Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą USA

Życie na kredyt

Tak, znów będzie o bankowości, a konkretnie o moim banku. Korzystanie z usług tej instytucji jest jak granie w grę komputerową o skomplikowanych zasadach, w której można zbierać nagrody w postaci bonusów i premii, ale też, jak się zrobi choć jeden fałszywy krok, kary w postaci opłat bankowych. A cały ten system ma, z punktu widzenia banku, jeden cel: żeby klient jak najczęściej używał karty kredytowej i jak najrzadziej ją spłacał. A więc tak: zakładając, że się ma kartę kredytową - a bank nalega, żeby ją sobie sprawić od pierwszego momentu po przekroczeniu jego progu, uzasadniając to faktem, że w ten sposób się buduje swoją historię kredytową, która będzie bardzo ważna jak się kiedykolwiek będzie chciało wziąć kredyt - ma się trzy podkonta: checking account (czyli zwykłe, podręczne konto), savings account (konto oszczędnościowe) i konto karty kredytowej. Po zalogowaniu się na stronie internetowej banku lub w aplikacji, widzi się stan tych kont, z tym, że na kontach checki...

Wolność

Jak wszyscy wiemy, Amerykanie ponad wszystko kochają wolność, na przykład wolność do bycia zastrzelonym przez szaleńca z bronią albo do utraty dorobku życia na pokrycie rachunków medycznych. W związku z tą pierwszą wolnością w tutejszych szkołach dzieci od najmłodszego mają ćwiczenia w chowaniu się pod ławkami i byciu cicho, w czasie gdy nauczyciel zamyka drzwi klasy na klucz od środka, w nadziei, że „bad man” pójdzie sobie dalej i, nie wiem, powystrzela dzieci w sąsiedniej klasie, które mniej się przykładały do ćwiczeń siedzenia cicho pod ławką...? Drugą z tych wolności ogranicza nieco stan Massachusetts, ponieważ nakłada na swoich mieszkańców obowiązek wykupienia ubezpieczenia zdrowotnego. Ale tylko nieco, bo nawet z wykupionym ubezpieczeniem można pójść z torbami, różne ubezpieczenia oferują bowiem różnoraki zakres usług. Dość powiedzieć, że jak kiedyś spróbowałam poszukać ofert w specjalnej wyszukiwarce ubezpieczeń, wyskoczyły mi takie o miesięcznej wysokości składek od ki...

Złota amerykańska jesień

Amerykanie mają specjalny termin na określenie podziwiania kolorów jesiennych drzew: leaf peeping . Podobno ludzie nawet urządzają zorganizowane wycieczki w tym konkretnym celu. Są specjalne strony internetowe poświęcone temu tematowi, z przewodnikami, propozycjami tras, interaktywnymi mapami itp. Poważna sprawa.  Przyznać jednak trzeba, że jesień w Nowej Anglii prezentuje się rzeczywiście pięknie, o czym zaświadczyć może garść poniższych przykładów (częściowo znanych już tym z Czytaczy, którzy obserwują moje konto na Instagramie ). Wszystkie zdjęcia zostały zrobione w okolicach Harvard Yard, to znaczy parko-dziedzińco-placu, na którym i wokół którego znaleźć można wszystkie najważniejsze budynki Uniwersytetu Harvarda.

Zabytki

Odkąd pierwszy raz wyjrzałam przez okno swojego tutejszego pokoju, zaintrygował mnie widok. A konkretnie kamienna wieża. Zamki, pomyślałam, w Ameryce?? No nie, zamków tu nie mają, ale to nie znaczy, że nie mają zabytków i historycznych miejsc. Wieża, jak się okazało, pochodzi z 1903 roku i została zbudowana dla upamiętnienia ważnego historycznego faktu, że w tym właśnie miejscu, a konkretnie na wzgórzu o nazwie Prospect Hill w miejscowości Somerville, pierwszego dnia roku 1776 została podniesiona pierwsza amerykańska flaga. Wyglądała ona tak jak widać powyżej: w rogu miała jeszcze brytyjskiego Union Jacka, a poza tym trzynaście pasów symbolizujących trzynaście kolonii. Prospect Hill, jako najwyższy punkt w okolicy, miał spore znaczenie strategiczne, dlatego obozowali tutaj rewolucjoniści w czasie wojny o niepodległość, której początki rozegrały się w dużej części właśnie w tych okolicach.  A z wieży rozciąga się całkiem niezły widok na Somerville i Boston w ...

