Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą rysunki-malunki

Wieża

Jakoś tak nie mam ostatnio niczego ciekawego do powiedzenia, więc zamiast tego - obrazek. Kolejny z serii ilustracji do moich smutnych baśni . Przy okazji chciałam dodać, że to już czterechsetny post na niniejszym blogu!  

Suknie i samoloty

Czytaczka Magda długo musiała czekać, aż zabiorę się do zrealizowania złożonego przez nią niegdyś zamówienia. Ale w końcu się zmobilizowałam, a nawet postanowiłam spróbować być ambitna i porwać się na coś, od czego do tej pory na ogół trzymałam się z daleka: kolor. A żeby było jeszcze ambitniej, kolor i fałdy. I oto jest: Jako że przy jej rysowaniu inspirowałam się filmem "Hero" , zdecydowałyśmy się wspólnie z Czytaczką Magdą zatytułować rysunek "Wojowniczka wuxia w czerwieni". Tymczasem moje rodzeństwo wyraża krytykę, że dominującą tematyką mojej, ekhem, twórczości, są "panie w sukniach" i że powinnam rysować też, cytuję, "samoloty i wyścigówki". No to narysowałam: Niestety, i tym razem jakoś nie byli usatysfakcjonowani. Niektórym to się nie da dogodzić!

Las

Mam szczęście do posiadania rodzeństwa, które wspiera moje twórcze aspiracje. W zeszłym roku dostałam od niego na urodziny warsztaty creative writing w Portugalii , a w tym - tablet. Przy czym od razu wyjaśnię, zanim dojdzie do nieporozumień, że pisząc "tablet" mam na myśli nie minikomputer bez klawiatury, tylko narzędzie, za pomocą którego można rysować na komputerze . Aby zaprezentować możliwości mojej nowej zabawki - choć z zastrzeżeniem, że dopiero uczę się jej używać - stwierdziłam, że dobrze będzie wrócić do tematu, który kiedyś poruszyłam, ale potem porzuciłam: moich smutnych baśni . Rysunek poniżej przedstawia las, nazywany przez mieszkańców jego okolic Lasem Śpiewów. Jest to wielka i prastara puszcza; ludowa tradycja podaje, że kryje ona dziwne i niewyjaśnione zjawiska, niesamowite stwory i kto wie, co jeszcze. I że to właśnie one powstrzymały niegdyś armie potężnego imperium, tak, że jego granice, choć rozszerzające się niemal niepowstrzymanie na ws...

Eldena

Skoro już mowa o Photoshopie, Casparze Davidzie i szlaku śladami jego twórczości, można zauważyć, że niektóre rzeczy, które wyprawiał, przewyższały najbardziej śmiałe komputerowe ingerencje. Do najchętniej utrwalanych przez Caspara Davida okolicznych widoków należały ruiny klasztoru w podgreifswaldzkiej Eldenie. Przyznać trzeba, że obiekt to dość malowniczy: To jednak najwyraźniej naszemu malarzowi nie wystarczało - zapewne stwierdził, że okolice klasztoru są za mało drrramatyczne. I tak na jednym z obrazów wiszących w tutejszym Pommersches Landesmuseum można zobaczyć eldeński klasztor stojący sobie, ni stąd ni zowąd, wśród gór.

Bez Photoshopa

Niezphotoshopowana wersja widoczku z tej dygresji mogłaby wyglądać na przykład tak: Choć nie da się ukryć, że w tym akurat wypadku photoshopowa ingerencja mogłaby się właściwie przydać. Z drugiej strony, prawdopodobnie nawet ona niewiele by tu pomogła... Poza tym, biorąc za przykład najsławniejszego syna greifswaldzkiej ziemi, widoczki stąd powinno się może raczej tworzyć w stylu bardziej mroczno-romantycznym, chociażby tak: Autor powyższej "Panoramy Greifswaldu w świetle księżyca", Caspar David Friedrich, przyszedł na świat w tym mieście w roku 1774. Znany jest chyba każdemu, kto ma choć blade pojęcie o romantycznym malarstwie, a może i romantyzmie w ogóle, jako autor pełnych sturmu oraz drangu krajobrazów niemieckiego wybrzeża Bałtyku - innymi słowy, tutejszych okolic. Rodzinne miasto jest oczywiście ze swego krajana niezwykle dumne i choć w miejscowym muzeum naliczyłam zaledwie pięć czy sześć dzieł Caspara Davida, oprócz nich mamy tu galerię Caspar Da...

Kury w metrze, czyli wygrzebane z archiwum 4

Wobec braku pomysłów na nowe dygresje, postanowiłam znów sięgnąć do archiwum. Tym razem sięgnęłam naprawdę głęboko, do dawnych, dawnych czasów: zanim jeszcze powszechne stały się aparaty cyfrowe, kiedy taśmę filmową się oszczędzało, a nie marnowało na jakieś pierdoły w rodzaju fotografowania tabliczek ostrzegawczych. Zważywszy na to, że obecnie w ciągu tygodniowego wyjazdu robię zwykle koło ośmiuset zdjęć, nierzadko się zastanawiam, jak sobie wtedy radziliśmy: jedynie 24 - no, w porywach 36 - klatek na całe wakacje?! Trudno uwierzyć, a jednak, kiedyś tak było! Co wówczas robił miłośnik dziwnych znaków i tabliczek, oszczędzający kliszę? Otóż uciekał się do metod jeszcze bardziej archaicznych: brał w dłoń ołówek lub długopis oraz kartkę papieru i znak przerysowywał! Mnie akurat znaleźć odpowiednie narzędzia było tym łatwiej, że od dawna już mam zwyczaj w ciągu wszystkich swoich wyjazdów prowadzić notatniki z zapiskami i refleksjami z podróży (niektórzy Czytacze mieli okazję się zapozn...

