się na wodę, żeglować i łowić raki, bo właśnie zaczął się na nie sezon . Przed wyjściem Moja Sista dostaje właśnie wiadomość od jednego z szefów, że rano popracuje w domu, a po południu idzie na żaglówkę, więc nie należy się go spodziewać dziś w biurze. Chwilę potem nadchodzi wiadomość od współpracownika, który stwierdził, że wobec tego też popracuje w domu. Wygląda więc na to, że w biurze pojawi się jedynie Moja Sista i ewentualnie jeden z jej szefów, który jest dziedzicem wielkiej amerykańskiej fortuny, w związku z czym prawdopodobnie nigdy w życiu nie musiał robić niczego, na co nie miał ochoty i w "pracy" zwykle zajmuje się kupowaniem gadżetów, rozpraszaniem współpracowników oraz wyciąganiem ich na lunche w drogich resta...

Aktualności

No więc przyjechałam do Szwecji* - i cóż tam słychać? Nie zdążyłam pobyć tam nawet jednego dnia, kiedy gruchnęła wiadomość, że następczyni tronu księżniczka Wiktoria i jej mąż książę Daniel (bo tak należy go teraz tytułować), spodziewają się pierwszego potomka. Ufff, co za ulga: następstwo tronu zapewnione! A poza tym: Kościół Szwedzki ma nową, letnią kampanię reklamową ("Kościół nie ma wakacji. Parafie zapraszają latem na programy muzyczne, kawę, prelekcje, prezentacje i wiele więcej."), w Globen zobaczyć będzie można w październiku sceniczną wersję "Batmana" ("To jedyna okazja, żeby doświadczyć Batmana na żywo na scenie. Oryginalna fabuła z akrobacjami, iluzjami, sportami walki, artystami na trapezie i zupełnie nowym Batmobilem. Szwedzki narrator! Dialogi po angielsku."), zamknięto kolejne odcinki metra do remontu (tymczasem remont dworca centralnego trwa nadal), a jednego dnia tajemnicza awaria systemu komputerowego w SL sprawiła, że nie wyś...

Z powrotem w Szwecji

Przyjechałam na tydzień do Szwecji - i oto co moje piękne oczy zobaczyły zaraz po opuszczeniu terminalu lotniska!

Słowotwórstwo

Truizmem będzie napisać, że język się rozwija, reagując na zmiany i wydarzenia zachodzące w otaczającym nas świecie, na przykład przez tworzenie nowych słów. Tak właśnie powstał w języku szwedzkim nowy czasownik: att fritzla . Nieco makabryczny, bo pochodzi, jak zapewne Czytacze się domyślają, od Austriaka Josepha Fritzla. I wygląda na to, że zdążył już przejść dość interesującą ewolucję. Szybki research w Internecie wykazał, że początkowo słowo to bliskie było swojemu pochodzeniu i oznaczało "zamknąć kogoś w piwnicy". Ja spotkałam się z nim zupełnie niedawno i w znaczeniu, które oddaliło się już od tego oryginalnego. Dzisiaj ktoś, kto fritzlar , to osoba, która siedzi w domu, gdy wszystkie okoliczności, na przykład sprzyjająca pogoda, przemawiają za wyjściem na zewnątrz. Kosmiczny naród , naprawdę!

Klämrisk a sztuka konwersacji

Klämrisk, jak się okazuje, jest dobry na wszystko. Na przykład jeżeli przy świątecznym stole będziecie się, drodzy Czytacze, zastanawiać nad dobraniem odpowiedniego tematu rozmowy, możecie zawsze skorzystać z wzorców zaproponowanych w szwedzkiej telewizji, a konkretnie w bardzo popularnym serialu komediowym "Solsidan" . Główny bohater tegoż, niejaki Alex, człowiek niemal całkowicie pozbawiony asertywności, trafia w jednym z odcinków na przyjęcie z okazji czterdziestych urodzin swojego kolegi i sąsiada, Ovego. Brak asertywności jest tu o tyle znaczący, że Ove to rodzaj osoby, na której przyjęcie nikt nie dałby się zaciągnąć z własnej woli (a już tym bardziej wkopać w wygłoszenie na nim okolicznościowej mowy, co również staje się udziałem bohatera. A okolicznościowe mowy to dla Szwedów ważna sprawa). Tam to właśnie jeden z gości odzywa się do Aleksa w te słowy: Ach, to szwedzkie poczucie humoru... Przecież firma Gillekakor nie produkuje fińskich paluszków ! Przy ok...

Śmierć królom

Są ponoć ludzie, którzy uważają, że historia jest nudna . Domyślam się, że ludzi tych skrzywdzili okrutnie w czasach szkolnych ich nauczyciele historii - bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że kogoś nudzą te niezliczone rzesze żyjących w przeszłości ludzi wyczyniających rzeczy tak zadziwiające, szalone, genialne, wyjątkowe, przełomowe, idiotyczne, czy błyskotliwe... Ot, taki na przykład kapitan Anders Lindeberg, na którego natknęłam się całkiem niedawno. Żył on w Szwecji w pierwszej połowie XIX wieku, w czasach gdy tron szwedzki (a także norweski, ale to już nieco inna historia ) zajmował niejaki Jean Baptiste Bernadotte , nie mniej ciekawa postać zresztą: syn prawnika z francuskiego miasta Pau, zanim stał się założycielem panującej do dziś w Szwecji dynastii królewskiej, podjął się kariery wojskowej. Rozpoczął ją jeszcze przed rewolucją francuską, a kontynuował w armii rewolucyjnej i potem napoleońskiej, gdzie dorobił się tytułu marszałka. To był jednak tylko początek jego wspinaczki ...

