Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Niemcy

Niemcy oglądają mecz

W popularnej w Greifswaldzie restauracji/barze miejsca na oglądanie meczu trzeba było zarezerwować z wyprzedzeniem. W sali, na co dzień zastawionej stolikami, spuszczono ekran i włączono rzutnik. I ustawiono krzesła. Ponumerowane krzesła w ponumerowanych rzędach. Z nazwiskiem osoby robiącej rezerwację przyklejonym do krzesła. W czasie meczu po sali krążą kelnerzy i kelnerki i zbierają zamówienia, zapisując je na konto odpowiedniego miejsca - wychodząc po skończonym meczu należy uiścić odpowiednią sumę przy barze, podając odpowiedni numer. Podobno w Monachium wczoraj miejsce można było uzyskać już tylko kupując je na eBayu za 50 euro.   Pewien brazylijski znajomy Mojej Sista stwierdził ostatnio, że woli Polskę od Niemiec, bo Polska jest bardziej zorganizowana. Najwyraźniej nigdy nie oglądał w Niemczech meczu w miejscu publicznym.  

Świąteczne jarmarki i pożegnania

 W (prawie) ostatni weekend mojej niemieckiej przygody wybrałam się na ostatnią wycieczkę w okolice: zobaczyć jarmark bożonarodzeniowy w Wismarze. Z moich obserwacji wynika, że północnoniemieckie jarmarki bożonarodzeniowe (z których miałam okazję oglądać, oprócz wismarskiego, również, oczywiście, greifswaldzki), w odróżnieniu do południowoniemieckich (w moich wnikliwych badaniach reprezentowanych przez Norymbergę, Monachium i Würzburg), wyróżniają się dużą ilością pstrokatych karuzel, za to mniejszą - klimatycznych straganów z rękodziełem. Jedyne, co można zaliczyć na ich plus to, że - o czym już wspominałam w zeszłym roku - w nawiązaniu do szwedzkiej karty w historii Pomorza można na nich, obok Glühweinu, dostać również szwedzki glögg. I to by było na tyle, jeżeli chodzi o greifswaldzki rozdział mojego życia. W przyszłości zdarzą się jeszcze zapewne tam odwiedziny, ale poza tym - czas przyzwyczaić się z powrotem do mieszkania w mieście, w którym nie wszędzie da si...

Cuda świata 2

Innym z "Cudów świata" z książki, o której kiedyś wspominałam był bawarski zamek Neuschwanstein, prawdziwy wzór bajkowego pałacu - posłużył na przykład za pierwowzór pałacu w Disneylandzie i logo studia Disneya. Chcąc poobcować trochę z kulturą nieco wyższą, wykorzystałam pobyt w Bawarii nie tylko do uczestnictwa w ludowych festiwalach, ale również do odwiedzenia Neuschwanstein. Jest to dość dziwaczne połączenie bogactwa i fantazji, posuniętej do pewnego oderwania od rzeczywistości. Spotkały się one w królu bawarskim, Ludwiku II (wnuku tego Ludwika i Teresy, na cześć których wesela wyprawiono pierwszy Oktoberfest ), zwanym też Bajkowym Królem. Jego zamek - jeden z kilku bajkowych pałaców, które zbudował lub miał w planach - zwiedzałam z pewną dozą współczucia dla człowieka, który najwyraźniej tęsknił za rzeczywistością inną, barwniejszą i intensywniejszą, do świata mitów, legend i oper Wagnera. Ale jednak tylko pewną, bo przy tym wszystkim, jak to mówią, na bied...

