Nie tylko w Szwecji przyroda lubi podchodzić blisko ludzkich osiedli. Mieszkańcy przedmieść Gdyni i Sopotu, wrzynających się w lasy Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego, przyzwyczajeni są do widoku stad dzików podchodzących pod balkony i przebiegających nocami przez osiedlowe uliczki. A piszę o tym, bo właśnie wczoraj, jak otworzyłam balkon, żeby wywietrzyć pokój przed snem, zza ogrodowego płotu usłyszałam charakterystyczne pochrumkiwanie (ależ piękne słowo! Nie jestem pewna, czy istnieje, ale i tak mi się podoba). Las podszedł pod domy. Zdarzyło mi się kiedyś razem z kolegą straszyć dzikami dwie Szwedki na promie do Gdyni. Miały mieszkać w Dworze Oliwskim - hotelu w dworku na obrzeżu Gdańska Oliwy, malowniczo położonym tuż pod lasem. Kolega rzucił uwagę, że można tam spotkać dziki, co Szwedki przyjęły z pewnym zdziwieniem i obawą. No to zaczęliśmy rozwijać temat - a im bardziej one wyglądały na przestraszone, tym bardziej my się rozkręcaliśmy. Zanim skończyliśmy produkować długą i, p...