Zdrowie jest najważniejsze

Obsesja kosmicznego narodu zdrowiem i formą fizyczną nie powinna dla Czytaczy być już żadną niespodzianką. A tym bardziej nie powinna być nią dla mnie ani Mojej Sista, któreśmy już trochę doświadczeń związanych z ciekawymi zwyczajami tego narodu na własnej skórze nazbierały. To tu wszak nauczyłam się kichać w łokieć , a nie w dłoń (co akurat uważam za bardzo rozsądne i godne naśladowania: w ten sposób nie roznosi się potem zarazków na wszystko i wszystkich, których się dotyka) i zostałam poddana szczepieniu na świńską grypę , które aplikowano taśmowo wszystkim jak leci w moim miejscu pracy w ramach masowej, ogólnokrajowej paniki . Nawet nas można jednak jeszcze czasem zaskoczyć. Na przykład gdy Moja Sista przyszła w poniedziałek do pracy i powiedziała, że jej siostra przyjechała do Sztokholmu i prawie od razu zachorowała, została z całą powagą zapytana: "Mam nadzieję, że się z nią nie spotkałaś?" A gdy, ku rozczarowaniu współpracowników i szefów odpowiedziała, że owszem, z...

Szwedzka rachuba czasu

Początek roku skłania do refleksji nad przemijaniem i czasem. W sam raz pora na napisanie paru słów na temat tego, jak Szwedzi liczą czas. Otóż liczą go w tygodniach. Kiedyś zastanawiałam się, po co w różnych kalendarzach, obok nazw miesięcy i dni tygodnia oraz numerów dni (i imienin ! W polskich kalendarzach przede wszystkim imienin!), drukowane są numery kolejnych tygodni. Teraz już wiem: to dla Szwedów. Gdy na przykład w Szwecji zapisuje się na kurs czegokolwiek, dostaje się informację, że rozpocznie się on nie w jakimś konkretnym dniu, ale na przykład w tygodniu czwartym. A ferie zimowe (zwane z jakiegoś powodu sportowymi), wypadną w tygodniu dziewiątym (w Sztokholmie). Również spotkania służbowe i wyjazdy, i właściwie wszystko inne, można planować na tydzień numer taki-i-taki. Oczywiście nikt nie zna numerów tygodni na pamięć, dlatego operowanie nimi wymaga noszenia przy sobie kalendarza - i kosmiczny naród to robi. Są tacy (nie-Szwedzi), według których wypełniony a...

Hej, kolęda

Chciałabym niniejszym zrehabilitować się za zeszłoroczne naśmiewanie się ze szwedzkich kolęd. Tak naprawdę uważam, że szwedzkie kolędy są jednymi z najładniejszych, jakie znam, bardziej liryczne niż polskie czy anglosaskie. A że czas teraz jak najbardziej odpowiedni na słuchanie kolęd, proponuję mały subiektywny wybór. Już zresztą w zeszłym roku przytaczałam "Nu tändas tusen julejlus" (która jest oryginalnie kolędą norweską, ale przetłumaczono ją na inne języki skandynawskie), nawet też w Caroli Häggkvist, choć w innej aranżacji: A tu coś w wykonaniu Sofii Karlsson , piosenkarki folkowej: "Frid på jord", czyli "Pokój na ziemi": Tej samej pani można posłuchać na przykład w czasie dorocznych koncertów Jul i Folkton (czyli w wolnym tłumaczeniu Boże Narodzenie w ludowym brzmieniu), tu w pieśni z tekstem autorstwa Viktora Rydberga , narodowego szwedzkiego poety: Gdyby polscy narodowi poeci też od czasu do czasu napisali jakąś kolędę, zamiast jęczeć nad męczeń...

Lapoński terroryzm

Człowiek się całe życie uczy. Na przykład przygotowując się do prowadzenia wykładów... Ostatnio chociażby zagłębiłam się nieco w temat skandynawskich organizacji terrorystycznych. Jak się Czytacze zapewne domyślają, nie było ich w historii za wiele - kilka jednak da się znaleźć. Moją szczególną uwagę zwrócił zamach przeprowadzony w sierpniu 2008 roku przez grupę o nazwie "Aktionsgruppen mot fria fjälljakten", w wolnym tłumaczeniu: grupa przeciwko swobodnemu prawu do polowań. W proteście przeciwko wprowadzeniu ustawy umożliwiającej ogółowi społeczeństwa polowanie na terenach tradycyjnie zarezerwowanych dla Samów (Lapończyków), grupa wywodząca się z tej właśnie grupy etnicznej przeprowadziła atak bombowy na instalację elektryczną w regionie Jämtland, niemal pozbawiając prądu całą południową Szwecję. Grupa nie zaniedbała oczywiście ogłoszenia publicznie swoich postulatów: wysłała mejle do gazet Aftonbladet i Dagens Nyheter , w których żąda, aby wyżej wspomniane prawo zostało z...