Badania antropologiczne

Nie należę do osób, które lubią wielkie i hałaśliwe spędy ludzi. Wczuć się w emocje tłumu, dać się spontanicznie porwać zabawie - są to rzeczy, których ani nie rozumiem, ani do których nie jestem zdolna, nawet jakbym próbowała. Nigdy nie wchłonął mnie, jak śpiewa Lubomski , radosny tłum. A jednak czasem zdarza mi się wybrać a to na jakiś festiwal , a to na mecz . Z czystej ciekawości i dla możliwości prowadzenia antropologicznych obserwacji. Tak też właśnie w miniony weekend znalazłam się w Monachium na Oktoberfeście. Jak sama nazwa wskazuje, Oktoberfest oryginalnie odbywał się w październiku, po raz pierwszy w roku 1810 dla uczczenia ślubu bawarskiego księcia Ludwika z księżniczką Therese von Sachsen-Hildburghausen. Jednak z czasem przeniesiono go na wrzesień ze względu na lepszą pogodę. Trwa on przez kilka tygodni, głównie na tak zwanych - na pamiątkę księżniczki-panny młodej - Błoniach Teresy, Theresienwiese, popularnie nazywanych Wiesn (dialekt bawarski wyróżnia się tym,...

Chmury

Jeszcze jedna porcja malowniczych chmur? Czemu nie. Tym razem nad Elbą i portem w Hamburgu. Tym razem dostała się nam nawet tęcza jako bonus!

Hiddensee

Kontynuuję moje eksploracje wysp północnych Niemiec - po Rugii i Uznamie tym razem przyszedł czas na Hiddensee. Małą, podłużną wyspę przyklejoną do zachodniej strony Rugii, na samo wspomnienie o której przeciętny Niemiec wpada w patriotyczny zachwyt. Szczególną cechą wyspy jest to, że jest niemal całkowicie niedostępna dla samochodów (udało mi się wypatrzyć jedynie dwie karetki, radiowóz i dwa traktory), tak więc odwiedzający Hiddensee mają do wyboru: konne bryczki, rowery, własne nogi. Nie jestem wielką fanką rowerów a kursy bryczką są drogie, wybrałam więc ten ostatni sposób przemieszczania się. I muszę powiedzieć, że po przebyciu ponad połowy długości wyspy, między wioską Neuendorf a latarnią Dornbusch, byłam wykończona... Ale nie żałuję.  Wkrótce po opuszczeniu Neuendorf wpłynęłam na suchego przestwór oceanu, czyli innymi słowy weszłam na wrzosowisko Düneheide. Niestety, jeszcze za wcześnie, żeby móc podziwiać kwitnące wrzosy - może to dobry pretekst, ...

Ziemie odzyskane 2

Dwa lata po mojej pierwszej wizycie na Ziemiach Zachodnich odwiedziłam je ponownie. W międzyczasie mój do nich stosunek zmienił się znacznie: nie tylko zamieszkałam znacznie do nich bliżej, ale także zaczęłam projekt badawczy zainspirowany tą pierwszą wizytą. Również ten wypad miał poniekąd charakter badawczy: wraz z doktorantami, z którymi razem zajmujemy się na co dzień roztrząsaniem wielorakich aspektów nadbałtyckich pograniczy , wybraliśmy się jedno z takich pograniczy obejrzeć z bliska i wnikliwie, jak na naukowców przystało! Innymi słowy, zwiedzić Świnoujście, najeść się polskiego jedzenia oraz przespacerować się stamtąd na niemiecką stronę, do Ahlbecku.   Mogę podsumować, że wyprawa zakończyła się pełnym sukcesem i nawet ci z odkrywców, którzy nigdy wcześniej nie byli po polskiej stronie granicy, nie zawahali się przed spróbowaniem kremówek i pierogów! A ja ze zdziwieniem stwierdziłam, że Świnoujście wygląda znacznie lepiej, niż dwa lata temu. A mo...

M jak morderstwo 2

Czytałam kiedyś w internecie serię porad autorstwa mieszkającego w Niemczech Anglika czy innego Anglosasa na temat tego, jak postępować, by wtopić się w niemieckie społeczeństwo. Oprócz tych przypominających, że wychodząc z domu należy ubierać się zawsze w outdoorowe ciuchy (w końcu, jak sama nazwa wskazuje, ubrania outdoorowe są do tego, żeby w nich chodzić na zewnątrz, nawet jeżeli tym zewnętrzem jest centrum Berlina), była ta, że każdy niedzielny wieczór należy spędzać oglądając nowy odcinek "Tatort" . "A czy ten serial jest chociaż dobry?" zapytał zaintrygowany Anglosas swoich niemieckich znajomych, na co mieli oni zareagować zaskoczeniem, stwierdzając, że właściwie to nigdy się nad tym nie zastanawiali - oglądanie "Tatort" to jest po prostu coś, co się robi i czego się nie kwestionuje. Podobnie jak Skandynawowie , Niemcy uwielbiają kryminały. Co więcej, lubią kryminały dziejące się lokalnie, w ich mieście czy regionie. Takie też regio...

