Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą piorun Tasza

Kable

Z poprzedniego mojego pobytu w Rumunii, dziesięć lat temu, pamiętałam piękno Transylwanii i brzydotę Bukaresztu, pamiętałam wałęsające się wszędzie psy, trudności z dostępem do herbaty i hałaśliwą muzykę puszczaną wszędzie od rana do nocy przynajmniej trzy razy głośniej niż wynosi mój poziom komfortu. Czego nie pamiętałam, to kabli. Ogromnej ilości kabli, wiszących w pękach i zwojach, porozpinanych między słupami i budynkami, plączących się w wielkich kłębowiskach, zwisających tuż nad głowami przechodniów i przedzierających się przez gałęzie drzew. Biorąc pod uwagę moją fascynację szeroko pojętym BHP, jest chyba oczywiste, że nie mogły nie zwrócić mojej uwagi. Przy okazji też być może odkryłam znaczenie tabliczki, którą w tym miejscu kiedyś cytowałam .

Po kolei 2

Nadal w Warnemünde, piorun Tasza spada z wysoka. Szczególnie na tych, którzy usiłują wchodzić na pociągi .

Baczność!

No i ostatnia dygresja z Wielkopolski. Prawdziwie jeżąca włosy na głowie! Choć trudno powiedzieć, czy bardziej z powodu napięcia, opóźnienia pociągu do Szczecina czy stanu farby... Przynajmniej ptaki wydają się stoicko niewzruszone.

Podważanie autorytetów

Dopisek flamastrem głosi: "Dotykać nic się Ci nie stanie."

Śmiercionośne przewody

"Nie dotykać przewodów Niebezpieczeństwo śmierci."

Kury w metrze, czyli wygrzebane z archiwum 4

Wobec braku pomysłów na nowe dygresje, postanowiłam znów sięgnąć do archiwum. Tym razem sięgnęłam naprawdę głęboko, do dawnych, dawnych czasów: zanim jeszcze powszechne stały się aparaty cyfrowe, kiedy taśmę filmową się oszczędzało, a nie marnowało na jakieś pierdoły w rodzaju fotografowania tabliczek ostrzegawczych. Zważywszy na to, że obecnie w ciągu tygodniowego wyjazdu robię zwykle koło ośmiuset zdjęć, nierzadko się zastanawiam, jak sobie wtedy radziliśmy: jedynie 24 - no, w porywach 36 - klatek na całe wakacje?! Trudno uwierzyć, a jednak, kiedyś tak było! Co wówczas robił miłośnik dziwnych znaków i tabliczek, oszczędzający kliszę? Otóż uciekał się do metod jeszcze bardziej archaicznych: brał w dłoń ołówek lub długopis oraz kartkę papieru i znak przerysowywał! Mnie akurat znaleźć odpowiednie narzędzia było tym łatwiej, że od dawna już mam zwyczaj w ciągu wszystkich swoich wyjazdów prowadzić notatniki z zapiskami i refleksjami z podróży (niektórzy Czytacze mieli okazję się zapozn...

Wygrzebane z archiwum

W oczekiwaniu, aż spłynie na mnie inspiracja do kolejnej dygresji, wygrzebałam ze swojego archiwum taki oto piękny klämrisk z serii "Piorun Tasza spada z wysoka". Sfotografowałam go dawno temu w pewnym przemiłym hoteliku w Marrakeszu, do którego, mimo stosunkowo krótkiej naszej bytności w Maroku, tak się zdążyliśmy przywiązać, że wracając doń z różnorakich ekskursji po kraju czuliśmy się niemal jakbyśmy wracali do domu. Po zdjęciu widać, że już wtedy rodziła się we mnie niezdrowa fascynacja mniej lub bardziej groteskowymi tabliczkami ostrzegawczymi.

Po angielsku

Wiemy już, jaki stosunek do bezpieczeństwa mają nasi sąsiedzi zza Morza Bałtyckiego. Jak natomiast traktują sprawę za Kanałem La Manche? Zacznijmy od sprawy podstawowej, czyli schodów ruchomych. Wprawdzie nie zauważyłam nigdzie Złowrogiej Żółtej Linii (w skrócie ZŻL), ale jednak użytkownik nie jest na schodach pozostawiony sam sobie: (Słabo widać, bo zdjęcie jest nieostre - ze stresu wywołanego brakiem ZŻL i związanym z tym ryzykiem wkręcenia się do mechanizmu i zostaniem zmiażdżonym przez stopnie trzęsły mi się ręce - ale w lewym dolnym rogu podana jest zatrważająca statystyka: "Last year: 1173 injuries".) Uwzględnia się także niebezpieczeństwo ze strony spadających z nieba i przygniatających ludzi wielkich strzałek: Niebezpieczeństwo zarażenia się malarią zostało potraktowane wyjątkowo poważnie; żeby wzmocnić przekaz, studencka przychodnia demonstruje ewentualne skutki zachorowania: Przygotowano też niezwykle celną i przydatną (a nawet rymowaną) instrukcję postępowania w r...