Tajemnica znikającego zzz

...czyli jak rozpoznać skandynawskiego wokalistę, gdy śpiewa po angielsku. Skandynawowie znani są na świecie z wysoko rozwiniętej kultury muzycznej oraz dobrej znajomości języka angielskiego. To pierwsze wynika, według niektórych, z bogatej tradycji chórów parafialnych, a objawia się stosunkowo dużą liczbą światowej sławy wokalistów i zespołów właśnie ze Skandynawii pochodzących. To drugie zaś wynika ze splotu wielu różnych i złożonych czynników (system oświaty, podróże, filmy puszczane w telewizji w oryginalnej wersji* z napisami...), a objawia się między innymi tym, że owi światowej sławy wokaliści śpiewają po angielsku. Jak więc można rozpoznać takiego skandynawskiego wokalistę? Otóż istnieje pewien prosty sposób. Aby go objaśnić, zacznę od przykładu z klasyki muzyki rozrywkowej: Podpowiem: najważniejsze jest tu dla nas słowo "music". Wsłuchajcie się w nie, drodzy Czytacze i zastanówcie: co tu jest nie tak? Przykład kolejny, z innej części Skandynawii, z pokrewnym słowem w...

O mapach, stereotypach i konstruktach

Wydawałoby się, że zimna wojna już dawno się skończyła. A jednak rozmawiając ze Szwedami albo czytając szwedzkie gazety można odnieść wrażenie, że żelazna kurtyna ma się bardzo dobrze. A nawet zaglądając na strony różnych instytucji, jak widać na załączonym obrazku, znalezionym przez Moją Sista na stronie banku SEB. Widać na nim jakiś monstrualny twór, rozciągający się od Odry aż po Pacyfik, nazwany Europą Wschodnią (spodziewaliście się, drodzy Czytacze, że Europa leży nad Oceanem Spokojnym?). Oczywiście każdy, kto ma choć najbledsze pojęcie o tej części świata, wie, że to region ogromnie zróżnicowany, mieszczący w sobie co najmniej kilka różnych tradycji kulturowych i historycznych, religii, grup językowych i stopni rozwoju gospodarczego. Właściwie jedynym wspólnym mianownikiem jest doświadczenie systemu komunistycznego, ale gdyby to w istocie miało być czynnikiem wyróżniającym, należałoby zaliczyć do Europy Wschodniej również na przykład Koreę Północną czy Kubę (no i wy...

Akademia Szwedzka

Z okazji dzisiejszego ogłoszenia laureata literackiej Nagrody Nobla postanowiłam napisać parę słów o ciele, które ją przyznaje, czyli o Akademii Szwedzkiej. To dość ciekawa instytucja, ze względu na swoją długą historię mająca parę tradycji, które wydają się tyleż anachroniczne, co w pewien sposób urocze. Akademię Szwedzką założył w 1786 król Gustaw III, współczesny Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu: to były takie czasy w Europie, kiedy w różnych jej częściach powstawały akademie różnorakich sztuk i dziedzin wiedzy czy inne Komisje Edukacji Narodowej. Gustaw, jako władca oświecony, a także osobiście tymi tematami zainteresowany, chętnie zajmował się promowaniem sztuki, literatury i nauki; nawet ze swojego życia uczynił swego rodzaju show dla poddanych, przez co uzyskał przydomek teaterkungen , teatralny król: można było sobie na przykład przyjść w charakterze publiczności popatrzeć, jak wraz z rodziną spożywa posiłki w pałacu Drottningholm. Ironią historii jest to, że został zamord...

Musical o Ikei

Z ciekawostek z życia kulturalnego kosmicznego narodu: powstał musical o Ikei! A raczej bardziej o jej założycielu, Ingvarze Kampradzie.* Musical wystawia Malmö Stadsteater i nosi on tytuł "Ingvar! En musikalisk möbelsaga", czyli w wolnym tłumaczeniu "Ingvar! Musicalowa opowieść meblowa". Można w nim usłyszeć piosenki o Ikei oraz śpiewające, niczym w "Pięknej i Bestii", meble . Co ciekawe, okazuje się, że rezultat nie jest taki straszny, jak by się mogło wydawać - na przykład bardzo się spodobał recenzentowi Dagens Nyheter . Co jeszcze ciekawsze, to bynajmniej nie Szwedzi wymyślili ten musical: wcześniej wystawiany był bowiem w Deutsches Schauspielhaus w Hamburgu. Obydwie wersje - niemiecka i szwedzka - mają zresztą tego samego reżysera i odtwórcę głównej roli (obaj są z pochodzenia Szwedami, wychowanymi w Szwajcarii). *Jakby ktoś jeszcze tego nie wiedział, wyjaśniam, że nazwa Ikea jest akronimem utworzonym z inicjałów założyciela oraz pierwszych liter f...