Po drugiej stronie Niemiec

Na dalekim południu Niemiec, we frankońskim Würzburgu, krajobraz jest zupełnie odmienny niż u nas na północy. Ceglany gotyk ustępuje miejsca wybujałemu barokowi, a nadmorskie sosny winnicom. Jakoś bliżej stąd się wydaje do świata śródziemnomorskiego niż bałtyckiego.    Podobno mówi się tu gwarą o nazwie  mainfränkisch ( meefränggisch według samych jego użytkowników), czyli... menofrankońską...?

Ekstremalne wyprawy, czyli o międzynarodowym spisku kolejarzy i operatorów sieci komórkowych

Moje opowieści o tegorocznych podróżach zakończę (?) relacją o tej, która okazała się najbardziej ekstremalną: zeszłotygodniową wyprawą do Poznania Wcale się na taką nie zapowiadała. Plan był następujący: pociąg regionalny z Greifswaldu do Berlina, dziesięć minut na przesiadkę i dalej EuroCity do Poznania. Czas podróży: niecałe sześć godzin. Pierwszy pociąg już do Greifswaldu przyjechał jakieś dziesięć minut spóźniony "z powodu usterki technicznej" (w niemieckich pociągach, germańskim zwyczajem , zawsze podają na bieżąco informacje o tym, jak się rzeczy mają). Wprawdzie Greifswald jest dopiero trzecim przystankiem na trasie tego pociągu, zaledwie dwadzieścia minut po wyjeździe ze stacji początkowej, a zatem już dość wcześnie na opóźnienie, ale nie zaniepokoiłam się zbytnio: takie opóźnienia da się nadrobić, a poza tym w Niemczech - w których, z mojego dotychczasowego doświadczenia, spóźnienia zdarzają się dużo częściej niż można się spodziewać - pociągi często czek...

Jak Niemcy obchodzą święta narodowe

Wcale. Dzisiaj w Niemczech Święto Zjednoczenia. Z tej okazji mamy dzień wolny od pracy - i tyle. Żadnych parad, koncertów czy wywieszonych flag.  Mnie natomiast dzisiaj w ramach święta ogarnął leń i zamiast wdawać się w analizy i wyjaśnienia, zalinkuję tylko komiks na temat. P.S. Moi szpiedzy donoszą, że w Monachium było dzisiaj świętowanie. W Bawarii wszystko jest inne:P

Po kolei 2

Nadal w Warnemünde, piorun Tasza spada z wysoka. Szczególnie na tych, którzy usiłują wchodzić na pociągi .

Myszy i ludzie

Znak przy wejściu na plażę w Warnemünde. Rozważania nad jego znaczeniem dały nam z Czytaczką Magdą zajęcie na dobre kilkanaście minut, ale nie osiągnęłyśmy satysfakcjonującej konkluzji.

Szczęki

Stralsundzkie Ozeaneum dostało w 2010 tytuł Europejskiego Muzeum Roku. Ciekawe, czy przyczynił się do tego jeden z mieszkańców muzeum, rekin imieniem Niki. A właściwie przyczyniła, bo to ona. Zdjęcia autorstwa Mojej Sista.