Podróż do przeszłości

Kontakty z amerykańską bankowością to jak podróż w czasie. Jako że tutejszy system bankowy rozwijał się wcześniej od europejskiego, zachował dotąd niektóre archaiczne rozwiązania, które w Europie już zarzucono albo których w ogóle nigdy nie wprowadzono. Takie rzeczy jak nietracenie nigdy karty kredytowej z oczu albo zabezpieczanie transakcji PIN-em to najwyraźniej jakieś lewackie europejskie fanaberie, którymi Land of the Free nie ma zamiaru się przejmować — kelnerzy wynoszą więc w najlepsze karty klientów na zaplecze, a ekspedienci są nieco skonfundowani, gdy terminal żąda PIN-u jak się przez niego przepuści europejską kartę. No i czeki... O mój jeżu, czeki! Wiecie, jak na filmach, gdy jakiś arystokrata nonszalanckim ruchem wyjmuje oprawioną w skórę książeczkę czekową, pytając, na ile wypisać, żeby jakiś natręt przestał zawracać głowę? Jak lord Grantham próbuje przekupić Toma Bransona, żeby zapomniał o jego córce i sobie poszedł...? No więc tutaj takie wielkopańskie gesty...

Frozen

Amerykanie kochają lód. Dla pewności, że lodu im nigdy nie zabraknie, sprzedają go worami w supermarketach. Dla pewności, że uda im się go dostać również poza godzinami pracy supermarketów, stawiają automaty na lód na ulicach. Jest to konieczne, ponieważ lód jest niezbędnym dodatkiem do każdego napoju, który nie jest gorącą herbatą albo kawą; gdy na przykład serwuje się napoje gazowane w ramach szwedzkiego stołu, obok nich znajdzie się micha lodu. Co by się stało, gdyby zaserwowano kiedyś napój bez lodu, ciężko mi powiedzieć, bo jeszcze takiego fenomenu nie udało mi się zaobserwować. Przypuszczam, że doszłoby do scen zgoła apokaliptycznych. Amerykanie kochają też klimatyzację. Choćby na zewnątrz panowało przyjemne 20 stopni, we wnętrzach musi być 15. Gdy na zewnątrz jest 35, we wnętrzu też jest 15, bo nic tak nie sprzyja dobremu zdrowiu, prawdaż, jak nieustanne przechodzenie między skrajnościami. Najwyraźniej świat jest dla mieszkańców tego kontynentu po prostu za gorący....

Reaktywacja

Due to popular demand... No dobrze, może ze dwie czy trzy osoby się dopominały  —  zatem due to a demand, blog powraca!  Żeby relacjonować dziwy tym razem amerykańskiego życia. Zobaczymy, na jak długo starczy mi tym razem zapału... Mam pełną świadomość, jak antyczne to medium, no co najmniej z zamierzchłej zeszłej dekady. Świadectwem tego są zresztą niedziałające tu i ówdzie linki i niewyświetlające się fotografie w starych wpisach — nie będę ich naprawiać, między innymi dlatego, że nie pamiętam już, do czego odsyłały i co przedstawiały... Niech pozostaną jako swego rodzaju świadectwo upływu czasu. A na dobry początek nic nie byłoby bardziej adekwatnego niż amerykański klämrisk!

Byłam w Nowym Jorku

Grzegorz Turnau twierdzi , że to naprawdę wielkie przeżycie. A ja nie jestem pewna, czy się z nim zgadzam. Owszem, Nowy Jork to bardzo ciekawe miasto. Ale zdarzyło mi się już zwiedzać ciekawsze. Być może winna mojemu umiarkowanemu entuzjazmowi była pogoda. Czar Nowego Jorku dla kogoś, kto przyjeżdża do niego po raz pierwszy, to wszak przede wszystkim rozpoznawanie miejsc znanych z popkultury. Ale żadne filmy ani seriale nie rozgrywają się w marcu, bo marzec nie jest fotogeniczny. Niebo jest szare, drzewa szarobure, a trawa szarobrązowa. Aktorzy musieliby chodzić opatuleni mało elegancko w kilka warstw odzieży, tuląc się i zacierając ręce z zimna, wycierając czerwone nosy - jak my byliśmy zmuszeni, nie czując się przy tym ani trochę glamour. Więc w popularnej wyobraźni w Nowym Jorku trwa wieczne lato, przerywane tylko ewentualnie od czasu do czasu Bożym Narodzeniem, w czasie którego aktorzy zarzucają na siebie lekkie płaszczyki i są fotografowani na tle świątecznych dekorac...