Rozstanie

Czas przemija, drodzy Czytacze. Przemija i zmienia nas, zmienia świat dookoła i zmienia nasze potrzeby, według których my także zmieniamy świat dookoła. Taka filozoficzna refleksja naszła mnie wczoraj, gdy po godzinie wnikliwego studiowania i przekuwania w praktykę jednego z wybitnych wytworów ikeowskiej myśli techniczno-plastyczno-fabularnej (instrukcji montażu), udało nam się z Tatą złożyć i ustawić w moim pokoju nowe, błyszczące biurko. I, co najważniejsze, duże: jego zakup był bowiem podyktowany tym, że na starym, jak widać na poniższej fotografii, już dawno przestałam się mieścić. No i właśnie z tym starym biurkiem związana była egzystencjalna refleksja zacytowana na początku. Towarzyszyło mi ono bowiem prawie od dwudziestu pięciu lat: zakupione zostało gdy miałam iść do zerówki. Towarzyszyło mi przez całą podstawówkę, liceum i studia, uczyłam się na nim do egzaminów i matury, napisałam magisterkę i część doktoratu (choć małą, bo jednak większość pisałam w zupełnie innych mie...

Bazgranina

Jak wielu ludzi mam zwyczaj, gdy się nudzę albo myśli mi gdzieś odjeżdżają (co zdarza się bardzo często - czasem wydaje mi się, że własne myśli są dla mnie największą przeszkodą w pracy), a mam pod ręką papier i coś do pisania, pokrywać ów papier najróżniejszą bazgraniną. Większość ludzi tworzy w takiej sytuacji abstrakcyjne wzory i szlaczki, ja jednak zaludniam marginesy notatek z seminariów, czytanych artykułów, przeglądanych po raz setny kolejnych wersji kolejnych rozdziałów głównie niezliczoną rzeszą postaci. Zwykle żeńskich, bo je się łatwiej rysuje. Gdy nadeszła pora na podsumowanie czteroletniej pracy i posprzątanie po niej, natknęłam się oczywiście na te rysunki - i postanowiłam chociaż część z nich zebrać w jednym miejscu. Tak powstało poniższe dzieło. Nadaję mu tytuł taki sam, jaki nosi mój doktorat, to znaczy "The concept of the Baltic Sea region as a historical region: An analysis of the process of constructing narratives about the region's past". Obraze...

Księżniczka

Skoro już się zdradziłam z moją ukrytą pasją do wymyślania smutnych baśni, pokontynuuję temat ilustracyjnie od czasu do czasu. W porównaniu z przeróżnymi katastrofami, którymi lubię unieszczęśliwiać moich bohaterów, można powiedzieć, że bohaterce dzisiejszej ilustracji udało się wyjść w miarę bez szwanku: spotkała ją zaledwie niespełniona miłość i rozstanie. Szczególnie jeżeli weźmie się pod uwagę, że poza tym była księżniczką, a potem cesarzową, potężnego imperium. Cóż, jak mówią, nie można mieć wszystkiego (bo, jak dodał kiedyś kolega Mojej Sista, gdzie by to trzymać...?;)).

Pan Mrozu

Być może dla niektórych z Czytaczy będzie zaskoczeniem jeżeli napiszę, że moje życie składa się nie tylko z zamęczania doktoratu, wyśmiewania się ze szwedzkich paranoi i pstrykania zdjęć w różnych częściach Europy (and beyond). Czasem zajmuję się też wymyślaniem smutnych baśni, a nawet ich ilustrowaniem. Smutek ich polega na tym, że zwykle kończą się jakąś większą czy mniejszą katastrofą: końcem świata, wielką eksplozją, a w najlepszym razie rozstaniem. Sama nie wiem, skąd to mi się bierze, bo jako czytelnik czy widz wolę historie, które kończą się dobrze. I od razu zastrzegę, że to nie wynik mieszkania w Szwecji, bo miałam tak już zanim się tu przeprowadziłam. W każdym razie - poniżej: Pan Mrozu, bohater jednej z takich opowieści. Proszę nie zwracać uwagi na wszelkie niedoskonałości tej ilustracji, wszak zastrzegałam już, że w zakresie rysunku amator ze mnie. To po prostu coś, co nabazgrałam sobie w pewne mroźne (a jakże!) przedpołudnie, dla odstresowania między jednym nudnym artyk...

Zachód słońca na Starym Mieście

...maluje długie cienie na ścianach. A także wykrzywia elementy architektoniczne i zaburza perspektywę;)

Flamenco

Z powodu pękniętej kości musiałam w tym semestrze przerwać lekcje tańca. Obrazek zamieszczam dla uczczenia zdjęcia gipsu:)

Żaglówki

Kontynuując wodny temat z poprzedniego posta: teraz, gdy nadeszła prawdziwa wiosna, lód już oczywiście definitywnie zniknął. A że Szwedzi to naród uwielbiający żeglować, a Sztokholm to poza tym miasto rozłożone na wyspach, poprzecinane mnóstwem kanałów i cieśnin, często można podziwiać widoki tego rodzaju: (Oczywiście Mój Brader - miłośnik żeglarstwa, skrytykował, że za mało narysowałam want. Na moje usprawiedliwienie mogę jedynie napisać, że tak w kwestii żeglarstwa, jak i rysowania, jestem zupełnym amatorem. Najwyżej można przyjąć, że rysunek przedstawia żaglówki na chwilę przed zawaleniem się masztów:).)