Przejdź do głównej zawartości

Posty

Jak w banku 2

Cztery razy w życiu zdarzyło mi się zakładać konto w banku, w czterech różnych krajach. I z jakiegoś powodu za każdym razem jest z tym więcej problemów.  Do banku nr 1 zapisali mnie z łapanki - przy stanowisku rozstawionym na uniwersytecie z myślą o studentach, dla których założenie pierwszego konta w banku miało być jednym z elementów wkraczania w dorosłe, policealne życie. Zadziałało to, o ile pamiętam, gładko i w zasadzie do dzisiaj nie mam zbyt wielu powodów do narzekania - może tylko nad wysokością opłat bankowych. Które jeszcze wzrosną teraz, kiedy bank właśnie zorientował się, że już od jakiegoś czasu nie przysługuje mi konto <30... Z bankiem nr 2 też w zasadzie poszło gładko, chociaż zakładanie w nim konta wiązało się dla mnie z pierwszą w życiu - ale bynajmniej nie ostatnią - okazją do podpisania umowy w języku, którego nie znałam. Poza tym bank ten miał nieładny zwyczaj pobierania prowizji za wypłatę jeśli w bankomacie wybrało się język inny niż włoski - miała...

Się rozłazi

Wydawałoby się, że w niemieckich kolejach wszystko będzie porządnie utrzymane i wyrównane jak od linijki. A jednak i tutaj niektóre rzeczy się rozłażą... 

Najbardziej prawdopodobne powody doznania uszczerbku na zdrowiu w Greifswaldzie

Ranking niepoparty żadnymi badaniami, a tylko własnymi, subiektywnymi obserwacjami. 1. Potrącenie przez szalonego kierowcę. Powszechnie znane są stereotypy mówiące o tym, że niemieccy kierowcy są kulturalni, zrównoważeni i przestrzegający przepisów. Jak to zwykle ze stereotypami bywa, są one tylko częściowo prawdziwe, a mianowicie nie dotyczą kierowców z Meklemburgii-Pomorza Przedniego. Tutejsi kierowcy mrożą krew w żyłach i jako piesza czuję się na greifswaldzkich zebrach dużo mniej bezpiecznie niż w Polsce, a przynajmniej w Trójmieście. 2. Potrącenie przez szalonego rowerzystę. Rowerów jest tu chyba więcej niż samochodów, co niestety nie znaczy, że ścieżek rowerowych jest więcej niż ulic. Rowerzyści śmigają więc w najlepsze po chodnikach, często tylko o milimetry mijając przechodniów. 3. Utrata zdrowia psychicznego na skutek starcia z niemiecką biurokracją - patrz wiadomy fragment z "Dwunastu prac Asteriksa" . 4. Śmierć głodowa na skutek niemożności wydoby...

Eldena

Skoro już mowa o Photoshopie, Casparze Davidzie i szlaku śladami jego twórczości, można zauważyć, że niektóre rzeczy, które wyprawiał, przewyższały najbardziej śmiałe komputerowe ingerencje. Do najchętniej utrwalanych przez Caspara Davida okolicznych widoków należały ruiny klasztoru w podgreifswaldzkiej Eldenie. Przyznać trzeba, że obiekt to dość malowniczy: To jednak najwyraźniej naszemu malarzowi nie wystarczało - zapewne stwierdził, że okolice klasztoru są za mało drrramatyczne. I tak na jednym z obrazów wiszących w tutejszym Pommersches Landesmuseum można zobaczyć eldeński klasztor stojący sobie, ni stąd ni zowąd, wśród gór.

Bez Photoshopa

Niezphotoshopowana wersja widoczku z tej dygresji mogłaby wyglądać na przykład tak: Choć nie da się ukryć, że w tym akurat wypadku photoshopowa ingerencja mogłaby się właściwie przydać. Z drugiej strony, prawdopodobnie nawet ona niewiele by tu pomogła... Poza tym, biorąc za przykład najsławniejszego syna greifswaldzkiej ziemi, widoczki stąd powinno się może raczej tworzyć w stylu bardziej mroczno-romantycznym, chociażby tak: Autor powyższej "Panoramy Greifswaldu w świetle księżyca", Caspar David Friedrich, przyszedł na świat w tym mieście w roku 1774. Znany jest chyba każdemu, kto ma choć blade pojęcie o romantycznym malarstwie, a może i romantyzmie w ogóle, jako autor pełnych sturmu oraz drangu krajobrazów niemieckiego wybrzeża Bałtyku - innymi słowy, tutejszych okolic. Rodzinne miasto jest oczywiście ze swego krajana niezwykle dumne i choć w miejscowym muzeum naliczyłam zaledwie pięć czy sześć dzieł Caspara Davida, oprócz nich mamy tu galerię Caspar Da...

Mafia przedniopomorska

 To brzmi naprawdę groźnie! Moje ulubione graffiti w całym Greifswaldzie.

Rytuał

Przed odjazdem pociągu regionalnego za zachodnią granicę na peronie czwartym szczecińskiego dworca odbywa się pewien specyficzny rytuał. Peron wypełnia się wówczas ludźmi w różnym wieku, płci obojga, obwieszonymi większą lub mniejszą ilością tobołów, wykrzykujących wszem i wobec: "Kto do Lübeck?"*, "Na Hamburg?", lub też zagadujących się nawzajem bezpośrednio: "Pani na Berlin?", "Kiel??". Często proces przenosi się do samego pociągu, a ton nagabywań staje się z czasem coraz bardziej natarczywy i rozpaczliwy. Nawoływania niosą się przez cały (krótki) pociąg, pasażerowie krążą od przedziału do przedziału, wiedzeni wieścią, że podobno znajomy czyjegoś znajomego również jedzie do Hamburga. Z ulgą można odetchnąć dopiero po uzbieraniu pięcioosobowej grupki. Tylko niektórzy przychodzą na peron przygotowani, już z góry umówieni z bliższymi lub dalszymi znajomymi jadącymi w tym samym kierunku. Mogą wówczas z satysfakcją patrzeć na biegających po peronie ...