Przejdź do głównej zawartości

Posty

Ziemie odzyskane 2

Dwa lata po mojej pierwszej wizycie na Ziemiach Zachodnich odwiedziłam je ponownie. W międzyczasie mój do nich stosunek zmienił się znacznie: nie tylko zamieszkałam znacznie do nich bliżej, ale także zaczęłam projekt badawczy zainspirowany tą pierwszą wizytą. Również ten wypad miał poniekąd charakter badawczy: wraz z doktorantami, z którymi razem zajmujemy się na co dzień roztrząsaniem wielorakich aspektów nadbałtyckich pograniczy , wybraliśmy się jedno z takich pograniczy obejrzeć z bliska i wnikliwie, jak na naukowców przystało! Innymi słowy, zwiedzić Świnoujście, najeść się polskiego jedzenia oraz przespacerować się stamtąd na niemiecką stronę, do Ahlbecku.   Mogę podsumować, że wyprawa zakończyła się pełnym sukcesem i nawet ci z odkrywców, którzy nigdy wcześniej nie byli po polskiej stronie granicy, nie zawahali się przed spróbowaniem kremówek i pierogów! A ja ze zdziwieniem stwierdziłam, że Świnoujście wygląda znacznie lepiej, niż dwa lata temu. A mo...

Arkona

Gdy nadchodzi lato, wielu Niemców zmierza tłumnie do niemieckiego odpowiednika Sopotu: uzdrowiska Binz na wyspie Rugii. Dużo mniej turystów wybiera bardziej odległe i gorzej skomunikowane zakątki wyspy, jak na przykład położony na jej północno-zachodnim krańcu przylądek Arkona.  Osiem wieków temu wyspa zamieszkana była przez słowiańskie plemię Ranów, a w Arkonie znajdowała się ich najważniejsza świątynia, poświęcona Świętowitowi. Wiemy o tym między innymi dzięki duńskiemu kronikarzowi Sakso Gramatykowi - temu samemu, od którego Szekspir najprawdopodobniej pożyczył historię Hamleta . Sakso wiedział, co pisał, był w końcu sekretarzem biskupa Roskilde Absalona, wraz z królem duńskim Waldemarem Wielkim odpowiedzialnego za ostateczne zniszczenie świątyni w 1168 roku - jak widać na przykład na obrazie Lauritsa Tuxena, który miałam okazję zobaczyć w oryginale w czasie zeszłorocznej wycieczki do Danii. Do dzisiaj po średniowiecznych Słowianach zostały na Arkonie jedynie wy...

Samochodem po plaży

...jeździć się nie powinno. Teraz już wiem.

Kable

Z poprzedniego mojego pobytu w Rumunii, dziesięć lat temu, pamiętałam piękno Transylwanii i brzydotę Bukaresztu, pamiętałam wałęsające się wszędzie psy, trudności z dostępem do herbaty i hałaśliwą muzykę puszczaną wszędzie od rana do nocy przynajmniej trzy razy głośniej niż wynosi mój poziom komfortu. Czego nie pamiętałam, to kabli. Ogromnej ilości kabli, wiszących w pękach i zwojach, porozpinanych między słupami i budynkami, plączących się w wielkich kłębowiskach, zwisających tuż nad głowami przechodniów i przedzierających się przez gałęzie drzew. Biorąc pod uwagę moją fascynację szeroko pojętym BHP, jest chyba oczywiste, że nie mogły nie zwrócić mojej uwagi. Przy okazji też być może odkryłam znaczenie tabliczki, którą w tym miejscu kiedyś cytowałam .

Wilkołaki z Gryfii

Nastała kalendarzowa wiosna, więc teoretycznie powinno się poruszać jasne, pogodne tematy. Jednak że wiosna jak na razie pozostaje jedynie kalendarzowa, a śnieg od tygodnia pada z najwyżej kilkugodzinnymi przerwami, na jasne i pogodne tematy nie mam zwyczajnie siły. Wręcz przeciwnie - humor mi się robi coraz bardziej mroczny w miarę jak coraz więcej śniegu zalega na chodniku przed moją kamienicą. Przy mrocznym humorze przypominają się mroczne historie. Jak na przykład ta opowiadająca o tym, jak to Gryfię - taka bowiem jest prawidłowa polska nazwa Greifswaldu - opanowały wilkołaki. Miało to miejsce około roku 1640. Potworów było tak dużo, że właściwie przejęły one kontrolę nad miastem, operując z bazy na Rakower Straße. W Gryfii zapanował terror, nikt nie ważył się wystawić nosa z domu po zmierzchu w obawie przed atakiem. W końcu gryfijscy studenci postanowili stawić czoła wilkołakom i pozbyć się ich z miasta. Z początku ich wysiłki nie przyniosły rezultatów - wydawało się, że wobe...

M jak morderstwo 2

Czytałam kiedyś w internecie serię porad autorstwa mieszkającego w Niemczech Anglika czy innego Anglosasa na temat tego, jak postępować, by wtopić się w niemieckie społeczeństwo. Oprócz tych przypominających, że wychodząc z domu należy ubierać się zawsze w outdoorowe ciuchy (w końcu, jak sama nazwa wskazuje, ubrania outdoorowe są do tego, żeby w nich chodzić na zewnątrz, nawet jeżeli tym zewnętrzem jest centrum Berlina), była ta, że każdy niedzielny wieczór należy spędzać oglądając nowy odcinek "Tatort" . "A czy ten serial jest chociaż dobry?" zapytał zaintrygowany Anglosas swoich niemieckich znajomych, na co mieli oni zareagować zaskoczeniem, stwierdzając, że właściwie to nigdy się nad tym nie zastanawiali - oglądanie "Tatort" to jest po prostu coś, co się robi i czego się nie kwestionuje. Podobnie jak Skandynawowie , Niemcy uwielbiają kryminały. Co więcej, lubią kryminały dziejące się lokalnie, w ich mieście czy regionie. Takie też regio...

Komnata Tajemnic

Wydział Ekonomii UG do tej pory nigdy nie przypominał mi Hogwartu, ale może po prostu byłam uprzedzona.