Polskie słodkie czereśnie

Spędziłam ostatnie dwa tygodnie czytając o wyrywaniu niemczyźnie prastarych piastowskich granic na Odrze, Nysie i Bałtyku (" Tysiąc lat prawie siedział wróg na Łabie i Odrze. / A teraz? Popatrz. Tu gdzie padł pierwszy Piast, / Gdzie Szczecin, Olsztyn, Kołobrzeg – / na tle upiornych zwalisk, w gruz obróconych miast – / polski rolnik pługiem, rudym od rdzy, krwawe przedpole orze."* ) i zaczęłam coraz dziwniej spoglądać na sąsiadów.  Tymczasem dziś idąc do pracy zauważyłam stojące naprzeciwko siebie dwa stoiska z czereśniami. Jedno opisane było: "Jakość prosto z niemieckich landów", drugie - "Polskie słodkie czereśnie". Ciekawe, co by mieli na ten temat do powiedzenia moi autorzy! Czyżby, po bez mała siedemdziesięciu latach, polski rolnik już nie tylko orał, ale i zbierał, a z pomocą tego, co zbierze, miał zamiar wydrzeć jeszcze więcej prastarych słowiańskich ziem, tym razem i po drugiej stronie Odry...? Wiedziałam, że zbyt długa ekspozycja na te tek...

BER

W Berlinie działają obecnie dwa lotniska: Schönefeld i Tegel. Oba obsługują już znacznie większą liczbę samolotów i pasażerów niż przewidywali ich projektanci. Podjęto więc rozsądną decyzję budowy nowego, dużego lotniska, które zastąpi dwa stare. Nazywa się ono Berlin Brandenburg i według pierwotnego planu miało być oddane do użytku w 2010 roku. Niestety, nie zdążono na ten termin i kolejny wyznaczono na jesień zeszłego roku. Gdy ja pierwszy raz usłyszałam o tym lotnisku, planowaną datą otwarcia był już natomiast początek czerwca 2012. Wiosną kupowałam bilety lotnicze na koniec sierpnia. Do tego czasu lotnisko Berlin Brandenburg miało już dawno funkcjonować, więc nic dziwnego, że miejsce docelowe oznaczone było kodem nowego lotniska - BER. Parę tygodni po dokonaniu zakupu dostałam jednak mejla od linii lotniczej, że ze względu na niejasną sytuację berlińskiego lotniska szczegóły lotu mogą ulec zmianie. I rzeczywiście, nie minęło wiele czasu, jak podano oficjalną informację, że...

Freest

Freest to nadmorska wieś na wschód od Greifswaldu, naprzeciwko zachodniego końca wyspy Uznam. Znajduje się tam między innymi całkiem niezła restauracja rybna.

Internet, czyli wygrzebane z archiwum 5

Dzisiaj zainstalowano mi w mieszkaniu internet. Pamiętna wszystkich prób , na które wystawiło mnie dotychczasowe życie w Greifswaldzie, spodziewałam się, że na pewno nie zadziała, a przynajmniej nie od razu. Że będę musiała domagać się pomocy technicznej, zawracać głowę znajomym bardziej niż ja znającym się na komputerach, obdzwaniać infolinie, zmienić system operacyjny na Windows i dawać na mszę. I że będzie z tego anegdota na bloga. A tu rozczarowanie - wszystko zadziałało zgodnie z zapowiedziami operatora! Żeby dostarczyć Czytaczom anegdot na temat instalowania internetu nie pozostaje mi więc nic innego jak sięgnąć do przeszłości i miejsca, w którym załatwianie czegokolwiek zawsze jest materiałem na anegdotę: do Włoch, a konkretnie Florencji. Od razu uprzedzę: z doświadczeń moich, zebranych w ciągu półtora roku mieszkania w tym mieście w dwóch różnych mieszkaniach, jak również doświadczeń moich znajomych, wynika, że internetu tam założyć się nie da. Albo wprowadzasz się do mie...

Naturwald

Chodzenie po obszarach chronionych przyrodniczo grozi dostaniem w głowę spadającą gałęzią. Dlatego też na takie obszary należy wchodzić tylko na własne ryzyko.

Czas wrzucania

Porządek należy zaprowadzać wszędzie! Nie może wszak być tak, że jeden z drugim obywatel będą sobie wrzucali śmieci do pojemników, kiedy im się żywnie podoba. Nie - czynność tę należy wykonywać wyłącznie pomiędzy godziną 7 a 19.